Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Msza pro Polonia w Jerozolimie. Zawsze 3 maja od ponad 170 lat!

© THOMAS COEX / AFP
Udostępnij

By wyjaśnić tę kwestię, musimy cofnąć się do 1831 r. i wybuchu powstania listopadowego.

Książę pieszo i w kajdanach

Jak łatwo domyślić się na podstawie daty, w chwili, kiedy rozpoczęto sprawowanie tych mszy, Rzeczpospolitej nie było na mapie świata i to już od dziesiątków lat. Kto więc był inicjatorem modlitwy i dlaczego podjął taką decyzję?

By wyjaśnić tę kwestię, musimy cofnąć się do 1831 r. i wybuchu powstania listopadowego. Wziął w nim aktywny udział także młody gwardzista z carskiej armii, Roman Stanisław Adam Sanguszko. Pochodził z książęcej rodziny i jako student na życzenie cara Aleksandra został wcielony do rosyjskiego wojska. Po trzech latach poprosił o zwolnienie z czynnej służby i zajął się rodowym majątkiem.

W powstaniu wziął bardzo aktywny udział, walczył w kilku bitwach, a jego zaangażowanie na tyle doceniono, że przyznano mu złoty medal Virtuti Militari. Wzięto go do niewoli, a ponieważ carskim gwardzistom za udział w walkach po polskiej stronie groziła kara śmierci, przedstawił się drugim imieniem i rodowym przydomkiem Lubartowicz. Mimo to został rozpoznany. Od najsurowszego wyroku ocaliły go… znaczne łapówki wręczone sędziom. Prawdopodobnie byłby uniewinniony, gdyby nie to, że na pytanie, czemu wziął udział w powstaniu, Sanguszko odparł: „Z przekonania”.

Skazano go więc na katorgę, a car, kiedy dowiedział się, jak wyglądał proces, rozkazał, by książę poszedł na nią pieszo i w kajdanach, jak najniżsi stopniem żołnierze. Odebrano mu tytuł szlachecki, przywileje z nim związane oraz skonfiskowano majątek, a w zasadzie tę część, której nie zdążył przepisać na malutką córeczkę.

 

Msza za kraj, którego nie ma

Na wygnaniu spędził ponad dziesięć, bardzo pracowitych lat, troszcząc się na miarę swoich możliwości o pozostałych zesłańców. W 1843 r. otrzymał zgodę cara na wyjazd za granicę i wykorzystał ją na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Dwa lata później odzyskał wolność i tytuł, a w 1847 r. znów wyjechał do Jerozolimy.

To właśnie podczas tej podróży, korzystając z odzyskanych dochodów, ufundował w Bazylice Grobu Pańskiego kielich mszalny, na którym wyryto napis „Votum exulum Polonorum A.D. 1847” (Dar polskich wygnańców Roku Pańskiego 1847), a także założył fundację, na mocy której franciszkanie w Jerozolimie zobowiązali się do odprawiania co roku, 3 maja, mszy w intencji Polski. Znaczący jest wybór miejsca: Grób Pański, a więc miejsce zmartwychwstania, zapewne właśnie o nie dla Polski modlił się fundator.

 

Nie samą modlitwą

Swój patriotyzm książę Sanguszko realizował nie tylko przez fundacje religijne. Rozbudowywał gospodarczo i unowocześniał swoje latyfundia, troszczył się o zubożałą szlachtę, gromadził archiwalia dotyczące Polski i takież dzieła sztuki. Angażował się w działalność organizacji ziemiańskich, ale kiedy wybuchło powstanie styczniowe, swoich kuzynów odwodził od udziału. Trzeźwo oceniał ówczesną sytuację polityczną i nie miał złudzeń, że modlitwa i praca u podstaw w tamtym momencie były najskuteczniejszymi formami służenia ojczyźnie.

Zmarł w 1881 r. a jego odpowiedź udzielona carskiemu sędziemu: „Z przekonania” stała się rodową dewizą Sanguszków. Ufundowana przez niego msza pro Polonia jest wciąż sprawowana przy ołtarzu Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Co roku uczestniczą w niej wszyscy obecni w mieście Polacy, głównie osoby konsekrowane, studiujący tam księża i świeccy. Zwyczajem stało się także to, że przyjeżdża ambasador RP z Tel-Avivu oraz przychodzą przedstawiciele Wydziału Konsularnego. Dołączają się też zwykle grupy pielgrzymkowe obecne wtedy w Ziemi Świętej.

Chociaż Polska zmartwychwstała i jej grób też jest pusty, wciąż potrzebujemy coraz głębszego rozumienia, że wolności nie wystarczy mieć. Trzeba ją budować od podstaw i roztropnie, jak to świetnie pokazał swoim życiem książę Sanguszko. Warto się w tej intencji pomodlić, nie tylko w Jerozolimie.

Dziękuję za konsultację o. prof. Narcyzowi Klimasowi OFM z Kustodii Ziemi Świętej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail