Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Trzy sposoby, by posprzątać w swoim życiu. Jaka „miotła” czyści najlepiej?

Shutterstock
Udostępnij

Często robimy bardzo dużo rzeczy, tylko nie to, co potrzeba… Uwaga: ta rozmowa z ojcem Januszem Pydą OP odbyła się w konfesjonale!

Spotykamy się w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, gdzie ojciec Janusz Pyda głosi rekolekcje. Już sam ich temat inspiruje, a to, co zdarzy się później, ma to tylko potwierdzić. Nasza rozmowa odbywa się bowiem w… konfesjonale, dokąd skierował nas ksiądz proboszcz. W tym przypadku jednak tajemnica spowiedzi nie obowiązuje.

Katarzyna Matusz-Braniecka: Mówił Ojciec w kazaniu o tym, żebyśmy nie plotkowali, dał nam Ojciec zadanie, żebyśmy za każdym razem, gdy w tym tygodniu będziemy spotykali drugiego człowieka, pilnowali siebie i tego, co mówimy. Jak dobrze rozeznawać, co można powiedzieć, a czego nie?

Ojciec Janusz Pyda*: Różnie oceniamy uczynki moralne, ale w tym przypadku intencja jest najważniejsza. Po co ja wydobywam czyjeś zło, jaki jest mój cel. Czasami są to cele błahe, bo chcę podtrzymać rozmowę, a łatwo się kogoś obgaduje. A czasami jest tak, że chcę się zemścić. Mamy dwie sytuacje, w których możemy mówić źle o ludziach, kiedy można im pomóc albo kiedy trzeba kogoś przed nimi obronić. Ale kiedy nie są spełnione te dwa warunki, naprawdę nie ma co.

Wielkie upadki czy małe słabości, co jest groźniejsze?

Mam wrażenie, że bardzo często gubimy się w życiu, nie dlatego, że mamy jakieś wielkie upadki. Oczywiście są tacy, którzy tak mają. Czasami one się nam zdarzają. Ale one wbrew pozorom nie są bardzo groźne, dlatego że nie da się tego nie zauważyć i można się odbić od upadku.

Najczęściej jest tak, że się oddalamy od Pana Boga, bo się gubimy w naszym bałaganie życiowym. Priorytety nam się zacierają, idziemy na dziwne kompromisy w różnych sprawach. I nie ze złej woli, tylko coś zabałaganimy, zachachmęcimy i to wszystko tak działa.

Dlatego myślę, że ten moment nieuporządkowania życia jest tą przyczyną, że nie tyle odchodzimy od Pana Boga, tylko powoli oddalamy się. Życie się toczy i nagle… zginął gdzieś, zgubiliśmy Go w naszym bałaganie. To jest dokładnie tak, jak z różnymi rzeczami w domu, gdy mówimy: „gdzieś to było, no gdzieś to było”.

Jaki jest ten pierwszy sposób na uporządkowanie, który Ojciec widzi?

Ewangelia poniedziałkowa mówi nam o Chrystusie jako świetle. Zaczniemy od pierwszego sposobu porządkowania życia, my to nazywamy czasami rachunkiem sumienia, ale często to też źle rozumiemy. Chodzi o to, żeby zgodzić się na to, żeby wpuścić światło do swojego życia. Tak jak z wiosennym światłem, fajnie, że jest słońce, ale widać, że okna są brudne, widać, że trzeba się wziąć za siebie po zimie itd.

I dokładnie to samo jest ze światłem Chrystusowym. Ono nam daje energię, daje nam życie, ale ono też wydobywa takie rzeczy, których byśmy nie chcieli widzieć. Dlatego się boimy i go nie chcemy.

No dobrze, ale jak się nie bać?

Nie ma na to złotego środka. Zabiegajcie o wasze zbawienie z bojaźnią i drżeniem. Muszę powiedzieć, że nie do końca wierzę w taką wiarę, która byłaby taka zupełnie bezstresowa. Jak człowiek wpuszcza światło Boże, to się nim fascynuje, ale też się go boi. I trudno, trzeba się przełamać, trochę się pobać.

Czy moglibyśmy to traktować jak swoisty trening? Mam tu na myśli ten moment, w którym staniemy po śmierci przed Bogiem.

To zawsze jest trening, przygotowanie. W teologii nazywamy to antycypacją eschatologii, to znaczy, że próbujemy uprzedzać to, co będzie w naszym życiu, w momencie, kiedy Pan Bóg powie: dobra, podliczamy. I nie ma co się tego bać, ale trzeba się przygotować.

Dziś straszy nas hasło: memento mori (pamiętaj o śmierci). Chodzi o to, żebyśmy próbowali żyć tak, żeby się nie bać spotkać z Panem Bogiem. Mało tego, żebyśmy tego chcieli.

Zróbcie wcześniej to, co i tak się stanie…

Wszystko, co robimy w życiu, jest jakimś przygotowaniem do przyszłego życia w Niebie. Rachunek sumienia jest niczym innym niż wyprzedzeniem sądu Bożego. Miłość bliźniego jest nauką funkcjonowania w świecie osób, a nie rzeczy. Jeżeli tu, na ziemi, nie nauczę się funkcjonować w świecie osób, tylko będę funkcjonował w świecie spraw, wydarzeń, przedmiotów, to tam się rzeczywiście będę nudził, bo tam jest świat osób.

Sprawiedliwość i miłosierdzie to kolejne sposoby na porządkowanie w naszym życiu.

Sposobem porządkowania naszego życia, podstawową miotłą, jest cnota sprawiedliwości, jedna z cnót kardynalnych (roztropność, sprawiedliwość, męstwo, umiarkowanie) i my ją źle rozumiemy, bo rozumiemy ją w rzymskim paradygmacie sprawiedliwości karnej. Krótko mówiąc, dokonało się jakieś przekroczenie prawa – musi być kara. Ale nie to jest ideą sprawiedliwości, tu o co innego chodzi. Sprawiedliwość to oddać to, co się należy komuś albo czemuś.

A my często robimy bardzo dużo rzeczy, tylko nie to, co potrzeba. I to jest powód, że nam wycieka energia w życiu, że angażujemy się w tysiąc spraw, tylko dokładnie nie w to, w co się powinniśmy angażować. Czyli na przykład, jestem księdzem, będę zapalonym sportowcem, ale nie będę robił tego, co powinienem, czyli solidnie przygotowywał się do kazań. Jestem ojcem rodziny, będę odmawiał wszystkie godziny brewiarzowe, tylko że nie poświęcę czasu, żeby porozmawiać z dziećmi. I ten problem ze sprawiedliwością w naszym życiu dlatego jest taki ważny, bo trudno go zobaczyć.

Żyję niesprawiedliwie, ponieważ nie robię tego, co powinienem?

Łatwo jest sobie powiedzieć, przecież ja robię rzeczy ważne, cenne, piękne. I to prawda. Jest coś złego w zajmowaniu się sportem? Nie, to świetna rzecz, tylko, że jestem księdzem, mogę się zajmować sportem, tylko najpierw muszę się przygotować do kazań.

I to jest ten moment niesprawiedliwości, który powoduje frustracje w naszym życiu, często też poczucie niedocenienia. Bo ja się tak zaharowuję, a nie są mi wdzięczni. Tyle robię, dlaczego jestem wypalony? Dlatego, że żyję niesprawiedliwie i nie robię tego, co powinienem.

I kwestia miłosierdzia…

To ten moment porządkowania życia, który jest w całości od Pana Boga. Sprawiedliwość to jest ten czas, w którym współpracujemy z łaską Bożą i ta współpraca jest bardzo wyraźna. A miłosierdzie Boże trzeba przyjąć, trzeba współpracować, ale jednak udział Boży jest 99-procentowy.

*Ojciec Janusz Pyda- dominikanin, duszpasterz akademicki „Beczki”, wykładowca i kaznodzieja, autor książek: „Listy starego anioła do młodego” i „Listy Kasjela”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail