Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak pewien lekarz poprawia bezpieczeństwo pacjentów na świecie

ROB HACKETT
Udostępnij

Wszystko sprowadza się do czegoś bardzo osobistego…

Wizyta w szpitalu może być traumatycznym doświadczeniem – nawet jeśli to tylko tak radosna okazja, jak przywitanie na świecie nowego dziecka. Biorąc pod uwagę medyczne terminy i sterylne fartuchy – nic dziwnego, że światy personelu i pacjentów wydają się od siebie odseparowane. Ale dzięki prostemu pomysłowi australijskiego anestezjologa Roba Hacketta pacjenci mogą łatwiej identyfikować się ze swoimi opiekunami, a nawet zostać… uratowani.

Aby położyć kres dezorientacji na bloku operacyjnym, Hackett postanowił napisać wyraźnie swoje imię i profesję na lekarskim czepku. W trakcie operacji łatwo można więc zidentyfikować, kim jest. Na tym jednak nie koniec – pomysłowy doktor postanowił rzucić globalne wyzwanie wszystkim lekarzom i zachęcił ich do udziału w wyzwaniu „TheatreCapChallenge”. Jak wyjaśniał na łamach „Bored Panda”, chodzi mu o to, by „w prosty sposób unikać błędów i słabej komunikacji, która przyczynia się do wzrostu zdarzeń niepożądanych dla pacjentów”.

 

Zwrócenie uwagi właściwej osobie w trakcie operacji może uratować życie – przekonuje. Na zatłoczonym bloku operacyjnym, gdzie jednocześnie może pracować wiele osób, nietrudno się pomylić. Przecież nawet rodzicom zdarza się mylić imiona dzieci!

Dr Hackett zapewnia, że ten ułamek sekundy naprawdę ma znacznie. Wspomina: „Poszedłem na blok na zatrzymanie akcji serca. W pomieszczeniu było ok. 20 osób. Problem pojawił się już gdy poprosiłem o rękawiczki, ponieważ osoba, na którą wskazałem, myślała, że pokazuję kogoś stojącego za nią”.

I choć pomysł Hacketta spotkał się początkowo z lekceważącymi komentarzami ze strony kolegów, inicjatywa jest obecnie podejmowana na skalę globalną i odbierana pozytywnie – zarówno wśród personelu, jak i pacjentów. Hackett zwraca uwagę, że badania przeprowadzone w USA i Wielkiej Brytanii rzeczywiście dowodzą, że zapisanie imienia na czepku zmniejsza liczbę błędów w trakcie leczenia pacjentów.

 

Podczas gdy bezpieczeństwo pacjentów jest najważniejsze, umożliwienie im – często półprzytomnym, przestraszonym i przytłoczonym – poznania imion tych, którzy się nimi opiekują, pozwala na bardziej osobisty kontakt. Podnosi też komfort przy pytaniu o poradę czy zaufane oddanie się w ręce profesjonalistów.

Spersonalizowanych czepków można używać wielokrotnie, oszczędzając tysiące dolarów na jednorazowych i jednocześnie nie szkodząc środowisku. A jeśli ten argument nie wystarcza – kampania jest także zaproszeniem dla lekarzy i pielęgniarek na całym świecie do publikowania selfie w czepkach, z wielkimi uśmiechami na twarzach, a co za tym idzie – pokazania ludzkiej twarzy tego wyjątkowego zawodu.

Czytaj także: Lekarz, który wypisał ostatnią receptę w drodze na egzekucję

Czytaj także: „Medycyna nie jest nauką, jest sztuką”. Dylematy lekarzy-chrześcijan [WYWIAD]

Czytaj także: W pracy lekarza liczy się człowieczeństwo [wywiad]

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail