Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Narzeczeństwo – dobry czas na zmiany!

NARZECZEŃSTWO
Hannah Olinger/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jeśli w narzeczeństwie pojawią się pierwsze symptomy emocjonalnych problemów, epizodów depresyjnych, oznaki uzależnienia, czy problemy osobiste, nie liczmy na to, że w dniu ślubu one znikną. Prędzej czy później nas dogonią.

Kiedy wchodzimy w okres narzeczeństwa to oznacza tylko jedno – myślimy o swoim ukochanym bardzo poważnie i zaczynamy planować wspólną przyszłość. Kiedyś narzeczeństwo było nawet określane mianem pierwszych zaślubin. Pomimo, że teraz jest to już niespotykane, to jednak waga tego okresu jest taka sama.

 

Zainwestuj w siebie

Będąc w bliskiej relacji z drugą osobą dużo się uczymy na swój temat… Pamiętam, jak sobie wyobrażałam związek i siebie, kiedy już będę się z kimś spotykać. Rzeczywistość zweryfikowała niektóre iluzje. Jestem szczęśliwa, że fundamentalne tematy, które były dla mnie ważne, pozostały wciąż. Podobnie dla mojego męża.

Nie zamieniłabym czasu naszego narzeczeństwa, ale na pewno zmieniłabym kilka rzeczy… Pomimo, że staraliśmy się korzystać z dobrodziejstw przygotowań do małżeństwa – podwójne nauki, warsztaty, wspólne czytanie książek z zakresu przygotowań do roli męża, żony, dużo rozmów… to i tak uważam, że warto inwestować naprawdę dużo w siebie i w swoją relację.

Często już na etapie narzeczeństwa wychodzą pewne różnice, czy nawet poważne trudności w relacji, bądź w emocjach. Czasem myślimy – jakoś to będzie, koloryzujemy, albo po prostu nie chcemy zmierzyć się z problemem. Nie warto jednak przed tym uciekać.

 

Dobra szkoła

Jeśli w narzeczeństwie pojawią się pierwsze symptomy emocjonalnych problemów, epizodów depresyjnych, oznaki uzależnienia, czy problemy osobiste, nie liczmy na to, że w dniu ślubu one znikną. Prędzej czy później nas dogonią.

Nie chcę straszyć narzeczonych, ale chciałam zachęcić do tego, żeby odważnie stawać wspólnie do rozwiązywania problemów. Jeśli jesteśmy pewni, że z tą osobą chcemy spędzić resztę życia, to warto pomóc jej i stanąć obok niej, kiedy pojawi się problem. To nie musi być koniec, ten problem może być wspaniałym początkiem.

Małżeństwo składa się z wielu wspaniałych chwil – miłości, czułości, narodzin dzieci. Ale to też czas wielu trosk – kryzysów, różnicy zdań itp. Jeśli w narzeczeństwie nauczymy się odpowiednio reagować na kryzys – to nie tylko wzmocni naszą relację, ale kiedy pojawi się następny – już w małżeństwie będziemy walczyć razem umocnieni doświadczeniem zwycięstwa.

 

Nie bój się prosić

Ostatnio mieliśmy z mężem spotkanie z pewnym narzeczeństwem, które niedługo bierze ślub. Znam tego chłopaka wiele lat i kiedy o nim myślałam po tym spotkaniu, byłam pełna podziwu, bo znałam jego historię i zmagania, ale widziałam też, ile włożył czasu, żeby się pozbierać i dorosnąć do decyzji o małżeństwie.

Terapia, różne rekolekcje, praca nad sobą, priorytetyzacja… Coś pięknego. Niedługo idziemy na ten ślub i jestem wzruszona, że mogę patrzeć na tę piękną parę, która za chwilę będzie małżeństwem i która tak świadomie podchodzi do tego tematu.

To jeden z przykładów, kiedy ktoś musiał wykonać konkretne kroki, dokonać wyborów, stanąć w prawdzie, poprosić o pomoc, żeby ratować siebie i stawać się potencjalnie lepszym kandydatem na męża, ale także lepszym człowiekiem.

 

Przepakujcie plecaki

Na naukach przedmałżeńskich spotkałam się z określeniem, że wchodzenie w małżeństwo to przepakowywanie plecaków. To znaczy, że każdy z małżonków wnosi w relację jakiś bagaż – plecak. Wówczas naszym wspólnym zadaniem, jeszcze w narzeczeństwie, jest przepakowanie plecaka.

Jestem przekonana, że część rzeczy w nim pozostanie i okaże się dopiero w małżeństwie, co jeszcze musimy w niego wyrzucić, ale jak zrobimy porządną analizę zbędnych rzeczy, które nam się nie przydadzą w małżeństwie, a mogą utrudnić budowanie relacji, warto się ich pozbyć.

Co to może być? Np. jeśli do tej pory twój narzeczony wszystko konsultował z mamą, bo mają bardzo bliską relację i miał w niej duże oparcie, warto po mału odwodzić go od tego pomysłu, bo niedługo „opuści człowiek ojca i matkę i staną się jednym ciałem”. Zatem najważniejszą powiernicą i doradczynią stanie się żona.

Warto zadać sobie pytanie, czy tak się właśnie stanie w dniu ślubu? Raczej trzeba poruszyć ten temat już wcześniej. Innym bagażem w plecaku może być nadmierna kontrola, czy wręcz pedantyczny styl życia narzeczonej, która np. pochodzi z rodziny alkoholowej. Być może ma do czynienia z syndromem DDA i nie jest świadoma mechanizmów, które wprowadzają zamieszanie w waszej relacji. Można przepracować wcześniej problem ze specjalistą, zanim wniesiemy podobne schematy do naszej rodziny. To tylko dwa z wielu przykładów, które warto wyciągnąć z tych przysłowiowych plecaków i zastanowić się, czy jest dla nich miejsce w naszym nowym wspólnym „plecaku”.

Przy składaniu życzeń, często słyszymy – wszystkiego najlepszego na NOWEJ drodze życia. Jeśli ta droga ma być NOWA, to nadajmy jej pełen wymiar nowości, zamykając pewne rozdziały w życiu, które wiemy, że mogą zagrozić naszej małżeńskiej relacji. Odwagi, to przyniesie tylko dobry owoc.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail