Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bezdomny nie oznacza gorszy [wywiad]

Shutterstock
Udostępnij

O tym, że ludzie bezdomni uwrażliwiają, jak wielkim skarbem jest dom, bliscy, rodzina i przyjaciele, mówi br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap, dyrektor krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio wspomagającego bezdomnych.

Łukasz Kaczyński: Bracie Grzegorzu, jak dobrze zrozumieć przekaz Dnia Ludzi Bezdomnych?

Br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap: Myślę, że to zawsze jest wezwanie, by zauważyć osoby mieszkające na ulicy. Ich codzienne zmaganie i bagaż doświadczeń życiowych, które ze sobą niosą. Nie tylko kogoś brudnego, czasem pachnącego nieładnie lub pijanego czy awanturującego się. I specjalnie mówię kogoś, a nie człowieka, gdyż nieraz zapominamy, że to tacy sami ludzie jak my.

Czasem mówi się, że to nieformalne święto. Ale to nie świętowanie – w tym dniu powinniśmy uszanować osoby bezdomne i uwrażliwiać innych na to, by nie zachowywać się wobec nich w sposób krzywdzący lub obojętny.

Skąd w nas często ten lęk przed niesieniem pomocy osobom bezdomnym?

Myślę, że wiele złego robię panoszące się stereotypy czy poczucie, że jest się od osób z ulicy lepszym. Czasem jest to też lęk przed ich zachowaniem – żebraniem, piciem alkoholu czy też złym zachowaniem.

Jednak większość tych rzeczy, które sprawiają, że mijamy ludzi bezdomnych jest w nas samych. Rodzą się w nas jednoznaczne osądy, choć nie znamy ich indywidualnych historii czy problemów, z jakimi się mierzą. A także myśl, która niestety sprawia, że człowiek zamyka się na pomoc – że człowiek mieszkający na ulicy zasłużył lub wybrał sobie takie życie. Bo jest leniwy czy gorszy ode mnie…

To jednak myślenie krzywdzące.

Tak, to wielka nieprawda. Bo jeszcze nie spotkałem człowieka, który sam sobie zawinił. Owszem są błędy – jego czy też rodziny. A czasem złe wybory, po których posypało się wszystko. Jednak nikt nie zasłużył na to, by urodzić się w rodzinie patologicznej albo w rodzinie, w której nie ma wsparcia i w której każdy jest zostawiony sam sobie ze swoimi problemami.

Nikt też nie zasłużył sobie na to, by wejść w związek, który się rozpadł. To jest bardziej zlepek problemów, często chorób psychicznych czy niedojrzałości, których wypadkowa sprawiła, że człowiek znalazł się na bruku. I być może my – w podobnej sytuacji – także nie dalibyśmy sobie rady.

A więc człowiek bezdomny to przede wszystkim człowiek…

To człowiek w potrzebie i w wielu sytuacjach człowiek bezradny. A także cierpiący. Często pierwsze skojarzenie jest takie, że to osoby, które nie mają domu. Jednak to coś więcej – to osoby z poważnym problemem, często niejednym, z którym nie poradzili sobie nie tylko sami, ale także ich bliscy. To ludzie, których dom – i to nie tylko w wymiarze materialnym, ale także duchowym, emocjonalnym – znalazł się w kryzysie. Bo w normalnych rodzinach w każdym z tych wymiarów ciężkiej sytuacji życiowej ludzie sobie pomagają. Tutaj mechanizmy i relacje nie zadziałały jak trzeba.

Jaką istotę bezdomności należy poznać, by właściwie pomagać?

Wyjść z myślenia, że człowiek mieszkający na ulicy jest gorszy. Bezdomny nie oznacza gorszy. Czy też słabszy. Oznacza z trudną historią życia, dla której potrzeba wrażliwości. I otwarcia, by chcieć ją poznać, a nie dać się odepchnąć często przez krzyk, przykry zapach czy niespołeczne zachowanie. Papież Franciszek pisał, że do wzrastania w świętości potrzeba wyjścia do ubogiego na ulicę i porozmawiania z nim z miłością.

Tak więc 5 zł czy nawet 10 zł niczego nie rozwiąże. Potrzeba czasu, bo osoby bezdomne wyczuwają, kiedy są traktowane przedmiotowo, a kiedy ktoś widzi w nich naprawdę człowieka. Trzeba im przywracać wiarę, że nie są przegrane, że jest dla nich szansa i są ludzie, którzy wierzą, że wyjdą z nieraz ogromnego aktualnego „życiowego dołka”. Bo kiedyś te osoby również kochały, miały pasje, radości – trzeba im to pomóc sobie przypomnieć.

Tak na ludzi bezdomnych patrzył na pewno brat Albert.

Ten krakowski święty jest wielkim wzorem w dziedzinie pomagania ubogim i bezdomnym. On patrzył na nich jak na umęczonego Chrystusa, który został sponiewierany i wystawiony przez Piłata na widok ludzki ze słowami „Oto człowiek”. Być może po to, by wzbudzić litość w Żydach, którzy przyprowadzili do niego Jezusa, ale to się nie udało. I to „oto człowiek” pada nieraz na ulicy współcześnie.

Odnosi się mocno do bezdomnych, którzy są naszymi braćmi i często są jak Chrystus – są wyszydzeni, wyśmiani, bez poczucia własnej godności. A mimo to brat Albert był z nimi. W ich przestrzeni życiowej – nie przejmował od nich złych nawyków, ale był z nimi w głodzie, chłodzie, kłopotach, obejmując realnym wsparciem i modlitwą. Bardzo ważne jest w tym budowanie zaufania krok po kroku, nieobiecywanie rzeczy, których nie można spełnić i tworzenie szczerej relacji, w której każdy może coś otrzymać.

A co człowiek bezdomny może dać osobie, która mu pomaga?

Na pewno uczy szacunku do tego, co się ma. W postaci domu, rodziny, bliskich i przyjaciół, którzy nie zawodzą. Także dystansu, by zbyt łatwo nie oceniać czy nie wysnuwać pochopnych wniosków. I co niezmiernie ważne, ludzie bezdomni pokazują, czym jest zwyczajna, codzienna radość życia. Bycia wysłucham, najedzonym, szczęśliwym, że jest ciepły dzień czy też zwyczajnie zauważonym. To piękna zdolność, o której często w natłoku spraw i trudów codzienności zapominamy.

Jak dobrze przeżyć ten Dzień Ludzi Bezdomnych?

W Krakowie w tym roku Dzieło Pomocy św. Ojca Pio, z którego korzysta około 2000 osób bezdomnych czy zagrożonych bezdomnością, przygotowało akcję #ToNieDom. Polega ona na tym, że w przestrzeni publicznej – parku, galerii, kościele, a więc miejscach, gdzie osoby bezdomne znajdują często azyl czy przestrzeń życiową – znajdą się tekturowe domki z notatką czy osoba czytająca widzi człowieka właśnie w tym miejscu. I na to chcemy uwrażliwiać – na dostrzeganie godności i otoczenie opieką fizyczną, ale i duchową brata czy siostry w potrzebie w takich miejscach, które my mijamy szybko, a które dla nich stały się „domem”, bo innego już nie mieli.

Myślę, że dobrym krokiem na niezmarnowanie tego dnia jest podejście do kogoś, poświęcenie mu chwili czasu i porozmawianie. Być może potem zaangażowanie się dalej w ramach jakiejś zorganizowanej pomocy, może jako wolontariusz w naszym Dziele św. Ojca Pio. Ale najpierw trzeba przełamać stereotypowe myślenie – słowem i życzliwością. To może niewiele, ale wiele może zmienić w życiu człowieka, który często nie ma naprawdę nic.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail