Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ludzie tęsknią za pasterzami o zapachu owiec

FB/KapronOFM
Udostępnij

Popularność zdjęć z biskupem Kostaryki ukazała, że ludzie czekają na takich pasterzy, którzy nie boją się ubabrać w błocie, aby tylko dotrzeć do powierzonej sobie owczarni. Życzyłbym też sobie, aby zło tych nielicznych nie sprawiło, że nie będziemy już dostrzegać dobra tysięcy bezimiennych biskupów i kapłanów.

Był to jeden z ostatnich dni mojego pielgrzymowania do Santiago de Compostela. W niedzielny poranek znalazłem się w galicyjskiej wiosce i wszedłem do kościoła, aby zobaczyć, czy byłaby możliwość odprawienia mszy świętej. Jednak starszy ksiądz przy ołtarzu dopiero co zaczął odprawiać, zdecydowałem więc, że ruszę dalej na Camino i odprawię mszę wieczorem w miejscowości, do której tego dnia zamierzałem dojść.

Dotarłem do wyznaczonego sobie na ten dzień miejsca około godz. 17.00, umyłem się, odświeżyłem i przed godziną 19.00 udałem się do miejscowego kościoła. W zakrystii spotkałem tego samego księdza, którego rankiem widziałem przy ołtarzu. Kiedy zapytałem, czy mógłbym dołączyć się do Eucharystii, on – słysząc, że radzę sobie po hiszpańsku – odpowiedział: „A może ty mógłbyś sam odprawić mszę świętą. Dla mnie to byłaby już siódma tego dnia, gdyż mam do obsłużenia tutaj wszystkie okoliczne wioski. Odpraw więc ty, a ja w tym czasie pospowiadam wiernych”.

Czytaj także: Biskup leżący w błocie? To zdjęcie szokuje i porusza

 

Pasterz o zapachu owiec

Dlaczego wspominam to zdarzenie? Otóż kilka dni temu zamieściłem na Facebooku zdjęcia pewnego biskupa z Kostaryki. Zdjęcia te spotkały się z ogromnym odzewem w Polsce, tak że jeden ze znajomych napisał, że jestem „influencerem albo jakimś medialnym trenderem”.

Wiele portali internetowych, poczynając od Deon.pl i Aleteia.pl, a skończywszy na tabloidach przybliżyły sylwetkę biskupa Javiera Gerardo Román Arias, ordynariusza diecezji Limón w Kostaryce, niosącego krzyż oraz śpiącego na błotnistej drodze. Popularność tych zdjęć prowokuje pytanie: czy normalność jest nienormalnością, bo spotyka się z takim odzewem, czy też nie potrafimy już dostrzegać normalności, która jest wokół nas?

Osobiście nie poznałem biskupa z Kostaryki. Jego zdjęcia skopiowałem ze strony biskupa na Facebooku i opublikowałem je, gdyż świetnie ilustrują – tak jak napisałem – „pasterza o zapachu owiec”.

Nie wiem jednak, jaki jest. Może to typ nerwowy. Może nie lubi, jak mu ktoś przeszkadza w poobiedniej drzemce (a że lubi zdrzemnąć się, nie bacząc nawet na warunki, nie trzeba chyba udowadniać, biorąc pod uwagę opublikowane zdjęcie). To, co publikuje w internecie, ukazuje jednak pasterza, który kocha ludzi, do których Bóg go posłał (trudno byłoby mi przyjąć, że publikowane z dużą częstotliwością zdjęcia, w różnych, mniej lub bardziej oficjalnych sytuacjach to czysty PR).

 

Wierni ludziom i swemu powołaniu

Nie pamiętam też już dzisiaj imienia i nazwiska tego księdza z hiszpańskiej Galicji, który wierny swemu powołaniu i ludziom, do których został posłany, nie bacząc na swój wiek (miał około siedemdziesiątki) odprawiał w każdą niedzielę siedem mszy w różnych miejscowościach.

Iluż jest takich biskupów i księży w świecie? Sam poznałem wielu i wiem, że są ich tysiące. Mógłbym mnożyć przykłady: biskup Giustino Pastorino, którego poznałem w Genui. Gdy jako młody zakonnik znalazłem się w tym włoskim mieście, zabierał mnie autobusem na wycieczki, ukazując piękno krajobrazu i dobroć miejscowych ludzi. Do jego obowiązków należało także codzienne mycie naczyń po obiedzie.

Biskup Antonii Reimann z Ñuflo de Chávez w Boliwii, który, gdy przyjechałem do tego kraju, zabrał mnie z pierwszą wizytą w odwiedziny do prostej indiańskiej rodziny i uczył mnie jak pić tradycyjny napój, jakim jest chica.

Biskup Corlos Curiel z Cochabamby, do którego zadzwoniłem kilka dni temu, aby umówić pewne spotkanie. Nie odpowiadał. Po jakiś dwóch godzinach oddzwonił, przepraszając, że nie mógł odebrać, gdyż z racji pierwszego piątku był w konfesjonale i spowiadał wiernych.

Czytaj także: Ksiądz wychodzi do bezdomnych i proponuje, że zapłaci za posiłek. A tu niespodzianka

 

Nie szukajmy aniołów

To tylko niektóre przykłady świętych z sąsiedztwa, o których to pisze papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exultate. Księża ci i biskupi, tak jak wszyscy, mają swoje wady, wkurzają się i wybuchają, czasami o czymś zapomną, mogą być opryskliwi, ale tak jak tysiące innych „zwykłych ludzi”, matek i ojców w rodzinach, (bo przecież niczym się od nich nie różnią) starają się iść naprzód, dzień po dniu. Nie szukajmy zatem aniołów, ani nie myślmy też, że biskup śpiący w błocie na leśnej drodze, tylko dlatego, że śpi w błocie, jest już aniołem.

Wiele rzeczy wymaga dzisiaj zmiany w Kościele. Jesteśmy świadkami nie tylko czasu przemian, ale czasu prawdziwej i w pełnym tego słowa znaczeniu zmiany epoki. Osobiście, jako wychowawca kleryków, jestem przekonany o konieczności zmian w formacji przyszłych księży. Często też jestem bardzo krytyczny odnośnie postaw i zachowań moich braci w kapłaństwie, nie wyłączając z tego także i hierarchów.

Zupełnie nie rozumiem, żeby podać tylko jeden przykład, postawy, jaką zaprezentowali Przewodniczący i Wiceprzewodniczący Episkopatu Polski na konferencji na temat pedofilii wśród duchowieństwa w Polsce (14 marca br.). Wielkiej zbrodni, jaką są nadużycia wobec najsłabszych, nie można bagatelizować lub usprawiedliwiać.

 

Las, który rośnie, nie czyniąc szumu

Wierność Ewangelii można budować jedynie w oparciu o prawdę. A to właśnie ci, którzy wykorzystują Ewangelię, aby dostatnio żyć, urządzić się materialnie i wykorzystywać innych, są antyświadectwem dla Ewangelii i niszczą pracę tysięcy uczciwych księży.

Kościół w Polsce zmierzył się w tych dniach z bolesną prawdą zawartą w filmie Tomasza Sekielskiego. Nie bójmy się stanąć w prawdzie i umiejmy zło nazwać złem. Miejmy też nadzieję, że będzie to czas trudnego, lecz koniecznego przebudzenia.

Popularność zdjęć z biskupem Kostaryki ukazała, że ludzie czekają właśnie na takich pasterzy. Na takich, którzy nie boją się ubabrać w błocie, aby tylko dotrzeć do powierzonej sobie owczarni.

Ks. Przemysław Szewczyk pięknie napisał: „Wierzę, że Kościół w Polsce dzięki temu [co dzieje się teraz w Polsce] zrozumie, że chrześcijaństwo nie ma sensu, jeśli nie przynosi błogosławieństwa ubogim, smutnym, płaczącym, cichym, skrzywdzonym, jeśli na widok chrześcijan nie zabiją mocniej serca żebraków, jeśli do drzwi plebani nie będą pukać ludzie skrzywdzeni, jeśli we wspólnotach nie znajdą bezpiecznej przystani wszelkiej maści rozbitkowie nowoczesnego świata”.

Życzyłbym też sobie, aby zło tych nielicznych nie sprawiło, że nie będziemy już dostrzegać dobra tysięcy bezimiennych biskupów i kapłanów. Tych, którzy bezgranicznie oddali się na służbę Panu i służą Mu najlepiej jak potrafią. „Ich praca jest niczym las, który rośnie, nie czyniąc szumu” (Christus vivit 99).

Czytaj także: Nowe przepisy Watykanu: biskupi będą rozliczani nie tylko z nadużyć, ale i zaniedbań w dochodzeniach

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail