Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Krzyczą ludzie niewysłuchani

KRZYK
Antonio Guillem | Shutterstock
Udostępnij

Jeśli wykrzykując swoje racje nie przebieramy w słowach, obrażamy i poniżamy, szanse na zostanie wysłuchanym gwałtownie maleją.

Gdy ktoś do ciebie krzyczy, być może jest człowiekiem niewysłuchanym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zużywa energii na podnoszenie głosu tam, gdzie ma pewność, że natrafi na odbiór. Nie zawsze jednak krzyk opowiada o tym, że to teraz ktoś nie czuje się słyszany. Być może nosi w sobie od wielu lat wspomnienie, że nikt go nie słyszał.

 

Usłyszeć

Bardzo łatwo widać rolę krzyku po małych dzieciach. Gdy skupiam uwagę mocno na swoich dorosłych sprawach i bywam obecna, ale nieprzytomna, nasz czteroletni synek dokłada decybeli do tego, co mówi do mnie po raz trzeci czy czwarty. I widzę, że rzeczywiście nie umie się połapać w tym, czy ja go słyszę, gdy on właśnie chciał powiedzieć o czymś ważnym. Relacjonuje coś wielkiego, co mu się przytrafiło albo prosi o pomoc w czymś, czego sam nie umie.

Nie inaczej robią dorośli. Jeśli mąż albo żona krzyczy, to nie wierzy, że po drugiej stronie istnieje stacja odbiorcza. Dlatego warto sprawdzać. Warto przekonywać się, czy słyszymy. Powtórzyć, co zrozumieliśmy. Upewnić się, czy o to chodzi. Dojść do tego, o czym naprawdę jest krzyk. Żona może się złościć o rzuconą kurtkę i buty, ale powodem była rozmowa z mamą, w której usłyszała, że jest do niczego, i próbuje odzyskać poczucie sprawczości wyzłaszczając się o porządek. Bo czuje, że nawet porządku w domu utrzymać nie potrafi (jakkolwiek niekonstruktywne byłoby przekonanie, że porządek i kobieta w domu to nierozłączna para).

 

Widzę cię i słyszę

Warto zatem pokazać drugiemu, który krzyczy, po pierwsze to: „widzę cię i słyszę cię”. Życzliwie i cierpliwie, pamiętając, że właśnie odsłania się jakiś kawałek historii o drugim człowieku, a nie o nas. Gdy weźmiemy krzyk do siebie i zaczniemy kontratak, porozumienie może zająć bardzo wiele czasu. Jeśli jednak spojrzymy na drugą osobę jak na kogoś, komu możemy się pomóc połapać w tym, o co jej właściwie chodzi, ocalimy bliskość. Pomaga uświadomienie sobie, jak pisał Rosenberg, że trudnymi zachowaniami ludzie komunikują coś o sobie, nie o nas: że jakaś ich potrzeba nie została zaspokojona. Dlatego bardziej konstruktywne będzie „czy dobrze widzę, że naprawdę czujesz się wściekła?” lub też „chyba jest ci strasznie przykro”, niż „daj spokój, nie ma o co krzyczeć”.

Istnieje też druga strona medalu. Krzyk zrozumieć umieją jedynie ci, którzy zaprawiają się w chodzeniu ścieżkami empatii. Choć i oni mają limity percepcji. Jeśli wykrzykując swoje racje nie przebieramy w słowach, obrażamy i poniżamy, szanse na zostanie wysłuchanym gwałtownie maleją.

„Nie słyszę cię, kiedy krzyczysz” (bo zbyt mnie to boli). Jeśli więc to, że mówimy głośniej po raz tysięczny nie sprawia, że drugi człowiek zrozumiał nas lepiej, znaczy, że strategia nie działa i trzeba poszukać lepszej. Opowiedzieć bez ozdobników, o sobie, jasno. „Czuję się fatalnie, gdy zapraszasz znajomych bez mojej zgody”. Czasem słowa nie są wystarczające, gdy pokazujemy granice. Może potrzeba raz w takiej sytuacji po prostu pójść do kina i zostawić żonę czy męża z gośćmi samych.

 

Co u mnie słychać

Dobrze jest też zobaczyć, czy poczucie bycia niewysłuchanym (które idzie w parze z poczuciem bycia „nieszanowanym”, „olewanym”, „niebranym pod uwagę”) nie bierze się z własnej trudnej historii. Może to być historia o cichutkim dziecku, które nigdy nie miało prawa głosu. Albo o dziecku, które się czegoś bało czy miało wielkie troski, a rodzice je za to nieustannie karali. Może być o kimś, kogo mama i tata byli w wiecznej podróży biznesowej albo na wiecznej imprezie – i po prostu nigdy nikt nie słuchał i nie traktował go poważnie. Niewysłuchanie wtedy nosi się w sobie i bierze do siebie wszystko, co może tylko je przypominać. To, że ktoś się zagapił, zapomniał albo czymś się martwi i w tej chwili nas nie słyszy.

W takiej sytuacji potrzebujemy najpierw zacząć słuchać sami siebie. Ja sam i ja sama potrzebuję traktować siebie poważnie i wiedzieć, co u mnie słychać. Uczyć się jak dziecko sztuki dbania o siebie – odzyskiwania spokoju, doceniania siebie, łagodności, akceptacji, nadawania sobie wagi. Łatwiej będzie uwierzyć, że inni chcą dobrze i rozmawiać w taki sposób, by szanse na wzajemne wysłuchanie rosły.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail