Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jakich błędów nie popełniać na modlitwie uwielbienia?

OJCIEC ŁUKASZ BUKSA OFM
fot. Łukasz Kaczyński
Ojciec Łukasz Buksa OFM
Udostępnij

Matka Teresa z Kalkuty powiedziała, że stając przed Bogiem, mam zaczynać żyć w poczuciu braku straty czasu. Trwając na modlitwie uwielbienia mam być pewny, że nie tracę czasu, nie liczę go i że ona staje się moim udziałem, przemieniając mnie i uświęcając.

Łukasz Kaczyński: Jakie są ojca doświadczenia odnośnie modlitwy uwielbienia?

O. Łukasz Buksa OFM: Modlitwa uwielbienia towarzyszy mi, od od kiedy zająłem muzyką. Bardzo mocno doświadczyłem jej w konfrontacji z muzyką gospel, która jest ukierunkowana na wielbienie Boga.

Myślę, że aby mówić o takiej formie modlitwy, trzeba zacząć od tego, czym jest uwielbienie. Z języka greckiego oznacza ono „przychodzić do Tego, którego uwielbiasz i przyjmować to, co On Ci daje”. Dla mnie uwielbienie jest stawaniem się częścią Boga, wnikaniem w Jego przestrzeń i otwarciem na to, co On chce mi w danej chwili ofiarować. I to nie jest łatwe, bo jeśli Bóg ofiaruje mi przebaczenie, a ja nie jestem człowiekiem przebaczenia, to muszę się z tym zmierzyć.

A kiedy Bóg ofiaruje mi wybaczenie grzechu, a ja w nim tkwię, to muszę się z niego oczyścić i zbliżyć do Boga. I dopiero z takim podejściem oraz ciągłą świadomością wzrastania możemy Go uwielbiać. Bo to proces, który cały czas trwa – nie mogę przyjść raz i się nasycić, bo przecież wchodzę w nieskończoność Bożej miłości.

Nieraz słyszy się głosy, że ludziom bardzo ciężko przychodzi podjąć taką modlitwę – że przepraszać i prosić nam łatwiej. Dlaczego?

Myślę, że problemem może być to, że w modlitwie uwielbienia, a więc wnikaniu w przestrzeń Tego, którego uwielbiasz, czasem nie ma słów, nie ma muzyki, jest cisza. I nie wiadomo, co wtedy powiedzieć. Jest też drugi problem – zdarzało mi się usłyszeć, że ktoś jest specjalistą od modlitwy uwielbienia. Jeśli ktoś tak twierdzi, to może stać się tak, że zamiast koncentrować uwagę na Bogu, skupi ją na sobie.

Wtedy człowiek zwraca uwagę tylko na swoje potrzeby i nie chcę przyjąć tego, co Bóg chce dać mu w uwielbieniu, a przecież to Bóg staje się odpowiedzią na trudności, słabości czy wątpliwości. Trzeba bardzo uważać, aby trwając w uwielbieniu przed Bogiem, nie zacząć wielbić siebie.

A co jeszcze sprawia, że uwielbienie nam „nie wychodzi”?

Najczęściej niedostrzeganie i niewiedza kogo tak naprawdę się uwielbia. Kiedy wchodzi się w przestrzeń Boga, to On ma stać się przestrzenią naszego życia. I jeżeli ktoś przychodzi na uwielbienie z myślą, że tylko tam, w ściśle określonym miejscu i czasie spotka się z Bogiem, a poza nim w codzienności Go zabraknie, to wyjdzie stamtąd taki, jaki przyszedł, ewentualnie tylko „naładuje akumulatory”. Owszem, dostanie jakąś dawkę energetycznych emocji, wzniesie ręce, skupi się na pozytywnych odczuciach, ale całkowicie pominie w tym obraz autentycznej miłości Boga – Tego, którego ma uwielbiać.

Matka Teresa z Kalkuty powiedziała, że stając przed Bogiem, mam zaczynać żyć w poczuciu braku straty czasu. Trwając na modlitwie uwielbienia mam być pewny, że nie tracę czasu, nie liczę go i że ona staje się moim udziałem, przemieniając mnie i uświęcając.

Coś jeszcze?

Myślę, że czasami problem stanowi większe koncentrowanie się na słowach i muzyce niż na Tym, kogo mam uwielbiać. Musi być tutaj zachowana równowaga. Muzyka i słowa mają być podprowadzeniem. Nie może być tak, że ja przychodzę uwielbiać Boga dlatego tylko, że podoba mi się muzyka czy rozważania.

I wiem, że uderzam po części w siebie, bo stworzyłem płytę, którą uwielbiam Boga i tak się nią modlę, ale to często jest coś, co może zakłócić prawdziwie uwielbienie. Ludzie też zapominają się modlić przed Bogiem swoim sercem…

Czyli zasłaniają się gotowymi modlitwami. Może boją się otworzyć?

Ale boją się kogo? Przecież przychodzą do Miłości. Myślę, że boją się wypowiedzieć i otworzyć serce, bo odkryją w nim obecność Boga, którego wielbią, przed którym klękają. A przecież najważniejsza jest świadomość, że ja na uwielbieniu spotykam się z nieskończoną Miłością. I wchodząc w taką Bożą przestrzeń, staję się jednością z Bogiem.

Bo jak mąż uwielbia żonę, to staje się z nią jednością. Jak lubię jeść lody, to je spożywam. I tak samo z Bogiem – mam stać się z nim jednością, On ma mnie wypełnić po takim modlitewnym spotkaniu. A nie przyjść i być przed Nim ciałem, może trochę rozniecić ducha emocjami, ale nie otworzyć Bogu drzwi serca na prawdziwe spotkanie, które ma zmieniać nieustannie moje życie.

A może to jest problem, że ludzie chcą uwielbiać przez 30 minut, a potem właśnie wrócić do „normalnego życia”?

Ale przecież podczas każdej mszy świętej uwielbiamy i mamy po niej stawać się lepsi. Pamiętam taki obrazek, kiedy Benedykt XVI zarządził podczas jakiejś uroczystej Eucharystii ciszę zamiast wcześniej bardzo precyzyjnie przygotowanego hymnu. Ona była tak przejmująca i dotykająca, że człowiek w niej stawał się jednością z Bogiem, nawet słuchając tego tylko przez radio, jak w moim wypadku.

Powiem ze swojego doświadczenia, że prowadząc rekolekcje dla młodzieży, wchodząc w ich świat krzyku i wątpliwości, lubię ten momenty, gdy okrywają w nim obecność Boga. Najpierw doświadczają jej w spowiedzi, a następnie w Eucharystii, a potem w ciszy uwielbienia. I to trwa kilka minut – ale jest przejmującym doświadczeniem, gdyż widać jak na tych młodych stępuje Boży Duch i ich wypełnia i naprawdę ma moc zmienić życie na lepsze.

Ukazała się nowa płyta ojca pt. „Wielbimy”. Skąd pomysł na płytę o uwielbieniu?

Płyta powstała po to, żeby pokazać trzy serca: serce Jezusa, serce św. Franciszka i moje serce, a to moje serce przedstawia każdego z nas, kto tylko pragnie za pomocą słów i muzyki uwielbić serce Boga, ale też przez to uwielbienie stać się jednością z tym, którego uwielbiamy. Ta płyta składa się z różnych kompozycji i mam nadzieję, że każdy znajdzie choć jedną piosenkę, która pomoże mu stanąć przed Bogiem na uwielbieniu.

Mnie zmienia każda modlitwa uwielbienia i mam takie marzenie, aby każde odtworzenie tej płyty prowadziło słuchacza do zmieniającego życie spotkania z Bogiem podczas uwielbienia. Bo kiedy uwielbiasz, Twoje serce jest najbardziej otwarte na Jego działanie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail