Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Modelka i poetka. Choroba nie przeszkadza jej żyć pięknie!

ZUZANNA BARTOSZEK, MODELKA
fot. Branislav Simoncik/archiwum prywatne
Udostępnij

W wywiadach zwykle pytają ją o jej choroby. My zapytamy przede wszystkim o jej twórczość.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Patrycjusz Kisła: Niedawno wróciłaś z sesji modelingowej w Londynie. Powiedz, jak zaczęła się twoja przygoda w tej branży, i jak to się stało, że usłyszano o tobie aż na Wyspach?

Zuzanna Bartoszek*: Pierwszą poważną sesję miałam właśnie w Londynie, był to edytorialFendi dla magazynu Dazed, zaprosiła mnie do niej fotografka Joanna Piotrowska. Potem pojawiły się różne większe rzeczy, m.in. współpraca z Timem Walkerem czy kampanie reklamowe dla Reserved i Misbhv, na których po raz pierwszy zarobiłam w modzie. Pomyślałam, że skoro zdjęciami można karmić swoją próżność i czerpać z nich pieniądze, to czemu nie robić tego bardziej profesjonalnie.

Ogłosiłam na Instagramie, że szukam agencji i chętnie „sprzedam swoją duszę i ciało”. Zgłosiła się do mnie agencja AS Managment, z którą zaczęłam współpracę. Chciałam poza dochodami ze sztuki mieć jakieś źródło utrzymania. Okazało się, że większość sesji, w których biorę udział to edytoriale, za które nie dostaje się pieniędzy. Przeglądam strony magazynów modowych przepełnione ciężką pracą modelek, stylistów i fotografów i wiem, że nikt nic z tego nie ma, poza prestiżem. Czy to sesja dla Vogue’a czy dla Wysokich Obcasów. A i tak wszyscy zabijają się, by być w magazynach.

A poza modą czym się ostatnio zajmujesz?

Głównie maluję. Chociaż powinnam więcej pisać, bo niedługo mam wieczorek poetycki w Zurychu.

Czytam twoje wiersze i próbuję je rozgryźć, bo ja mam problem z rozumieniem poezji…

Ja też mam często problemy z rozumieniem poezji.

Ale tym, co rzuca się w oczy nawet niezbyt wytrawnemu czytelnikowi, jest wszechobecny pierwszoosobowy filtr podmiotu lirycznego. Czy to wynika z dążenia do uautentycznienia doświadczenia poetyckiego czy silnej potrzeby ekspresji?

Nie mam potrzeby uautentyczniania niczego, mam potrzebę ekspresji. Zawsze lubiłam właśnie taką literaturę, obciążoną wyraźnym podmiotem i autentycznym doświadczeniem, jak „Wyznania” Św. Augustyna, „Szklany klosz” Sylvii Plath czy poezja Białoszewskiego.

Skala emocji, które wyrażasz przez poezję, jest bardzo szeroka, a motywem powracającym natrętnie jest lęk przed utratą najbliższych.

Tak, często piszę o śmierci bliskich, zwłaszcza mamy. Mojej mamie nic nie grozi, jest zdrowa i żyje w komforcie. Jednak nieuchronność śmierci najbliższych jest faktem, który strasznie mnie przeraża. Chciałabym móc się na to jakoś przygotować, ale chyba się nie da. Próbuję jakoś oswoić ten lęk w pisaniu.

Twoja poezja jest nasycona konkretem, niekiedy nawet na poziomie kryptoreklamy, bo nie obawiasz się w wierszu wymieniać nazw wielkich sieciówek. A jednocześnie wiem, że dla ciebie, jako hipstera, Zara czy New Yorker powinny być przedmiotem kontestacji. Mimo to np. Zara urasta do miejsca pośmiertnego bytowania.

Nie nazwałabym wymieniania nazw marek w literaturze kryptoreklamą. Traktuję sklepy i inne tego typu nazwy własne jako część współczesnego krajobrazu, to dla mnie po prostu realizm, omiatanie wzrokiem miejskiego pejzażu. Ta kapitalistyczna rzeczywistość jest siłą rzeczy bardzo obecna w życiu osób urodzonych, tak jak ja, po 1989 roku.

Nastoletnie lata spędzałam, włócząc się po poznańskich centrach handlowych – Poznań Plazie i Starym Browarze. Mam do tego świata sentyment. Nie jest przedmiotem mojej kontestacji, czasem mnie oczywiście zasmuca, ale też ciekawi, a nawet zachwyca. Walka z „systemem” w poezji wydaje mi się śmieszna i niedojrzała.

Wybacz naiwność tego pytania, ale jak zostałaś poetką?

W gimnazjum dostaliśmy zadanie domowe w formie eseju lub wiersza. Z lenistwa wybrałam wiersz. Łatwiejsze, krótsze. Nie pamiętam tego tekstu, ale było w nim wiele gier słownych, czyli na pewno nie był to dobry wiersz. Nie było mnie akurat w tym dniu, gdy polonistka oddawała nasze prace, bo już zaczęły się moje problemy z chodzeniem do szkoły.

Potem, pod wspomnianą już Poznań Plazą, spotkałam Emilię Budźko z mojej klasy, która przekazała mi, że „Pani Kończak czytała twój wiersz i płakała ze wzruszenia”. Potem Pani Jolanta Kończak powiedziała mi, że mój wiersz przypomina jej poezję Mirona Białoszewskiego. To chyba moje pierwsze wspomnienie związane z pisaniem wierszy. Nie wiedziałam, kim jest Białoszewski, w ogóle raczej nie lubiłam poezji, przede wszystkim jej nie rozumiałam. Mam tak trochę do dziś. Lubię poezję Georga Trakla. Niewiele rozumiem z jego wierszy, ale traktuję je pejzażowo i to, co intuicyjnie rozumiem, bardzo mi się podoba.

W jaki sposób piszesz?

Notuję w zeszycie czy w telefonie zdania, które przychodzą mi do głowy, np. przed snem. Tych zdań w końcu się trochę zgromadzi, wtedy siadam i lepię z nich jakąś konstrukcję. A czasami mam tylko jedno zdanie, ale ono samo dalej ciągnie następne. Taka praca nad jednym wierszem trwa maksymalnie jakieś dwa dni, ale samo gromadzenie materiału trwa tygodniami.

Co napędza cię do życia pośród tego cierpienia, które w swej nieprzeciętnej wrażliwości dostrzegasz, i co sprawia, że chce ci się rozszerzyć tę egzystencję o pracę twórczą?

Przyczyny jednego i drugiego często są te same. Zwykle do jakiegokolwiek działania napędzają mnie niechęć do ludzi, poczucie niesprawiedliwości, kompleksy i zawiść, np. gdy ktoś inny odnosi sukcesy, wydaje książki, otwiera wystawy… Ale nie da się jechać wyłącznie na zawiści. Inną pobudką jest strach przed niezrobieniem czegoś.

Często piszę, bo boję się nie napisać. Boję się marazmu, zwykle więc negatywne bodźce, głównie strach i frustracja, motywują mnie do zrobienia czegoś pozytywnego. Nie mam przy tym żadnego poczucia misji, bo poeci nie są potrzebni światu. Spełniam tym tylko swoje potrzeby. Bardzo się boję wieść pusty żywot.

Jaka jest twoja recepta na radzenie sobie z przewijającym się w twej twórczości cierpieniem i otaczającą cię obojętnością?

To zależy od rodzaju cierpienia, bo wiadomo, że na złamane serce nie pomoże ani wiersz, ani muzyka, ani alkohol. Poza odrzuceniem najgorsze wydaje mi się poczucie wstydu, żalu, zażenowania sobą. W takim wypadku pomagam sobie, odbudowując poczucie własnej wartości przez twórczość. Ale to się nie zawsze udaje, czasem zwyczajnie mi nie idzie pisanie lub malowanie.

A nieco z drugiej strony, co sprawia, że jesteś szczęśliwa?

Satysfakcja z pracy, kontakt ze zwierzętami, czułość z kimś bliskim i samotność w dobrych interwałach. Bardzo ważne jest dla mnie, by w ciągu dnia mieć chwilę „dla siebie”. To znaczy poprzyglądać się swoim myślom, nie musieć z nikim rozmawiać.

Odkąd pamiętam, bardzo dbam o takie momenty i staram się otaczać ludźmi, którzy to rozumieją lub mają podobne potrzeby. Nie jestem typem samotnika, moje dni są pełne ciepła i fizycznej bliskości, ale potrzebuję choćby dwudziestu minut bez rozmawiania. Wystarczy, że pójdę sama na kawę. Jeśli nie mam takiego momentu, jestem zwykle rozdrażniona. Najbardziej lubię takie chwile w ciągu dnia, kiedy mój chłopak i koty śpią, a ja pracuję i przemykam po zgaszonym mieszkaniu, między zaparzaniem sobie herbaty a biurkiem.

A jakie rejony malarstwa eksplorujesz?

Trudno mi powiedzieć, wydaje mi się, że moje malarstwo jest bardzo współczesne przez fakt swojej rozległości stylowej i treściowej. Zauważyłam, że najczęściej inspiruje mnie sztuka, zwłaszcza renesansowa i średniowieczna, ale też modernistyczna, bardzo lubię zwiedzać kościoły i przyglądać się ich detalom. Wczoraj namalowałam jakieś okno, które jest jakby sceną w teatrze, ale ta sugestia jest delikatna. Pomysły często powstają w trakcie malowania.

Powiedz na koniec, czy jako artystka masz potrzebę, by co dzień podążać za rzeczywistością, śledzić wiadomości? Czy może żyjesz w świecie wartości uniwersalnych i ponadczasowych?

Mam telewizor, który traktuję jak kominek. Oczywiście mam internet, Facebooka, siłą rzeczy podążam za strumieniem informacji. Rzadko czytam gazety, zwykle tylko wtedy kiedy ukazuje się w nich jakiś materiał ze mną.

 

*Zuzanna Bartoszek – urodzona w roku 1993 w Poznaniu. Poetka, artystka, modelka. Publikowała na łamach „Twórczości”, „Dwutygodnika”, „Lampy”, „Czasu Kultury”, „Biura Literackiego”, „Zwykłego Życia”, „Fabulariów”. W roku 2016 ukazał się jej debiutancki tomik wierszy – „Niebieski Dwór” nakładem wydawnictwa Disastra. Swoje prace pokazywałą m.in. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Cell Project Space w Londynie, Kevin Space w Wiedniu, Arsenic w Lozannie, Kunsthalle w Zurychu. Jej życie i związek z artystą Wojciechem Bąkowskim zostały przedstawione w filmie fabularnym „Serce Miłości”, wyreżyserowanym przez Łukasza Rondudę. Swój specyficzny wygląd zawdzięcza chorobie – łysieniu całkowitemu. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail