Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pracoholizm, seksolizm, niskie poczucie wartości. Bóg jednak miał dla niego inny plan [wywiad]

Shutterstock
Udostępnij

Zdjąłem koszulkę i napisałem sobie na klatce „SR*ŁAŚ?”, żeby zainteresować sobą jakieś dziewczyny. Zaczepili mnie ludzie z Przystanku Jezus. Byłem pijany, powiedziałem wszystko, co mi leżało na sercu, rozpłakałem się…

Michał podzielił się z nami swoją historią, aby pomóc innym, którzy cierpią podobnie jak on cierpiał oraz tym, którzy walczą, jak on teraz walczy. Być może ktoś też czeka na dowód, że nie ma sytuacji bez wyjścia.

 

Magdalena Galek: Przenieśmy się w przeszłość – do dnia, w którym jechałeś na Pol’and’Rock Festiwal. Kiedy to było?

Michał: Półtora roku temu. Jechaliśmy z kolegami samochodem.

Jaki był tamten Michał?

Zakłamany. Miałem wiele masek. Udawałem kogoś, kim nie jestem. Byłem bardzo nieszczęśliwy. To było związane z moją niespójnością w środku, z buntem, który przeżywałem.

Miałeś wtedy świadomość, że udajesz i buntujesz się?

Nie. To był czas, w którym liczyła się dla mnie tylko praca. Pracowałem bardzo dużo, na stanowisku kierownika budowy. Nie byłem też świadomy, że poprzez to, jak widzą mnie inne osoby, dowartościowywałem siebie. Jeśli ktoś mnie podziwiał lub chwalił, to dla mnie był wyznacznik tego, kim jestem i jak się mam. Oraz w drugą stronę – jeśli ktoś był niezadowolony ze mnie, brałem to do siebie i jeszcze mocniej pracowałem. To doprowadziło do tego, że byłem pracoholikiem.

Na Pol’and’Rock jechałeś po to, żeby się rozerwać, zabawić?

Jechałem tam po to, żeby gdzieś uciec. W tamtym okresie dużo uciekałem od siebie, od jakichkolwiek refleksji nad sobą. Mój tata jest alkoholikiem, nigdy w rodzinie nie rozmawialiśmy o uczuciach, o tym np. z czego jesteśmy zadowoleni. Więc zawsze czułem się niedowartościowany.

Niedawno odkryłem, że to wynika z wychowania – te skłonności, żeby przypodobać się komuś, żeby być najlepszym – jedne, drugie, trzecie studia. Najlepszy, żeby wszyscy widzieli. A w środku brakowało mi akceptacji siebie. Na Pol’and’Rock dużo piliśmy i trochę paliliśmy, żeby się znieczulić. Ale to nie pomagało. Gdy byłem pijany, nienawiść do siebie wychodziła na wierzch jeszcze bardziej.

Czy zetknąłeś się kiedyś z Kościołem?

Jako dziecko byłem ministrantem. Później zaczęła się faza buntu, mniej więcej w liceum. Przestałem chodzić do kościoła, nawet czytałem jakąś czarną biblię, prosiłem o śmierć, nienawidziłem siebie za wszystko. Do tego doszedł alkohol, marihuana, nieczystość, które towarzyszyły mi przez całe studia i w pierwszych latach pracy.

 

Jezus na Pol’and’Rock Festiwal

Moment zwrotny nastąpił na festiwalu – spotkałeś ludzi, którzy opowiedzieli ci o Jezusie. To było podczas jakiegoś koncertu? Pamiętasz, kto wtedy grał?

Nie. Koncert mnie nie ciekawił, tylko to, żeby zainteresować sobą jakieś dziewczyny. Ale nikt nie zwracał na mnie uwagi, więc zdjąłem koszulkę i napisałem sobie na klatce „SR*ŁAŚ?”. Gdy chodziłem między ludźmi, oni się uśmiechali, na co ja, z wielką satysfakcją, też się śmiałem. Zabłąkałem się gdzieś w okolice Przystanku Jezus i pamiętam, że zaczepili mnie dziewczyna i chłopak. Zaczęli ze mną rozmawiać. Zapytali, dlaczego to robię, czy czuję się szczęśliwy. I ja będąc pod wpływem alkoholu, rozmiękłem. Rozpłakałem się i chyba powiedziałem wszystko, co miałem na sercu. To była taka „spowiedź”.

Co na to ci ludzie?

Powiedzieli, że wszystko zależy ode mnie. Że Jezus mnie kocha, tylko muszę to zauważyć. Że robię sobie krzywdę. Poszedłem z nimi na mszę, rozmawialiśmy. Uderzyła mnie ich dobroć i to, że są tacy szczęśliwi. Pamiętam, że gdy przyjechałem z festiwalu, komuś opowiadałem o tym, że też chciałbym być tak pogodny jak oni. 

Tak zaczęła się twoja droga nawrócenia. Co było dalej?

Zainteresowałem się terapią od seksoholizmu. Przestałem też pić alkohol, zacząłem nad sobą pracować, być bliżej z sobą, zastanawiać się, kim jestem. Uświadomiono mi, że choć tata nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha, to nie znaczy, że jestem niewartościowy. Poukładałem to sobie w głowie i nadal układam.

Wzrost poczucia wartości szedł w parze z budowaniem balansu między życiem zawodowym a osobistym?

Tak. Wcześniej pracowałem bardzo dużo i nie miałem w ogóle czasu dla siebie. Gdy zmieniłem pracę, nastąpił przełom. Zacząłem wychodzić o 17:00. Wcześniej kończyłem o 20:00, 21:00. Nie chciałem wracać do domu, żeby nie musieć się zastanawiać, jak zagospodarować czas, co zrobić, żeby nie mieć pokus. Teraz mam czas na piłkę nożną, warsztaty, szkolenia, kursy, układam puzzle…

 

Michał: nie ma sytuacji bez wyjścia

Tak naprawdę zaczynasz mieć swoje życie?

Swoje życie i kontakt ze sobą. I uświadamiam sobie, że mogę być sam ze sobą i nie dołować się, ale być zadowolonym, dumnym z siebie. Pojawiła się też modlitwa rano i wieczorem.

A relacje? Coś się w nich zmieniło? I czy ludzie wokół ciebie zauważyli zmianę w tobie?

Relacja z moją dziewczyną polegała na wzajemnym uzależnieniu od siebie poprzez seks. Gdy już byłem w abstynencji, było w nas wiele niezadowolenia. Zobaczyliśmy, że byliśmy toksyczną parą, dlatego rozstaliśmy się. Znajomych pozytywnie zaskoczyła moja zmiana, gdy zacząłem się pojawiać na spotkaniach, rozmawiać, pytać co u nich.

Wcześniej unikałeś znajomych?

Unikałem i byłem wobec nich taki… sztuczny, wesoły na pokaz. Oszukiwałem, kłamałem, koloryzowałem, np. że czuję się świetnie, że mi jest w życiu zaje**ście.

Co pomaga ci budować relacje na nowo?

Jestem na takich bardzo fajnych zajęciach z odzyskiwania z poczucia równowagi i samokontroli psychicznej, gdzie osoby z różnych rodzin, Dorosłe Dzieci Alkoholików czy Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych zaczynają rozmawiać o zdrowych relacjach ludzkich. O tym, czego nigdy nie doświadczyli, czego nie nauczyli się budować.

Tam, niczym w przedszkolu, jest wykładane, na czym polegają relacje, jak się je stopniuje, do czego wykorzystuje. Ale też jak sobie radzić ze stresem, uzyskiwać energię, jak zagospodarować czas wolny, by być wypoczętym i rześkim.

Mówiłeś o dziewczynie, znajomych. Czy jesteś na etapie wchodzenia w relację z Bogiem, który jest dobrym, kochającym Ojcem? Masz takie poczucie, że wtedy na Pol’and’Rock to On postawił na twojej drodze ludzi, którzy powiedzieli ci o Jezusie? 

Jestem o tym przekonany. Nawet myślę, że bez Jego pomocy nie mogło się to odbyć. Gdyby nie te osoby z czystym sercem i widzący we mnie człowieka, pomimo otoczki którą miałem, to sam bym sobie nie pomógł.

Teraz modląc się mówię, że jestem dzieckiem Bożym i czuję się nim. Jest to dla mnie takie nobilitujące, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga, więc nie mogę być jakimś złym egzemplarzem (śmiech). 

Patrzysz w przyszłość z nadzieją?

Tak, z nadzieją i zrozumieniem, że to w mojej głowie jest klucz do tego, bym czuł się szczęśliwy. Że warunki zewnętrzne nie są ważne, tylko to, jak będę odbierał daną sytuację i świat dookoła. Bardzo dużo mi dały nagrania o. Adama Szustaka. On też miał w życiu duże problemy.

Jego świadectwo ci pomogło?

Bardzo. I dało do zrozumienia, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Że można zawsze znaleźć jakieś plusy. Minusem jest to, że ta cała historia zostaje z nami. Tak jak mi powiedział kolega – już zawsze będziesz narażony na pewnego rodzaju grzechy i tylko od ciebie zależy, czy będziesz chciał do tego wrócić.

Wiele zależy też od pomocy Boga. Jeśli prosimy Go, to wspiera nas i ochrania.  

Tak, trzeba tylko chcieć i wierzyć, że to od Niego zależy. A jak się uwierzy, to już jest wtedy o wiele łatwiej.

 

Imię rozmówcy zostało zmienione

Czytaj także: Gajdowie, Szustak i… praca nad sobą. Jak łączyć modlitwę z rozwojem osobistym?

Czytaj także: Dom i praca – jak osiągnąć równowagę i pogodzić te dwa światy? [wywiad]

Czytaj także: Problemem nie jest alkohol, tylko ból. Piłem, bo cierpiałem

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail