Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Co zamiast nagród i kar?

MATKA Z CÓRKĄ
Evgeny Atamanenko | Shutterstock
Udostępnij

Ostatni tekst o karach i nagrodach, które zamiast nas wychowywać, zostawiają ciężary na dorosłość, wywołał wiele reakcji. Było to albo poruszenie i wdzięczność, albo sprzeciw i druzgocąca krytyka. Oraz pytanie, co zamiast nagród i kar.

Gdy słucham osób, którym brak kar i nagród kojarzy się z wychowaniem bezstresowym albo nawet z zagrożeniem dla istnienia społeczeństwa, znajduję pewne podobieństwa w historiach, którymi się dzielą. Jest w nich wspólny wątek: „Ja byłem karany (bity itd.) i wyrosłem na człowieka. Dziś chcę, by dzieci mnie szanowały”. Tak bardzo jedno łączy się z drugim.

Kary, które do niedawna były czymś niekwestionowanym w rodzicielskim arsenale, począwszy od klapsów, przez wyzwiska, (totalnie nieskuteczne) kazania, odosobnienie (nawet malutkich dzieci), aż po wszelkiego rodzaju „szlabany”, dają rodzicom poczucie władzy nad dzieckiem. Dziecku dają doświadczenie poniżenia, bólu, zawstydzenia, bycia kimś złym i niewystarczającym. Często zresztą ono nie wie, za co jest kara, bo wzburzony rodzic rzadko ma przytomność, by wysłuchać, jaka była historia dziecka. Wściekłość nie daje miejsca na dialog; wściekłość to walka o przetrwanie. W tym wypadku – o ocalenie rodzicielskiego poczucia skuteczności.

Tak powstaje błędne koło. Człowiek, który w dzieciństwie doznał wiele poniżenia i sytuacji pozbawienia głosu (bycia niewysłuchanym), rzeczywiście nosi w sobie ogromną potrzebę szacunku. Żyje na w pełni uzasadnionym głodzie samopotwierdzenia i dowartościowania. Nosi też w sobie ogromny, niewyrażony gniew na rodziców, dla których nie był kimś ważnym i którym nie umiał jako dziecko powiedzieć: „to boli”, „potrzebuję was”. Dlatego poranieni dorośli tak wiele ze swojego dzieciństwa odgrywają w stosunku do własnych dzieci: łatwo wyładować na nich wściekłość za życie pełne upokorzeń i jednocześnie oczekiwać, że to właśnie te małe i zależne istoty okażą szacunek, jakiego zabrakło dawno temu.

 

Po pierwsze: szacunek

W tym błędnym kole nie widać iluzji branych za prawdę. Pierwsza iluzja – że to dzieci maja się zaopiekować naszym poczuciem własnej wartości. Druga – że tłukąc szklanki, wiercąc się i nie umiejąc sprzątać, dzieci chcą „zrobić na złość”, „olewają nas”. Zafiksowani na karach i nagrodach nie spostrzeżemy nawet, że dziecko po prostu czegoś nie umie. Że potrzebuje naszego wsparcia, żeby się nauczyć.

Dlatego zamiast nagród i kar potrzebny jest… szacunek. Wyjście z założenia, że dziecko nie jest złe, a jego trudne dla nas zachowanie to przejaw świata wewnętrznego, do którego musimy zajrzeć, by go zrozumieć i wejść z nim w dialog. Nie da się nauczyć kogoś szacunku przez odbieranie mu prawa głosu i poniżanie. Da się przez ofiarowanie obecności, czasu, zaciekawienia. Przez wysłuchanie. Przez rozmowę o tym, co dla nas jest trudne i na czym nam zależy.

Zamiast więc grozić karą, można wzbogacić swój słownik o cudowne pytanie: „Czego potrzebujesz, by…?”. Czego potrzebujesz, by zacząć odrabiać lekcje? Czego potrzebujesz, by się teraz uspokoić?. To druga ważna rzecz: wspieranie dziecka w poradzeniu sobie ze swoimi emocjami – bo nigdzie indziej się tego już nie nauczy, chyba że na terapii. Zamiast więc krzyczeć, by przestało krzyczeć, można powiedzieć: „widzę, że jesteś bardzo zły” (i wtedy gniew mija po około 30 sekundach, a dziecko może się połapać, o co mu chodzi i się uspokoić). Nie odbiera nam to prawa decydowania, mówienia „nie” i określania, co jest możliwe. Nie musi jednak temu towarzyszyć poniżanie albo odrzucenie.

 

Zainteresowanie

Zamiast nagród – możemy ofiarować zainteresowanie, czas, bycie. „Opowiedz mi, co dzieje się na tym obrazku?” zamiast „jak ślicznie narysowałaś” (często bez spojrzenia na kartkę). „Lubię z tobą być”, „jesteś dla mnie ważny” – zamiast „jak ślicznie siedzisz” „nareszcie piątka”.

Jeden tekst nie starczy, by pokazać wielość alternatyw. By uzyskać w wychowywaniu więcej spokoju i współpracy (zamiast walki), warto na pewno zrobić dwie rzeczy: z jednej strony – zająć się własną historią, gniewem, wstydem i bólem. Z drugiej – zobaczyć w dziecku człowieka, który potrzebuje naszego szacunku, miłości i mądrego wsparcia, by wzrastać.

Poszukującym drogi wychowania bez nagród i kar polecam gorąco zaglądanie do specjalistów – Alfiego Khona, Agnieszki Stein, Gosi Stańczyk.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail