Aleteia

Abp Ryś: Możemy spojrzeć Bogu w twarz i otworzyć się na siłę, która idzie od Boga

Beata Zawrzel/REPORTER
Udostępnij

Konfesjonał jest pełen sprzeczności. Człowiek szuka pokoju ducha, ale ma poczucie, że najpierw musi przejść przez upokorzenie. Chciałby szukać radości, ale się boi. Fascynuje go Bóg przebaczający, ale jednocześnie jest w nim strach przed własnym grzechem. Te sprzeczności rozwiązuje tylko miłość.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

„Chrystus nas pociąga nie dlatego, że został ukrzyżowany, tylko dlatego, że wchodząc w krzyż, przeszedł przez niego z miłością. Tylko to jest ważne”. Modlitwa, post, jałmużna – trzy filary chrześcijaństwa – to nie tyl­ko pobożne praktyki, to szansa na spotkanie z żywym Bogiem. Abp Grzegorz Ryś odsłania ich rewolucyjną, uzdrawiającą siłę.

 

Możemy spojrzeć Bogu w twarz

(…) Jak ważne jest przeżycie pojednania z ojcem i pojednania z braćmi, świetnie pokazuje (…) tekst z Księgi Rodzaju, rzadko kiedy czytany na liturgiach pokutnych, mówiący o tym, jak Jakub walczy z Bogiem. W pierwszym momencie ten tekst wydaje się pełny sprzeczności.

Kto wygrał, a kto przegrał w tej walce? Kim jest Pan Bóg dla Jakuba? Czy jest przeciwnikiem czy przyjacielem? Przeciwnika, z którym się walczy, nie prosi się o błogosławieństwo, a Jakub prosi Boga o błogosławieństwo, chociaż jeszcze przed chwilą bił się z Nim. Pan Bóg zachowuje się w tej walce przedziwnie. Wydaje się słaby, więc prosi o łaskę i mówi: „Puść Mnie”.

A z drugiej strony, jak tylko pojawia się jutrzenka, wymyka się Jakubowi. Wywichnął mu staw biodrowy i uszkodził ścięgno, pokonał go. A chwilę wcześniej prosił, żeby Jakub Go puścił. Wyglądało, że jest słaby, i Jakub myślał, że Go trzyma pod butem. Tymczasem Bóg mu się wymknął. To bardzo bliskie spotkanie.

W Tate Gallery w Londynie jest niezwykła rzeźba Epsteina Walka Jakuba z Bogiem. Obie postacie tak są ze sobą sczepione, tak objęte, że myśli się: zapasy to czy uścisk męskiej przyjaźni, miłości? Pełny kontakt, a z drugiej strony pytanie: jakie masz imię? Co tobie do tego, jakie mam imię? Bóg niby wchodzi z Jakubem w bardzo bliski kontakt, ale imienia nie objawia.

To tekst pełen sprzeczności i jest oczywiste, że te sprzeczności rozwiązuje tylko miłość. Konfesjonał jest pełen takich sprzeczności. Człowiek szuka pokoju ducha, ale ma poczucie, że najpierw musi przejść przez upokorzenie. Chciałby szukać radości, ale się boi. Fascynuje go Bóg przebaczający, ale jednocześnie jest w nim strach przed własnym grzechem. Te sprzeczności rozwiązuje tylko miłość.

W walce Jakuba z Bogiem nikt nie jest pokonany ani nikt nie jest zwycięzcą. W każdym razie nie chodzi o to, kto wygra, a kto przegra. Obydwaj wygrają albo obydwaj przegrają.

Jesteście zaproszeni do sakramentu pokuty. To jest dla was problem, trudny moment, zmaganie. I albo razem z Bogiem wygracie, albo razem przegracie – i wy, i Pan Bóg. Te sprzeczności rozwiązuje się tylko miłością.

Nie ulega wątpliwości, że w walce Jakuba z Bogiem chodzi o rozgrzeszenie. Wynika to z szerszego kontekstu tego fragmentu Księgi Rodzaju. Dlaczego Jakub spotyka się z Bogiem? Bo chce się spotkać z Ezawem. Zaraz ma się z nim zobaczyć, wraca do domu po dwudziestu latach i strasznie się boi tego spotkania. Jak wiadomo, ma powody, żeby się bać.

Dwa razy oszukał Ezawa. Pierwszy raz, kiedy wykorzystał jego głód i wyłudził od niego pierworództwo. Drugi raz, kiedy przy pomocy matki podszedł ojca i wykradł Ezawowi błogosławieństwo. Potem już musiał uciekać. Na wygnaniu był dwadzieścia lat. Metody, jakimi posłużył się, żeby oszukać Ezawa, były niegodne. Teraz wraca po latach ciężkiej pracy, ma dwie żony, dwie niewolnice, jedenastu synów i majątek. I wszystko to wlecze ze sobą do domu. Owce, kozy, wielbłądy, barany w ogromnej liczbie – a z przeciwka nadciąga Ezaw z czterystoma żołnierzami.

I Jakub, nie wiedząc, co zrobić, posyła Ezawowi prezent. Wygląda, jakby niczego się nie nauczył. Uważa, że jedyny sposób to kupić sobie życzliwość brata. No tak, za chwilę mnie zabije, ale może jeszcze zdążę. Posyła mu pięćset osiemdziesiąt zwierząt – kozy, barany, owce, wielbłądy… Ale zaraz poznaje, że i tak Ezawa nie kupi. Staje nad potokiem i cały swój dobytek przenosi na drugą stronę. W końcu zostaje sam, ale nie ma w sobie pokoju ducha.

Bo między tym wszystkim, co w życiu osiągnął, a nim samym jest grzech przeciwko Ezawowi. I ten grzech odbiera mu właściwie to wszystko, co ma. To, co wypracował, jest zakwestionowane winą wobec Ezawa. Jakub nie ma odwagi popatrzeć Ezawowi w twarz, bo wszystko, co zyskał po drodze, zyskał albo oszustwem, albo kłamstwem, a jeśli pracą, to też zbudowaną na kłamstwie, na triku, na pogwałceniu uczciwości i sprawiedliwości.

Dlatego zamiast poczucia nasycenia – jedenastu synów w tamtym świecie to była potęga – ten człowiek sukcesu przeżywa dramatyczną pustkę i nie ma spokoju ducha. Wydaje mu się, że wszystko może prysnąć jak bańka mydlana rano, kiedy Ezaw przyjdzie ze swoimi żołnierzami.

To bardzo konkretna historia, my też możemy się w niej odnaleźć. Możesz wspiąć się w górę po krzywdzie jakiegoś człowieka. Potem udaje ci się wiele osiągnąć, posuwasz się szybko do przodu. Do momentu, kiedy to wszystko razem wydaje się bańką mydlaną, bo ciągle między tobą a tym, co niby wypracowałeś, zyskałeś, jest ta wina – grzech wobec brata.

To może być właściwie wszystko – oszustwo, krzywda, to, że kogoś upokorzyłeś, okradłeś, wykorzystałeś albo zniesławiłeś. Nasze możliwości grzeszenia są nieograniczone. A potem nadchodzi taki moment jak w wypadku Jakuba, że nie możesz nikomu spojrzeć w twarz. Wszystko, co masz, wydaje ci się puste, bo wiesz, że nie zdobyłeś tego uczciwie.

Ten tekst jest bardzo ludzki. I co ten biedny Jakub ma teraz zrobić? Potrzebne mu jest spotkanie, w którym to wszystko odzyska. Odzyska brata, majątek, rodzinę. Tym spotkaniem jest nocna walka z Bogiem. W Księdze Rodzaju jest niezwykła sekwencja zdań – najpierw stwierdzenie, że Jakub nie może popatrzeć w twarz Ezawa. (…) A dziesięć wersetów dalej Jakub nadaje miejscu, w którym walczył z Bogiem, nazwę Penuel – to znaczy Twarz Boga. Nie mógł patrzeć w twarz Ezawa, ale mógł patrzeć w twarz Boga.

Może być tak, że mamy wobec ludzi jakieś winy, że nie jesteśmy z nimi pojednani, że nie wyobrażamy sobie, żeby możliwe było spotkanie. Bo jest nam po prostu wstyd. I nie odważymy się na to, żeby się z kimś spotkać i popatrzeć mu w oczy, ale możemy popatrzeć Bogu w twarz w konfesjonale. To jest takie spotkanie, które nikogo nie zabije. Spojrzenie Ezawa byłoby dla Jakuba nie do zniesienia, ale spojrzenie Boga da się znieść. Mało tego – na koniec Jakub jest zdumiony, że to spotkanie go nie zabiło. Patrzyłem Bogu w twarz i żyję – mówi. Penuel – doświadczenie twarzy Boga. Patrzyłem Bogu w oczy, mimo że jestem skończonym łotrem.

Następnego dnia Jakub spotka Ezawa i powie mu: zobaczyłem w twojej twarzy twarz Boga. Ezaw będzie biegł na spotkanie Jakuba, zostawiając swoje wojsko, biegnie zupełnie tak samo jak ojciec do syna marnotrawnego, żeby chwycić go w objęcia. Jakub kłania się siedem razy, tak jakby kłaniał się Bogu. Co się w nim stało tej nocy, kiedy odkrył, że Ezaw nie jest jego rywalem, że nie jest mordercą, tylko bratem, w którym mieszka Bóg? I że w jego twarzy można zobaczyć twarz Boga – ostatnią rzecz, jakiej by się spodziewał?

Po drodze jest tamta noc i walka z Bogiem. Wszystko, co ważne w historii zbawienia, dzieje się w nocy. Chrystus rodzi się w nocy, wyjście z Egiptu dokonuje się w nocy, Zmartwychwstanie też następuje w nocy. Dlaczego w nocy? Dlatego że w nocy niewiele widać. Człowiek chodzi trochę po omacku. Noc wymaga od człowieka zawierzenia, pokazuje mu, że jego możliwości są ograniczone, że ktoś musi go poprowadzić.

To jest problem Jakuba. Jakub sobie zawsze radził w życiu. Był sprytny. Natomiast doświadczenie winy, grzechu jest takim doświadczeniem, z którym sobie nie poradzi. On wie, że wobec Ezawa jest bezradny. I odkrycie tego, że jest ograniczony, to jest odkrycie tej nocy. On je przeżywa pozytywnie, bo Bóg zmienia mu imię. Był Jakub – będzie Izrael. Niech Pan okaże się mocny, niech Bóg okaże swoją siłę – to jest znaczenie imienia Izrael. Jakub nie będzie dłużej kombinował, tylko przyzna, że jest taki, i zawierzy Panu Bogu.

I następuje rzecz niesłychana – spotkanie z Ezawem. To jest piękna historia, bardzo ludzka. Życzę wam takiego doświadczenia sakramentu pokuty. Kiedy człowiek wreszcie nie boi się przyznać, że jest mały. Ale to odkrycie swojej małości pomaga otworzyć się na siłę, która idzie od Boga.

Przyznaję, że jestem bezradny wobec tego, co narozrabiałem, tego, że między mną a braćmi wyrosły mury. Nie potrafię ich sam zburzyć, więc proszę Boga, żeby On użył swojej siły. Oczywiście do końca nie ma pewności, co się stanie (…). Ale w człowieku dokonuje się zmiana – Jakub stał się Izraelem, kimś całkowicie innym. On już inaczej patrzy na brata – widzi Boga, który jest w nim obecny. A jeszcze przed chwilą widział w nim potencjalnego zabójcę. Teraz wie, że w jego twarzy jest Twarz Boska. (…) Spotkanie jest możliwe.

Fragment książki: Abp Grzegorz Ryś. „Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna”, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2019.