Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Biohacking. Czy staniemy się ludźmi-robotami?

BIO IMPLEMENTACJA
AMELIE-BENOIST / BSIP
Udostępnij

Wyobrażasz sobie, że robiąc zakupy do czytnika zbliżysz nie kartę płatniczą, a własną dłoń? Że zdołasz doskonale widzieć w ciemności, że uda ci się usłyszeć najmniejszy szmer? Biohacking, czyli hakowanie ciał poprzez wszczepianie pod skórę małych urządzeń elektronicznych, wchodzi na jeszcze wyższy poziom i staje się bardziej powszechny.

Ludzkie organizmy można poddać biohackingowi poprzez wszczepienie małych chipów, dzięki cyfrowym tatuażom, bionicznym protezom, specjalnym substancjom chemicznym czy nawet modyfikacjom kodu DNA.

Ogólna koncepcja, jaka stoi za biohackingiem jest prosta: chodzi o to, by ulepszyć ludzkie organizmy, zredukować ułomności, poprawić komfort życia, a nawet prowadzić do długowieczności.

 

Szwedzkie cyborgi

O tym, czym jest biohacking przekonało się blisko 4 000 Szwedów, którzy w ciągu ostatnich czterech lat zdecydowali się na wszczepienie pod skórę microchipu. W tym kraju wykorzystanie nowoczesnych technologii do ulepszenia własnego ciała staje się coraz bardziej popularne – zwykło się nawet określać ich mianem „szwedzkich cyborgów”. Pierwsze tego rodzaju rozwiązanie wykorzystano tam już w 2015 roku.

Wydaje się, że Szwedzi są narodowością szczególnie otwartą na takie eksperymenty. Nie obawiają się o udostępnianie swoich danych, ponieważ w tym 10-milionowym kraju już teraz istnieje krajowy system zabezpieczenia monitorujący informacje dotyczące obywateli.

Wielu z nich również nie wierzy, że technologia mikroprocesorów jest wystarczająco zaawansowana, aby hakerzy mogli mieć do niej dostęp. Ben Libberton szwedzki mikrobiolog w rozmowie z agencją AFP zapewniał, że dane gromadzone i udostępniane przez implanty są zbyt ograniczone, aby użytkownicy obawiali się hakowania lub nadzoru.

Dzięki wprowadzeniu pod skórę chipa wielkości ziarenka ryżu Szwedzi nie muszą nosić już ze sobą kart otwierających drzwi, dowodów osobistych czy nawet biletów komunikacji miejskiej.

Przykładowo 28-letnia Szwedka Ulrika Celsing wykorzystuje swój microchip jako wejściówkę na siłownię oraz przepustkę do biura. Kiedy wchodzi do swojego miejsca pracy, po prostu robi ruch ręką.

Nie ma żadnych przeciwskazań, by chipy nie mogły być użyte także jako karty płatnicze, jednak dotychczas chyba nikt nie zdecydował się na wypróbowanie takiego rozwiązania.

 

Jak piercing

Cała procedura jest podobna do piercingu i polega na wszczepieniu pod skórę małego chipa. Odczuwa się podobno zaledwie lekkie ukłucie.

Lekarze przestrzegają jednak, że chipy mogą jednak wywoływać infekcje albo reakcje systemu immunologicznego.

Mimo to, chętnych nie brakuje. Blisko cztery lata temu, szwedzka grupa biohackingowa Bionyfiken zaczęła organizować tzw. „implant parties” – imprezy, podczas których całe grupy ludzi czekały na wszczepienie chipa. Firma obsłużyła użytkowników z takich krajów jak: USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy czy Meksyk.

W stanie Wisconsin 50 pracowników firmy sprzedającej maszyny vendingowe Three Square Market dobrowolnie zgodziło się na wszczepienie microchipów w swoją dłoń. Za ich pomocą mogą w bardziej wygodny sposób kupić przekąskę, zalogować się do komputera czy użyć fotokopiarkę.

Koszty aplikowania chipów nie są zaporowe. „Rzeczpospolita” przykład belgijskiej firmy Newfusion.  W 2017 roku jej pracownicy mogli sobie wszczepić między kciuk a palec wskazujący implant zastępujący cyfrowe klucze do bramek wejściowych. Taki „zabieg” kosztował 100 euro od osoby.

Czytaj także: Nie chcą tworzyć robotów do zabijania. Pracownicy Google’a protestują

 

Smartwatch czy smartfon to biohacking w wersji soft

Można rzec, że biohacking w wersji soft obserwujemy już teraz – przy wykorzystaniu nakładanych gadżetów typu Apple Watches czy Fitits. Pozwalają mierzyć parametry ciała, takie jak jakość snu, aktywność fizyczna, tętno czy bicie serca. Przy takim stopniu kontroli wychwytywanie wszelkich nieprawidłowości staje się sprawniejsze.

Założyciel firmy Bionyfiken Hannes Sjöblad już w 2015 roku powiedział w rozmowie z Tech Insider:

Ulepszamy nasze ciała technologią na dużą skalę dzięki urządzeniem, które można nosić. Ale wszystkie te gadżety, które dzisiaj nosimy będą wszczepialne za 5 do 10 lat. Kto zechce nosić nieporęczny smartfon lub smartwatch, jeśli będzie można go mieć w paznokciu? Myślę, że właśnie w tym kierunku to zmierza.

Czytaj także: Musk oraz eksperci od sztucznej inteligencji wzywają ONZ do blokowania „robotów-zabójców”

 

Biohacking a etyka

Hakowanie ciał poddawane jest nie tylko analizom inżynierów, ale także etyków i bioetyków. Przerażająca  i ekscytująca zarazem jest świadomość, że dzięki biohackingowi człowiek może mieć nadludzką siłę czy nadzwyczajne zdolności (jak wspomniane widzenie w ciemności).

Dużo bardziej optymistycznie rysuje się wizja długowieczności (dzięki stałemu monitorowaniu stanu zdrowia i wczesnemu reagowaniu), wygodnych płatności czy otwierania cyfrowych zamków poprzez zbliżenie dłoni. Niektóre chipy mogą połączyć się z czytnikami RFID, które dotychczas wykorzystywano do znakowania towarów i zwierząt.

Dr inż. Sławomir Dąbrowski (kierownik badań i rozwoju w gdyńskiej firmie A&A Biotechnology, która opracowuje i wytwarza innowacyjne produkty dla branży life science) w rozmowie z „Rzeczpospolitą” stwierdza, że w człowieku zawsze istniała chęć dążenia do doskonałości.

Z kolei Aleksandra Przegalińska, futurolożka, dr w Akademii Leona Koźmińskiego także cytowana przez „Rzeczpostpolitą” stwierdza:

Zwykły człowiek ma opór przed takimi rozwiązaniami, które naruszają cielesną integralność. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że kiedy byłaby potrzeba, zagrożenie życia lub zdrowia, bylibyśmy skłonni wpuścić do naszego organizmu np. nanoroboty. A to realna perspektywa. Te mogą w przyszłości zastąpić chemioterapię i leczyć w sposób celowany wybrane narządy.

W wielu miejscach na świecie biohacking budzi dystans, a wręcz jest zabroniony (jak np. w niektórych stanach USA). Z kolei Chiny czy Szwecja przodują w testowaniu kolejnych eksperymentów.

Zaawansowaną formą biohackingu jest modyfikacja kodu DNA, do której dochodzi już teraz. Taki poziom zaawansowania nauki jest ogromną szansą, ale stanowi również zagrożenie. „Rzeczpospolita” przywołuje przypadek z Uniwersytetu w Waszyngtonie, na którym naukowcy zakodowali w nici DNA cyfrowego wirusa, włamując się dzięki temu do komputera analizującego próbkę.

Innym czarnym scenariuszem jest działanie cyberprzestępców, którzy przy osiągnięciu odpowiedniego poziomu będą w stanie nie tylko wykradać dane z chipów, ale także wpłynąć na zachowanie ludzi poprzez przejęcie kontroli nad ich mózgami czy mięśniami.

Czytaj także: Idziesz do kościoła, a tam ksiądz-robot

Czytaj także: Kiedy roboty staną się naszą codziennością? W Japonii już są!

Źródło: Business Insider, Tech Insider, Rzeczpospolita

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail