Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Kary i nagrody naszego dzieciństwa stają się dorosłymi nawykami

Shutterstock
Udostępnij

Możemy żyć do końca swoich dni, przyklejając sobie różne łaty – introwertyków, pracusiów czy osób skłonnych do otyłości – nie widząc, ile z naszych przyzwyczajeń wyrasta z nieuświadomionego bólu, jakiego zaznaliśmy jako dzieci.

Zdanie, że „kary naszego dzieciństwa stają się dorosłymi nawykami”, mignęło mi już dość dawno temu. Dochodzę jednak do przekonania, że tak samo jak ranią i utrwalają się kary, podobnie jest z nagrodami. I możemy żyć do końca swoich dni, przyklejając sobie różne łaty – introwertyków, pracusiów czy osób skłonnych do otyłości – nie widząc, ile z naszych przyzwyczajeń wyrasta z nieuświadomionego bólu, jakiego zaznaliśmy jako dzieci.

 

Kary i nagrody

Psychologia rewiduje dziś koncepcję warunkowego wychowania, opartego na karach i nagrodach. Przez wieki były one akceptowane jako narzędzia „motywowania” dzieci. Wywodząc się z behawioryzmu, którego zręby powstawały przez obserwację tresury zwierząt, kary i nagrody miały programować w dzieciach zachowania pożądane przez ich rodziców. Okazuje się jednak, że niestety nie prowadzą do upragnionego celu. Wychowują nie w tym, czego byśmy jako rodzice naprawdę chcieli – nie kształtują osobowości, nie wspierają rozwoju samodzielnego myślenia czy życia w zgodzie z wartościami. Nie uczą dzieci, jak sobie konstruktywnie radzić z uczuciami, ani jak troszczyć się o potrzeby i szanować granice.

Kary i nagrody uczą przede wszystkim, że moja własna wartość jako osoby jest czymś chwiejnym i zależnym od tego, czy spełniam oczekiwania innych. Kary przekonują nas, że jesteśmy z gruntu źli – niezależnie od tego, jakie były nasze intencje i jak bardzo rodzice ich nie zrozumieli, wierząc, że „dzieci działają ze złej woli” albo „na złość”, nie zaś z dziecięcej beztroski – i kiedy popełniamy błąd albo nie realizujemy czyichś oczekiwań, nie zasługujemy na miłość.

Nagrody – to druga strona tego samego medalu. Rodzice chwalą w dzieciach pożądane zachowania, używając języka, jaki sprawia, że one zapamiętują, iż mogą być kochane tylko wtedy, jeśli na to zasłużą. „Jak ślicznie narysowałeś”, „jesteś taki mądry”, „jaka z ciebie pracowita dziewczynka”, „cieszę się, że tak ładnie i cicho siedzisz” – nakładają na dzieci etykiety, którym będą musiały sprostać. Zawsze być mądrymi, pracowitymi oraz ładnie i cicho siedzącymi. Bo inaczej nikt nas nie przyjmie.

Te lekcje rzeźbią w nas koleiny, w które wpadamy jako dorośli z ogromną łatwością, im bardziej zresztą doświadczamy trudnych sytuacji, które zawracają nas do wyuczonych w dzieciństwie automatyzmów. Jeśli rodzice karali odosobnieniem, które pozbawiało nas ich obecności i wsparcia („będziesz teraz siedzieć w swoim pokoju”, „nie odezwę się do ciebie przez cały dzień” itd.), będziemy się izolowali w momentach, gdy właśnie obecność drugiego byłaby najbardziej potrzebna. Jeśli w arsenale narzędzi wychowawczych nadużywali tzw. „szlabanu” – „nie pójdziesz ze mną do parku”, „nie możesz za karę iść na urodziny koleżanki” – „niewychodzenie” nigdzie stanie się także pierwszym dostępnym nawykiem na dorosłość, a związany z nim smutek i przygnębienie będzie po prostu jedną z tak dobrze przyswojonych form cierpienia, że już się ich nie zauważa.

 

Rany na lata

Wyzwiska i kary cielesne pozostają głęboko zapisanym w sercu sposobem odnoszenia się do samego siebie. Podszytym okrucieństwem, które serwujemy sobie także wtedy, gdy czujemy, że zawiedliśmy. Zamiast okazać sobie współczucie i wsparcie, zostaje nam „jestem do niczego” (i jestem tym wszystkim złym, co mówili o mnie rodzice – tu każdy może wpisać własną listę określeń).

Nie inaczej z nagrodami. Czekoladka w nagrodę – zostaje czekoladką na wszystkie pociechy. Pochwałę za „same piątki w szkole” – zastępujemy przyjmowaną z dziurą w sercu pochwałą szefa, po której bilans się nie zgadza: wypruliśmy sobie flaki, a on zbył to jednym słowem „super”. Jeśli kupowano nam w nagrodę rzeczy – nadal kupujemy, choć tak krótko cieszą.

 

Bez warunków

Kary i nagrody nie dają nam tego, czego potrzebujemy w życiu – małym i dorosłym – jak tlenu: bezpieczeństwa bycia w więziach. Bycia ważnym dlatego, że się jest. Nie uczą odwagi gestów, które budują bliskość z drugim człowiekiem, bo nigdy nie wiadomo, czy na nią zasłużyliśmy. Karzemy siebie i nagradzamy w nieskończoność, w niemożliwym do spełnienia pragnieniu, by w końcu poczuć się kimś kochanym. Kimś, kogo można przyjąć. Bez warunków.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail