Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pieniądze czy relacje? W codzienności wybór nie jest taki oczywisty…

MĘŻCZYZNA W PRACY
Africa Studio | Shutterstock
Udostępnij

Dzisiejszy dzień jest świetną okazją, żeby zacząć jeszcze bardziej dbać o relacje z bliskimi.

Często słyszymy, że praca jest naszym drugim domem. To prawda, w końcu spędzamy w niej połowę dnia i faktycznie traktujemy jako „nasze miejsce”. Wszystko jest ok, kiedy faktycznie praca jest tym drugim, a nie pierwszym domem. Niestety wiele osób wpada w spiralę pracoholizmu, co odbywa się kosztem życia rodzinnego. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że ktoś awansuje, zdobywa kolejne stopnie kariery, czy lubi swoją pracę i mocno się w nią angażuje. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczyna brakować równowagi pomiędzy życiem rodzinnym a zawodowym.

Australijska pielęgniarka Bronnie Ware pracowała przez wiele lat z osobami nieuleczalnie chorymi, które zbliżały się do kresu swego życia. Z niektórymi z nich miała okazję rozmawiać głębiej i częściej na tematy egzystencjonalne. Po pewnym czasie założyła bloga „Inspiracja i herbata” (Inspiration and Chai), na którym publikowała rozmowy ze swoimi pacjentami, ich wyznania i ostatnie refleksje. Ogromna popularność bloga, fascynujące rozmowy i wyznania, skłoniły pielęgniarkę do napisania książki „Czego najbardziej żałują umierający”.

Okazało się, że na tej ostatniej ścieżce swojego życia, wszyscy stawali się tacy sami… Niemalże z idealną zgodnością żałowali tego samego… Jedną z pierwszych rzeczy, jaką wymieniali pacjenci w odpowiedzi na pytanie, czego najbardziej żałują, było to, że tak ciężko pracowali…

 

Kto ci to wmówił?

Warto zadać sobie pytanie – kto mi wmówił, że moja pozycja zawodowa, status społeczny, czy stopień kariery świadczy o tym, że jestem coś wart?

Już samo Twoje przyjście na świat daje gwarancję tego, że jesteś niesamowicie ważną i niepowtarzalną osobą. Nawet jeśli nie czułeś się kochany przez rodziców, czy bliskich, jest Ktoś, kto właśnie z miłości do ciebie postanowił dać ci życie i to już na starcie sprawia, że jesteś kimś wyjątkowym! I to bez względu na tytuł naukowy, zawodowy czy jego brak.

Fajnie jest powiedzieć znajomym, czy bliskim, że dostało się kolejny awans. Tylko już mniej fajnie, jeśli odbywało się to kosztem czasu spędzonego z dziećmi, mężem, żoną i innymi bliskimi osobami. Warto znaleźć złoty środek, bądź w skrajnych przypadkach dokonać właściwego wyboru…

 

„Żałuję, że tak ciężko pracowałem”

To zdanie wypowiadane jako jedno z najczęstszych w rozmowach Bronnie Ware z jej pacjentami. Być może masz pracę od-do i myślisz, że ciebie to nie dotyczy, bo wracasz po 8 godzinach do domu i „jesteś”. Sama obecność jednak nie oznacza budowania więzi z najbliższymi. Ja często łapałam się na tym, że myślałam, że zachowuję „work life balance”, bo rzadko zostaję po godzinach, a jeśli już, to mój pracodawca dba o to, żebym sobie je odebrała.

Ale okazało się, że praca to nie tylko praca zawodowa, to także praca w domu – wszystkie obowiązki, które czasem stawiam ponad relację. Nic się nie stanie, jeśli dom nie będzie lśnił i nic się nie wydarzy, jeśli pranie wstawię jutro albo kolejnego dnia… Ale może wydarzyć się wiele w życiu mojego dziecka, które może poczuć się mniej wartościowe albo po prostu odrzucane, kiedy za każdym razem będzie słyszeć, że „nie mam czasu”, albo „pobaw się sam przez chwilę”, „później”…

Oczywiście nie chodzi o to, żeby za każdym razem rzucać wszystko, ale możliwie często dawać swoim bliskim do zrozumienia, że są dla nas naprawdę ważniejsi. Sama zawsze czuję się wyjątkowo, kiedy ktoś z moich bliskich czy przyjaciół znajduje dla mnie czas w swojej zabieganej codzienności, bo wie, że go naprawdę potrzebuję.

 

Pieniądze to nie wszystko

To ciekawe, że będąc w pełni sił, tak dużą wagę przywiązujemy do tego, żeby wciąż mieć więcej. Nawet jeśli mówimy, że tak nie jest, to wystarczy jedna próba, jedno wyzwanie finansowe i możemy zobaczyć, w jakim stanie jest nasze serce i jak bardzo liczy się kasa.

Co ciekawe w badaniach wspominanej wyżej australijskiej pielęgniarki, żadna z osób nie powiedziała, że żałuje, że nie miała więcej pieniędzy czy więcej dóbr materialnych. Aż chce się wyśpiewać za Golcami: „pieniądze jednak to nie wszystko, choć na nich twardo stoi świat, liczy się ktoś, kto jest wciąż blisko, nawet gdy forsy brak”.

Pacjenci Bronnie Ware często za to mówili, że żałują, że szczerze nie wyznawali swoich uczuć, a także tego, że nie utrzymywali kontaktu z bliskimi przyjaciółmi, bo w natłoku własnych obowiązków pozrywali kontakty.

 

Ale o tych osobach pamiętali do końca…

Zaczynając pisać ten artykuł, sama nie wiedziałam, do czego mnie zaprowadzi… Pozostaję jednak z refleksją, że chcę dzisiaj dołożyć cegiełkę do tego, żeby ktoś z moich bliskich, z którym dawno się nie widziałam lub nie rozmawiałam poczuł, że wciąż jest dla mnie ważny. Zadzwonię, żeby po prostu pogadać.

I jeszcze bardziej chcę kochać moją rodzinę, ofiarowując im swój czas, który jednak nieubłagalnie ucieka a ten dzisiejszy dzień jest świetną okazją, żeby zacząć jeszcze bardziej dbać o relacje z bliskimi.

Top 10 na Aleteia
  1. Czytane
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail