Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
Styl życia

Chcesz w sobie coś zmienić? Ok, ale najpierw to zaakceptuj...

AKCEPTACJA SIEBIE

Giulia Bertelli/Unsplash | CC0

Małgorzata Kwiecińska - publikacja 14.06.19

Rozwój jest procesem, który zwykle nie ma określonego końca – dlatego nie skupiajmy się na dążeniu do wyimaginowanego celu, ale na wspieraniu siebie w tym, by żyło nam się (ze sobą) lepiej.

Są pewne słowa, które według mnie zawierają idealną instukcję zarówno podejścia do życia, jak i stosunku do samego siebie. Jest to tzw. modlitwa o pogodę ducha, odmawiana regularnie przez członków wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Brzmi ona tak:

„Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”

Jak się okazuje, te trzy, w teorii proste punkty, sprawiają w praktyce problem nie tylko uzależnionym, ale i większości z nas. Jak wprowadzać w swoim życiu zmiany? Co powinniśmy zmienić, a co można zaakceptować? Czy akceptacja oznacza brak zmiany? Jak rozpoznać, czy zmiana w danym obszarze jest możliwa, oraz jak pogodzić się z tym, że nie jest? Są to pytania, z którymi od czasu do czasu mierzy się każdy znas, i które szczególnie często pojawiają się w toku psychoterapii.

Wszystko się zmieni?

Ze strony pacjentów nierzadko spotykam sie z oczekiwaniem, a raczej pragnieniem, iż pod wpływem terapii wszystko się zmieni. Ich życie, funkcjonowanie, a nawet osobowość. Że zupełnie przestaną bać się kontaktów z ludźmi, że będą działać jak w zegarku idealnie rozplanowując swoją pracę, wręcz, że staną się jak roboty, w których da się mieć pod kontrolą każdy mechanizm.

Kiedy mówię, że to niemożliwe, typową reakcją jest zaskoczenie, a potem rozczarowanie. No bo przecież jak coś nie działa, tak jak chcemy, to znaczy, że trzeba to naprawić. A najlepiej wyciąć, usunąć, pozbyć się. W żadnym wypadku zaakceptować, bo to oznacza, że tak już zostanie na zawsze… Czy na pewno?

Akceptacja to nie bierność

Akceptacja niestety wciąż mylnie utożsamiana jest z przyzwalaniem i biernością. Obawiamy sie więc, że jeśli zaakceptujemy siebie, tak już, tu i teraz, to osiądziemy na laurach i całkiem przestaniemy do czegokolwiek dążyć. Nikt jednak nie umie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak miałoby się stać. Bo czy akceptując partnera nie zwracamy mu uwagi, gdy źle postąpi?

A jeśli akceptuję bezwarunkowo swoje dziecko, to czy pozwalam mu na wszystko? No właśnie… Tak samo, jak w odniesieniu do świata zewnętrznego, działa to w relacji ze sobą. Jest więc możliwe, by akceptować się takiego, jakim się jest, jednocześnie identyfikując obszary do rozwoju i szukając sposobów na ich ulepszanie.

Ale zaraz… jak to tak, skoro już będę się akceptować, to właściwie po co się zmieniać? To kolejny częsty mit – wydaje nam się, że aby mieć motywację do zmiany, musimy darzyć swoje niedoskonałości nienawiścią. Problem polega na tym, że w większości przypadków ta zmiana nigdy nie nadchodzi… Czasem dlatego, że jest po prostu niemożliwa (jak zwiększenie wzrostu, zmniejszenie swojej wrażliwości czy całkowite pozbycie się lęku), a często dlatego, że nie ma warunków, które by jej sprzyjały. Złość, niechęć, odraza z pewnością takich warunków nie stworzą.

Uznaj fakty

Pomocą w zrozumieniu, że nie da się zarządzać tym, czego się nie akceptuje, może być sytuacja znana każdemu: jeśli nie akceptujesz, że pada deszcz, to możesz się wściekać i walczyć, kończąc cały mokry, zły i wyczerpany, a to i tak nie zatrzyma opadów. Zamiast tego masz też możliwość po prostu uznać, że pada i w spokoju zadbać o siebie zakładając kurtkę z kapturem  oraz biorąc parasol (jest jeszcze wersja dla zaawansowanych – bierzesz dzieciaki, zakładacie kalosze i robicie zabawę ze skakaniem po kałużach!)

Dopiero uznanie faktów i zrozumienie ograniczeń oraz możliwości z nich wynikających, daje szansę mądrego wprowadzenia realnych zmian. Ta sama zasada działa w odniesieniu do relacji ze sobą. A więc nie: „muszę się zmienić, żeby móc się zaakceptować” (co dla wielu osób niestety jest życiowym celem) , ale „muszę zaakceptować stan rzeczywisty, by móc się zmienić”.

Nad czym pracować?

Pozostaje pytanie, jak rozpoznać te obszary, nad którymi faktycznie warto byłoby popracować. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli podchodzimy do siebie z wyrozumiałością i życzliwością, odpowiedź zwykle pojawia się sama. Bo zamiast narzucać sobie abstrakcyjne standardy, jak „nie mam prawa być smutny”, czy „powinnam być szczuplejsza”, możemy zapytać siebie: „co mi sprawia największą trudność?”, „z czym nie umiem sobie poradzić?”. To wyznaczy właściwe kierunki rozwoju. Do tego z takim podejściem zdecydowanie łatwiej potrzebne zmiany wdrożyć, bo nie utrudniamy sobie już działania samokrytyką, straszeniem się, czy wzbudzaniem poczucia winy.

Na koniec pamiętajmy, że rozwój jest procesem, który zwykle nie ma określonego końca – dlatego nie skupiajmy się na dążeniu do wyimaginowanego celu, ale na wspieraniu siebie w tym, by żyło nam się (ze sobą) lepiej.


OKO

Czytaj także:
Czy mówienie o sobie to egoizm?


PRACA NAD SOBĄ

Czytaj także:
Akceptacja siebie czy praca nad sobą?




Czytaj także:
9 kroków do codziennego szczęścia

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
akceptacjarozwójzmiana
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail