Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Mariusz Dorot: poczułem miłość do starzejącego się człowieka. Chcę pomagać

MARIUSZ DOROT
Udostępnij

Miłość w życiu jest najważniejsza. Miłość w postaci spojrzenia, uczuć, gestu, telefonu, rozmowy, czasu - mówi Mariusz Dorot, pedagog, terapeuta, gerontolog.

Katarzyna Matusz-Braniecka: Skąd pomysł na pracę z seniorami, jak to się zaczęło?

Mariusz Dorot*: Coraz bardziej przekonuję się, że jest to rodzaj powołania. Na studiach, gdy byłem wolontariuszem w hospicjum, pojawiło się pragnienie, by być przy człowieku, który umiera. Towarzyszenie przy śmierci, przesunęło się na towarzyszenie w starości. Poczułem wewnętrzną miłość do starzejącego się człowieka, połączoną z pragnieniem pomagania mu.

Czego potrzebują osoby starsze?

Wydaje mi się, że przede wszystkim naszej obecności, bliskich osób, z którymi mogą nawiązać relacje, które będą dla nich odbiciem ich samych i świata, który jest dookoła. Oczekują spotkania, przygody, zrozumienia i wyrozumiałości. Chcą być traktowane godnie, podmiotowo. Potrzebują czuć się ważnymi, spełnionymi, potrzebnymi, dopiero później mówią o zdrowiu. Jednak zauważam, że osoby starsze bardziej myślą o drugim człowieku, o rodzinie niż o sobie.

Czym są zaskoczeni seniorzy?

Kiedy prowadziłem kursy komputerowe i towarzyszyłem osobom dziewięćdziesięcioletnim, słyszałem co tydzień, że „nie spodziewałem/am się, że mogę się tego nauczyć, że mogę się w taki sposób komunikować”; „nie wiedziałem/am, że będę wiedziała po co jest Facebook, że znajdę, kogoś znajomego”; „nie sądziłem/am, że zobaczę takie piękne widoki, chociaż już nie mogę chodzić”.

Podejmowanie przez osoby starsze wyzwań zgodnych z ich zainteresowaniami sprawia, że ludzie ci (niejako) odżywają w grupie rówieśników, czy grupie międzypokoleniowej, tworzą nowe relacje. Wychodzą z mieszkania, opuszczają cztery ściany, przestają być więźniami swojego piętra, swoich lęków czy chorób. Bywają osoby obłożnie chore, które są szczęśliwe dzięki temu, że żyją w relacjach z innymi ludźmi. Okazuje się, że najważniejsza jest obecność drugiego człowieka.

Co zmieniają w tobie relacje z osobami doświadczonymi?

Dojrzewam jako człowiek, mężczyzna, wnuk, syn, mąż i ojciec. Dzięki temu, że dzielę się swoją wiedzą i zdobywam doświadczenie w towarzystwie osób starszych, staję się lepszym człowiekiem. Coraz bardziej przekonuję się do tego, że chciałbym, aby moje życie było świadectwem miłości.

Miłość w życiu jest najważniejsza. Miłość w postaci spojrzenia, uczuć, gestu, telefonu, rozmowy, czasu to jest to, co powoduje, że coraz pełniej potrafię kochać.

Oddajmy głos seniorowi, ojcu dwóch córek i dziadkowi dwojga wnucząt. Co jest pana troską?

Potrzebuję zabezpieczenia w sensie materialnym, ale też pewności, że nie pozostawię po sobie niezałatwionych spraw. Chciałbym żyć jak najdłużej, cieszyć się wnukami, widzieć jak rosną, ale muszę być przygotowany na zakończenie tej ziemskiej drogi, żeby w zgodzie i z uśmiechem się pożegnać – mówi pan Ignacy z okolic Poznania.

O czym marzy ojciec i dziadek ?

Chciałbym, żeby moim córkom powodziło się nie gorzej niż mnie. Aby osiągnęły coś w życiu, były szczęśliwe. Jestem spokojny, bo dobrze przygotowałem córki do życia. Nie wołają u mnie o pieniądze, lecz proszą o rady. Trochę już przeżyłem, mogę się podzielić swoim doświadczeniem. One mogą z tych rad skorzystać, ale nie muszą. Mają swoją drogę. Jestem zadowolony, że dają sobie radę w życiu. Dla siebie chciałbym, żeby zdrowie było jak najdłużej, by móc służyć rodzinie, przyjaciołom, znajomym i sąsiadom.

Co jest najpiękniejsze, a co najtrudniejsze w życiu seniora ?

Osiągnięcia moich dzieci to jest to, co w życiu najpiękniejsze. Najtrudniejsze są chwile, gdy doświadczają niepowodzeń. Traktuję je jako osobistą porażkę. Mam wówczas do siebie żal, że nie przygotowałem córek do różnych sytuacji, choć nie da się wszystkiego przewidzieć. Jeżeli spotykają je problemy, to chciałbym, żeby wiedziały jak je rozwiązać, czerpiąc naukę z moich błędów, a nie popełniając własne. By trudne okresy w życiu przeżyły jak najmniejszym kosztem.

Co pana zaskakuje w dzisiejszym świecie?

Jest szalona różnica pomiędzy czasami, kiedy byłem młody, a dzisiejszym, gdy jestem już dziadkiem. Chociaż posiadam konto bankowe, to jestem przyzwyczajony do tego, żeby mieć portfel i płacić rachunki gotówką. Drażni mnie, że ludzie tak dużo informacji o swoim życiu prywatnym publikują w internecie. Uważam, że każdy powinien mieć swoją sferę intymności i nie powinien o wszystkim pisać w sieci.

Co chciałby pan przekazać swoim wnukom?

Powtarzałem to swoim dzieciom i wnukom, to samo chciałbym przekazać. Jeżeli będą się uczyły i zdobędą decyzyjne stanowiska, na których będą musiały podejmować trudne decyzje, na przykład dotyczące zwalniania pracowników, to żeby wybierały jak najmniejsze zło. Chciałbym, żeby odbywało się to z jak najmniejszą krzywdą dla kogoś, kto im podlega. Nie chciałbym, żeby przez decyzje moich dzieci i wnuków inne dzieci płakały.

*Mariusz Dorot – pedagog, terapeuta, gerontolog, gerontopsychomotoryk. Absolwent Instytutu Studiów nad Rodziną oraz studiów podyplomowych z zakresu gerontologii oraz wiedzy o kulturze. Ukończył studium organizacji czasu w starszym wieku KLANZA, studium metodyczne dotyczące aktywizacji kulturalnej osób starszych oraz kurs psychomotoryki i gerontopsychomotoryki w Niemczech. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail