Aleteia

Szkoda ci urlopu na rekolekcje? Pomyśl o nich inaczej

WAKACJE
Andrew Neel/Unsplash | CC0
Udostępnij

Czasami musimy dobrze zastanowić się, na co poświęcić cenne dni urlopu. Z jednej strony czujemy, że przydałyby się nam rekolekcje, z drugiej jednak, porządny wypoczynek. Czy jedno i drugie może iść w parze?

Reset i co dalej?

Wielkimi krokami zbliżają się wakacje. Każdy z nas marzy o tym, żeby rzucić wszystko i wyjechać… Niektórym wystarczą Bieszczady i plecak turystyczny, inni najlepiej wypoczną, grzejąc się na ciepłym piasku albo zwiedzając nieznane miasta i kraje. Wydaje nam się, że miejsce, do którego pojedziemy, samo w sobie zagwarantuje nam spełnienie i pozwoli na długo wyczekiwany odpoczynek.

Z pewnością czas wyjazdu będzie dla nas oderwaniem od codzienności i swego rodzaju resetem, którego każdy potrzebuje. Jeśli wyjedziemy w gronie najbliższej rodziny, stanie się okazją do wspólnych aktywności i lepszego poznania siebie nawzajem. Czasem tylko dla nas.

Mówi się, że wakacje to moment na ładowanie baterii pozytywną energią. Zgoda. Pod koniec wyjazdu często mówimy, że „to co dobre, szybko się kończy”. Wkrótce wracamy do swoich obowiązków, a problemy, których nie zabraliśmy do walizek, mogą się znowu odezwać i cały czar wakacyjnego wyjazdu pryśnie.

I tu na prowadzenie wychodzą rekolekcje, bo oprócz gwarancji „resetu” od codziennej bieganiny, mogą dać nam znacznie więcej niż „pozytywna energia”.

 

Ale co my tam będziemy robić?

Rok temu. Z powodu przeprowadzki mieli tylko tydzień urlopu dla siebie. Ona od dawna wiedziała, gdzie chce go spędzić. Rekolekcje dla rodzin z ich wspólnotą. Cóż, miejsce wypoczynku jakoś specjalnie atrakcyjne nie było. Ośrodek rekolekcyjny gdzieś w lesie. I tylko 70 km od domu – co to za wakacje?

„Ale co my tam będziemy robić? Może i będzie pół dnia wolnego, ale żadnych specjalnych atrakcji to tam nie będzie. No i codziennie dzień w dzień słuchać tych samych ludzi… Chciałbym naprawdę odpocząć, a nie męczyć się i dostosowywać się do jakiegoś z góry narzuconego planu”. Przemilczała te głosy, w duchu modliła się o zmianę nastawienia męża. Udało się, pojechali. Choć bez entuzjazmu, to mało powiedziane.

Każdy dzień przynosił coraz większe owoce tego czasu. Okazało się, że atrakcji nie brakuje: były rowery, kajaki, wspólne gry, wieczory dla mężczyzn i kobiet. Ale oni jakoś specjalnie nie mieli ochoty w tym uczestniczyć. Zobaczyli, że rozmowa podczas zwykłego spaceru po lesie: ona, on i maluch w wózku, to coś, czego im brakowało. I jednocześnie wystarczało za całą moc atrakcji.

Słuchanie codziennie „tych samych ludzi”, a więc prowadzących rekolekcje, okazało się dotykać najgłębszych ułomności ich relacji, osobowości, postaw wobec siebie. Codzienne msze, adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa za siebie nawzajem – każdy z tych elementów dzień w dzień przemieniał ich serca, rozbudzał tęsknotę za sobą i za Panem Bogiem. Czuli się tak, jakby byli u Niego na wakacjach.

 

Urlop dla ciała i ducha

Idealnie byłoby, gdybyśmy nie musieli wybierać i mogli pozwolić sobie zarówno na typowo wypoczynkowe wakacje, jak i na dłuższe rekolekcje. Uważam, że i taki wyjazd, i taki jest potrzebny i może przynieść mnóstwo pozytywnych wrażeń. Jeśli jednak stoimy przed podobnym dylematem, warto dobrze rozeznać sytuację i zastanowić się, czego tak naprawdę potrzebuje nie tylko moje ciało i umysł, lecz także serce.

Może rekolekcje to nie urlop pod palmą w wypasionym kurorcie, ale za to prawdziwa kuracja ducha. Zobaczysz, że Duch Święty działa niesamowicie i możesz być szczęśliwy nawet w zupełnej „dziurze”. Samo miejsce zaczyna bowiem odgrywać drugorzędną rolę, kiedy przypominasz sobie znowu o tym, co najważniejsze.

Słowo rekolekcje pochodzi od łacińskiego „recolligo”, które oznacza „ponownie zbierać, przyjmować, odzyskać”. Może to właśnie ten czas, żeby powiedzieć sobie stop, zatrzymać się i popracować nad sobą, swoją rodziną i wiarą. Spróbować „odzyskać” to, co utraciliśmy w codziennej gonitwie z czasem.