Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dobra edukacja, to dobra relacja!

EDUKACJA
fizkes | Shutterstock
Udostępnij

Większość z nas odpowiada obronnym atakiem, gdy ze strony dziecka doświadcza „nieuzasadnionej” wrogości, czy dystansu. Mało kto ma w zwyczaju wybór trudniejszej drogi.

W 1965 roku na ekrany kin wszedł musical „Dźwięki muzyki”. Jest w nim scena, która nie daje mi spokoju. Oto młoda guwernantka przyjeżdża do domu zamieszkałego przez ośmioro osieroconych przez matkę dzieci i ich despotycznego ojca. Dzieci robią wszystko (i nie przebierają w środkach), żeby pozbyć się nowej opiekunki. Jej reakcja powinna być inspiracją dla wszystkich nauczycieli, instruktorów, trenerów oraz… rodziców.

 

Krzyk na kogoś, czy o coś?

Krzyczące dziecko (i dorosły też) przeważnie krzyczy nie tyle na kogoś, ile o coś. Może to być krzyk o uwagę, o zrozumienie, o pomoc. Pyskowanie, złośliwości, ignorowanie też są raczej „wyciem zranionego zwierzęcia”, niż intencjonalnym złem skierowanym w dorosłego opiekuna czy inną osobę.

Ale dorośli jakby nie chcieli tego zrozumieć. Bo łatwiej i szybciej jest siłą słowa lub autorytetu usadzić dziecko. Więcej czasu, uwagi, wiedzy i wysiłku trzeba, żeby zrozumieć to agresywne wołanie o pomoc. Wiele też trzeba pokory, determinacji i charakteru, żeby nie dać się ponieść emocjom i widzieć w trudnym dziecku więc niż trud – widzieć kogoś wyjątkowego.

 

W orzeszku widzieć drzewo!

Nasze zachowanie względem dzieci to przede wszystkim następstwo naszego myślenia o nich. Inaczej patrzy się na znaleziony przy drodze orzeszek, jeśli dostrzeże się w nim drzewo, którym może się stać w przyszłości, niż jeśli… nic się w nim nie dostrzeże.

Nie jest sztuką pracować z dziećmi, które uczą się szybko, łatwo skupiają się na zadaniu i są zdeterminowane do pracy, nawet jeśli za oknem pada deszcz, a rękę mają akurat w gipsie. Sztuką jest pracować z tymi, którym brak ugruntowanej motywacji i nieprzeciętnych zdolności. Sztuką jest pracować z tymi, którzy mają inne tempo niż cała grupa.

 

Każdy jest wyjątkowy

Jeśli potrzebujesz więcej czasu, żeby coś opanować nie oznacza to, że jesteś gorszy. Oznacza, że potrzebujesz więcej czasu. W szkolnym wyścigu tempo nadają najszybsi. Gdy „szybsi” skończą zadanie nauczyciel przeważnie przechodzi do następnego, nie oglądając się na „maruderów”.

Czy uczniowie, dla których za krótkie było np. wprowadzenie do ułamków, na pewno nie mają uzdolnień do matematyki? W większości przypadków nigdy się tego nie dowiadujemy. Przecież nie mieli szans rozwinąć swoich umiejętność, bo zostali zaszufladkowani jako ci, którzy do matematyki „talentu” nie mają. Ale wyjątkowość nie koniecznie oznacza szybkość. A talent… Czy coś takiego w ogóle istnieje?

 

Relacja nie talent!

Unikalność każdego z nas zasadza się nie tylko na tym, co robimy szybciej. Unikalna może być potrzeba, żeby coś robić dłużej, dokładniej i dogłębniej. Talent to raczej wynik długiej pracy niż wrodzona predyspozycja. Oczywiście łatwiej coś długo robić, gdy się to lubi. To jest właśnie zadanie nauczyciela. Bo efektywniej uczymy się od tych, których lubimy.

Nie wierzę w odkrywców „talentów”, wierzę w budowniczych relacji. Dobry pedagog wie (a pedagogiem jest każdy człowiek pracujący z dziećmi), że fundamentem dobrej edukacji jest dobra relacja. Pisał o tym Janusz Korczak równo sto lat temu: „Wszystko, co osiągnięte tresurą, naciskiem, przemocą, jest nietrwałe, niepewne, zawodne.” Relacją jest drogą trudniejszą, ale pewniejszą.

 

Pewniejsza droga

Guwernantka z „Dźwięków Muzyki” grana przez Julie Andrews, nie ma lekko. Mimo przeciwności stawia na budowę relacji. Rozumie, że złość dzieci tak naprawdę nie jest skierowana w nią samą, ale w sytuację w jakiej się znalazły. Rozumie, że niezasłużenie dostaje niejako rykoszetem. Postanawia zawalczyć o głębszą więź.

Przy wspólnym stole daje dzieciom do zrozumienia, że wie, kto jest autorem złośliwości, jakie czekały ją po przekroczeniu bramy posesji rodziny Trappów. Nie wybiera jednak łatwego rozwiązania, by powiedzieć o tym ich ojcu. W delikatny acz zdecydowany sposób mówi, że nie godzi się na złośliwości, a jednocześnie bierze dzieci w obronę przed ich despotyczną głową rodziny.

 

Po stronie dziecka

Większość z nas odpowiada obronnym atakiem, gdy ze strony dziecka doświadcza „nieuzasadnionej” wrogości, czy dystansu. Mało kto ma w zwyczaju wybór trudniejszej drogi. Mało kto, tak jak Maria grana przez Julie Andrews potrafi wykazać się większą od dziecka dojrzałością i mądrością.

Często wracam myślami do tej sceny z „Dźwięków muzyki”. Stanąć po stronie dziecka. Jego obaw, niedojrzałości, pragnień, smutków. Nie dawać mu taniego pocieszenia, ale czas, zrozumienie i zaangażowaną pomoc. Zawalczyć o to jedno słabsze czy trudniejsze dziecko, jak o cały świat.

Oto zadanie dla wszystkich (również tych przemęczonych i zestresowanych): nauczycieli, instruktorów, trenerów oraz… rodziców.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail