Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Serce Ojca”: Gdy porwie cię wir rzeki, musisz pozwolić komuś, żeby podał ci rękę

SERCE OJCA
Foto: Archiwum Roberta i Victorii de Hoxar
Udostępnij

Jeśli szukasz tego w alkoholu, seksie albo narkotykach, to cały czas musisz sięgać po coś mocniejszego. Gdy on doświadczył miłości Boga, przestał czuć się jakby był jedną wielką porażką.

Weronika Pomierna: Od kilkunastu lat podróżujecie po Europie, prowadząc warsztaty „Serce Ojca”, które odbyły się m.in. na Słowacji, w Czechach, Anglii oraz w Polsce. Wymień jedno ze świadectw, które poruszyło cię najbardziej.

Robert: To historia mężczyzny, który podszedł do mnie po konferencji, którą prowadziliśmy w Norwegii. Powiedział: „Cieszę się, że tu jestem! Od 2 dni nie piję”. – Świetnie! – odpowiedziałem. „Pan nie rozumie. Ja piłem jedną butelką whisky rano, drugą w porze lunchu, trzecią wieczorem i potem jeszcze coś przed snem. Gdy próbowałem przestać, cały się trząsłem i robiło mi się gorąco. Przyjechałem na ten tydzień z 30 butelkami mocnego alkoholu w walizce. A teraz przestałem pić i czuję się świetnie”.

Czytaj także: Przeszedł 6700 km, modląc się za swój kraj. Z dwumetrowym krzyżem na ramionach

Co stało się z zawartością butelek?

Robert: Powiedział nam, że wylał wszystko do toalety. Bóg ma poczucie humoru. Ja kiedyś, dawno temu, piłem trochę za dużo. Nie myślałem, że mam z tym problem, ale żona uważała inaczej.

Victoria: Piłeś zdecydowanie za dużo, ale nie chciałeś mnie wtedy słuchać (śmiech).

R: Gdy usłyszałem, co zrobił ten mężczyzna, odruchowo odpowiedziałem: „Naprawdę musiałeś je wylać”? I uświadomiłem sobie, że Bóg musi jeszcze we mnie dużo zmienić (śmiech).

Ten mężczyzna został kiedyś bardzo zraniony i cały czas szukał czegoś, co ukoi ten ból. Jeśli szukasz tego w alkoholu, seksie albo narkotykach, to cały czas musisz sięgać po coś mocniejszego. Gdy on doświadczył miłości Boga, przestał czuć się jakby był jedną wielką porażką. Bóg zabrał Jego poczucie niskiej wartości.

Jak wyglądała wasza droga do okrycia tego, że Bóg jest kochającym Ojcem?

R: Pewnego dnia zadzwonił do naszego hotelu pewien znajomy chrześcijanin. Ja jestem biznesmenem. Nie byłem wtedy zbytnio uduchowiony. Mówi: „Organizujemy kurs. Przyjeżdżają mówcy z Kanady, Nowej Zelandii, a lokal, który wynajęliśmy, jest niedostępny. Czy możemy wynająć u was salę?”.

Biznesmen zaciera z zadowoleniem ręce.

R: „Oczywiście!” – wykrzyknąłem. Ucieszyłem się, że wszystkie pokoje będą zajęte i nie będę musiał siedzieć w barze, bo to przecież chrześcijanie. Sądziłem, że przez tydzień będę odpoczywać, a pieniądze same będą się zarabiać.

I wtedy twoja żona powiedziała…

R: „Może pójdziemy na ten kurs?”. Co oznacza: „Ty powinieneś iść na ten kurs!”. Nie chciałem się kłócić, więc poszedłem. W ciągu tego tygodnia odkryłem coś, czego szukałem całe życie! Słyszałem, jak moi znajomi mówili na koniec świadectwa i byłem zszokowany, widząc w ich życiu zmianę na plus. Zawsze szukałem prawdy i czegoś, co działa praktycznie, daje ci pokój, szczęście i miłość. Byłem tego głodny po 7 latach pracy w hotelu.

Jak to? Prowadziliście go z przyjaciółmi, chrześcijanami. Praca – marzenie. Co poszło nie tak?

V: Pochodziliśmy z różnych Kościołów i każdy miał swoją wizję tego hotelu. Chciałam, żeby to był chrześcijański ośrodek, gdzie ludzie będą doświadczać uzdrowienia. Moja przyjaciółka chciała, żeby było tam czuć Bożą miłość, ale nie chciała, żeby mówiono tam wprost o Bogu. Ja miałam wtedy duży problem z gniewem. Inne osoby też. Iskrzyło! Po 7 latach większość stwierdziła: mamy już dość.

R: Wszyscy funkcjonujemy według pewnych schematów zachowań, nie zawsze dobrych. Mój ojciec stronił od relacji z ludźmi. Ja nauczyłem się tego od niego. Nigdy nie cieszyłem się z tego, jaki byłem, więc dlaczego towarzystwo innych ludzi miało sprawiać mi radość? Byłem bardzo niepewnym siebie człowiekiem.

Mój tata nie złościł się na nas często, ale gdy już wybuchał, to był bardzo agresywny. Walczył w trakcie II wojny światowej. Robił wszystko to, co robią żołnierze. Mówił: „Po co ci przyjaciele, skoro tylko ich tracisz?”.

Narzeczony mojej mamy był lotnikiem. Niemcy zestrzelili jego samolot na krótko przed planowanym ślubem. Rodzice poznali się tuż po jego śmierci. Gdy w 1946 chciało się mieć męża i dzieci, to nie można było być zbyt wybredną. Większość wolnych mężczyzn to byli ludzie bardzo poharatani. Wierzę jednak, że rodzice wychowali nas najlepiej, jak potrafili.

Czego nauczył cię twój tata?

R: Żebym nigdy nie okazywał słabości. Mówił, żebym nie ufał ludziom, bo na nikim nie można polegać. Jak miałem zaufać potem Bogu? Gdy poznałem żywego Boga, dobrego ojca, uderzyło mnie, jak bardzo różni się on od mojego ziemskiego ojca. Zobaczyłem, że Bóg chce mnie uczyć czegoś zupełnie innego.

To, czego nauczysz się jako dziecko, zostaje w tobie na całe życie.

R: To prawda, ale na szczęście Duch Święty może pomóc ci to skorygować. Jako dziecko bałem się ojca, więc nie lubiłem wspólnych posiłków. Wtedy można było popełnić masę gaf, za które się potem obrywało: zostawić coś na talerzu, jeść zbyt wolno, mówić z pełnymi ustami. Jadłem w ekspresowym tempie i wychodziłem. Zakodowałem sobie: trzeba jeść szybko.

Nawet dzisiaj, jeśli zapomnę się, to jem bardzo szybko i wychodzę. Mój ojciec już dawno nie żyje, nikt przy stole nie chce zrobić mi krzywdy, a ja nadal to robię. Kiedy ojciec nie był zadowolony, działa mi się krzywda. Nauczyłem się, że muszę się tak zachowywać, żeby inni byli zadowoleni.

Zajęło mi wiele lat, zanim zrozumiałem, że to nie ja jestem powodem, dla którego ktoś jest nieszczęśliwy. Vicki pytała co sądzę o tym i owym. Nie określałem się, dopóki nie usłyszałem wcześniej, jakie jest jej zdanie. Przez wiele lat zakładałem maskę.

V: Mąż mówił mnie jedną wersję, a znajomym drugą. Czułam, że nie znam go!

R: Jak możesz mieć głęboką relację z kimś, gdy nie mówisz, co naprawdę myślisz? Przez większość życia tak żyłem! To zmieniło się dopiero po warsztatach „Serce Ojca”. Kolejny przykład: gdy miałem 8 lat, lekarze podejrzewali u mnie polio. Spędziłem 6 tygodni w szpitalu w izolatce, do której nie mógł wejść nikt poza personelem w strojach ochronnych. Rodziców oglądałem przez szybę. Pewnego dnia błagałem ich: „Weźcie mnie do domu. Nie zostawiajcie mnie tutaj”.

A jednak zostałem w szpitalu. Pamiętam, jak myślałem: „Muszę sobie sam radzić. Nikt mi tu nie pomoże”. Następnego dnia czekała mnie bardzo bolesna punkcja kręgosłupa. Żeby nie czuć bólu, wyobrażałem sobie, że nie ma mnie na tej sali. Wtedy była to użyteczna technika, ale ja zacząłem ją potem stosować w momentach stresowych. Po prostu wyłączałem się.

I tak przez całe życie. Byłem nieobecnym mężem. W czasie trudnej rozmowy z Vicky po prostu wyłączałem się.

V: Mówiłam: „Czy ty mnie w ogóle słuchasz?”. Mąż nie miał pojęcia, o czym ja do niego mówię.

R: W ciągu pierwszych 7 lat życia uczysz się reagować na konkretne sytuacje. Myśli i przekonania, które przyswoiliśmy sobie bardzo wcześnie lub przejęliśmy je od naszych rodziców, uaktywniają się w określonych sytuacjach. Potem powielamy je. Jeżeli twój charakter ma się zmienić, potrzeba potężnej interwencji kogoś z zewnątrz. Sam nie jesteś w stanie tego zrobić.

To tak, jak gdy porwie cię wir rzeki. Sam się nie uratujesz! Musisz pozwolić komuś, żeby podał ci rękę i wyciągnął cię. Mnie zajęło wiele lat, zanim uświadomiłem sobie, że to właśnie Bóg chce mnie uwolnić od tych złych wzorców zachowań. Czasem, bardzo rzadko, zdarzają się nam z żoną tarcia, ale reagujemy już zupełnie inaczej.

Wiem, że gdy się zdenerwuję, to nie jest temu winna moja żona. To ja reaguję w taki, a nie inny sposób. Modlimy się i staramy zrozumieć, dlaczego tak reagujemy. Przyglądamy się, co jest w naszych sercach. Może wierzę w jakieś kłamstwo, które nijak ma się do tego, jak widzi mnie/moją żonę Bóg? Gdy na miejsce kłamstwa wchodzi prawda, zaczynasz żyć w wolności. Nie jesteś już miotany przez wiatr na prawo i lewo przez to, co ludzie myślą lub robią. To daje niezwykłą wolność.

Victoria i Robert de Hoxar – od kilkunastu lat prowadzą warsztaty „Serce Ojca”, których celem jest pomóc ludziom przyjąć bliskość i troskę dobrego Boga. Do tej pory w warsztatach wzięło udział ok. 5000 osób. W tym roku będą organizowane w Polsce, Rumunii, na Litwie oraz Ukrainie.

Czytaj także: Jan Staszczyk: Bóg uchylił mi rąbka tajemnicy

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail