Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pragnę edukacji seksualnej, która będzie podążaniem za moim dzieckiem…

EDUKACJA SEKSUALNA
Shutterstock
Udostępnij

To zbyt ważny temat dla życia moich dzieci, by dać kredyt zaufania bez mówienia „sprawdzam”.

Rozgorzała dyskusja o edukacji seksualnej i stworzyły się dwa obozy – przeciwników edukacji seksualnej i jej zwolenników. Edukacja seksualna jest potrzebna, tu powinniśmy się zgodzić, jednak powinniśmy usiąść i zastanowić się, jak ona powinna wyglądać. Tymczasem dyskusja wygląda tak, że zaczyna się rodziców mówiących o swoich obawach stawiać pod ścianą z etykietą „zalęknionych i zawstydzonych”. Nie mam na to w sobie zgody.

 

Wrażliwość seksualna

Jako rodzice powinniśmy zakrzyknąć nostra culpa (nasza wina), kiedy nie mówimy dzieciom o seksie. Nostra culpa – kiedy poprzez brak naszego wyjaśnienia dzieci trafiają w sidła pornografii. Nostra culpa – kiedy nie pokazujemy dziecku tego, jak bliskość wygląda w rodzinie. Nostra culpa, kiedy nie uczę dziecka granic, jakich nikt nie powinien wobec niego przekraczać, kiedy nie pomagamy mu poznawać swojej seksualności,  nie tłumaczymy, co dzieje się z jego ciałem.

Błędem jednak jest ocenianie nas rodziców na podstawie tego, że nasi rodzice rozmawiali z nami mało lub wcale o seksie, jednak my dzisiaj jako rodzice jesteśmy już inni. Mamy wiele braków, ułomności, nie mamy często fachowej wiedzy i nie recytujemy standardów edukacji seksualnej WHO z pamięci, jednak chcemy mówić naszym dzieciom o seksie.

Pragnę edukacji seksualnej, która będzie podążaniem za moim dzieckiem, jego wrażliwością, potrzebami, a więc takiej, na którą to ja będę mieć wpływ. Wokół słyszę, że przecież znam swoje dziecko najlepiej. Pragnę poczucia wolności co do moich przekonań. Pragnę edukacji seksualnej, która będzie (tak!) zgodna z moim światopoglądem. Wychowanie to przekazywanie określonych wartości, a chcę dziecku pokazać piękno czystości przed ślubem, obrazu seksu jako czegoś, co Bóg sprezentował małżonkom. Przecież wokół słyszę, że żyjemy w wolnym kraju i mamy prawo do swoich przekonań. Pragnę edukacji seksualnej, która pokaże moim dzieciom piękno bycia kobietą i piękno bycia mężczyzną. Przecież to nie wyklucza uczenia szacunku do tych, którzy to piękno postrzegają inaczej.

 

Edukacja seksualna – tak, ale…

Tak, edukujmy nasze dzieci seksualnie i mówmy im, że seks jest dobry i przyjemny. Dajmy jednak prawo rodzicom do tego, by wyrażali teraz swoje obawy, zamiast prześmiewczo je oceniać. Nie sprzyja to jakości dyskusji, która jest potrzebna. Obecnie przerzucamy się argumentami, które tylko pokazują, że jedna strona nie słucha drugiej.

Standardy WHO nie wskazują sposobu, języka i ostatecznych treści, jakie będą przekazane dzieciom. Warto byłoby porozmawiać na podstawie konkretnego już programu, pomocy dydaktycznych, na których miałyby pracować dzieci, samych zajęć. Słyszę wokół, że szkoła zawodzi w tym i w tamtym, dlaczego mam jej zaufać w edukowaniu moich dzieci seksualnie? Niech nas nie dziwi zaniepokojenie rodziców.

Jesteśmy w okresie przejściowym – mamy sporą lukę jako osoby, które programu edukacji seksualnej w szkole nie przeszły. Nie wiem zatem jak to będzie wyglądało, będzie to nowe. I wiecie co? Nie chcę, by było to wprowadzane bez mojej kontroli w ramach pilotażu, testowania, sprawdzania. Przetestujmy to najpierw na nas, rodzicach, byśmy umieli prowadzić dzieci za ręce.

 

Sprawdzam!

Dokument WHO wskazuje, że można mówić o edukacji seksualnej formalnej (specjaliści) i nieformalnej (rodzice) oraz że nie powinny być one w opozycji. Widać tu potrzebę jedności tego, co dziecko słyszy w domu i w szkole. Tu wyjściem z sytuacji może być to, że edukacja seksualna według tego dokumentu nie musi być prowadzona wyłącznie w szkole w ramach edukacji formalnej.

Nie powinno się w całości odrzucać standardów WHO, bo mogą być one pomocne dla rodziców i decydentów. Wracamy jednak do punktu wyjścia: nie rozmawiamy o konkrecie jak te zajęcia będą wyglądały. Czym innym jest mówić o zmieniającym się ciele dziecka, a czym innym prowadzić zajęcia z wiedzy o innych orientacjach seksualnych.

Wprowadzajmy edukację seksualną powoli i spokojnie, jak powinno się to dziać w ważnych decyzjach i sprawach. Seks jest tematem ważnym. Seks jest tematem delikatnym. Zbyt ważnym, by go ot tak przegłosować, wierząc, że po prostu „będzie dobrze”. To zbyt ważny temat dla życia moich dzieci, by dać kredyt zaufania bez mówienia „sprawdzam”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail