Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

William Willberforce: nie spocznę, póki nie zwalczę handlu niewolnikami

WILLIAM WILBERFORCE
Udostępnij

Pomysł zniesienia niewolnictwa nigdy nie uzyska poparcia większości, bo oznaczałoby to katastrofę ekonomiczną. Ktoś, kto wysuwa takie propozycje, jest szalony lub zwyczajnie traci cenny czas, który mógłby poświęcić na inne sprawy. William Wilberforce słyszał te argumenty setki razy. Ani razu nie dał się przekonać.

Czy można być chrześcijaninem i jednocześnie aktywnym politykiem, nie zdradzając swoich wartości i rzeczywiście walczyć o dobrą sprawę? Na przełomie XVIII i XIX wieku w Anglii młody Wilberforce również zadawał sobie to pytanie. Do twierdzącej odpowiedzi przekonał go dopiero po długich dyskusjach jego przyjaciel Izaak Newton. Ten od słynnych zasad dynamiki i jednocześnie… autor słynnego hymnu „Niepojęta łaska”.

 

Willberforce: życiowa misja

Rozpoczynając swoją karierę, skupiał się głównie na dobrej zabawie. Po pewnym czasie jednak, pod wpływem lektur i rozmów z przyjaciółmi, jego duchowość zaczęła się pogłębiać i doprowadziła go do zadawania sobie pytań o to, jaki ma być cel jego pracy.

Przy okazji kilku, jak mu się początkowo wydawało przypadkowych, spotkań dowiedział się o skandalicznym traktowaniu niewolników na brytyjskich statkach i warunkach, w jakich zmuszeni byli pracować. Kiedy przekonał się, że to co usłyszał jest prawdą, musiał sam zdecydować, co zrobi z tą wiedzą – czy ją zignoruje, czy zaryzykuje całą swą dotychczasową karierę.

Skonfrontowany z faktami w sytuacji, która wydawała się w tamtym czasie z góry przegrana, zgodził się rozpocząć długą kampanię przeciwko niewolnictwu „o ile nie znajdzie się, żadna odpowiedniejsza osoba”.

Nie znalazła się. To miała być jego główna misja do ostatnich chwil życia.

 

Jak znieść niewolnictwo?

Gromadził dowody i zdobywał dokumenty, na podstawie których wygłaszał swoje mowy w angielskim parlamencie. Przydatna mu przy tym była jego słynna elokwencja, dzięki której wypowiadane przez niego słowa „tak eleganckie i melodyjne, że nawet wrogie uszy wyłapywały je z przyjemnością”. Przeciwnicy próbowali zbijać jego argumenty twierdzeniami, że tak wysoka śmiertelność niewolników w trakcie transportu wynika z epidemii, a nie złego traktowania. Inni posuwali się do tego, żeby przekonywać, że nierówność ras i panowanie jednych ludzi nad drugimi wynika z Bożego porządku świata.

Debaty, w których Wilberforce poruszał ten problem, starano się jak najbardziej opóźniać. Nawet kiedy parlament przyjmował rezolucje, zazwyczaj nic z nich nie wynikało. Przecież nie można było pozwolić, żeby brytyjska ekonomia upadła.

 

Nawet wrogie uszy chętnie go słuchały

Stwierdzenie, że Willberforce był słabego zdrowia, nie odda w żaden sposób jego prawdziwej sytuacji. Cierpiał na wiele poważnych chorób, w wyniku których każda aktywność była dla jego organizmu obciążeniem i wiązała się z dodatkowym cierpieniem. Nie poddał się jednak.

Nigdy przy tym nie stał się zgorzkniały i zachował swoje pogodne, otwarte usposobienie, dzięki któremu nawet „wrogie uszy” chętnie go słuchały. „Istnieją ludzie, z którymi wprawdzie zgadzasz się co do popieranych wartości, ale nie chciałbyś wyjść z nimi na obiad” – usłyszałam niedawno to stwierdzenie i wydaje mi się wyjątkowo trafne.

Polityczni wrogowie Wilberforce’a z kolei przyłapywali się na tym, że… po prostu go lubią.

 

Dotrzymał obietnicy

Upór zaczynał przynosić rezultaty. Nie można było dłużej udawać, że cierpienie niewolników znika, kiedy się o nim nie mówi. „Ufam, że wszechmogący Bóg ukoronuje nasze wysiłki” – pisał w jednym ze swoich listów.

To, co początkowo niemożliwe, stawało się coraz bardziej realne. Okazywało się, że zło, nawet to zinstytucjonalizowane, nie jest nieuniknione. W czasie jednej z debat, kiedy wydawało się, że sukces jest już blisko, śmiejąc się, zapytał siedzącego obok kolegi: „Henry, jak sądzisz, co powinniśmy obalić teraz”?

„Nie spocznę, dopóki nie uda mi się osiągnąć zniesienia handlu niewolnikami” – mówił, kiedy rozpoczynał swoją pracę.

Dotrzymał obietnicy. Zmarł trzy dni po tym, jak brytyjski parlament przegłosował ustawę zabraniającą niewolnictwa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail