Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Amy. Jako pierwsza osoba z amputowaną nogą ukończyła maraton przez pustynię

AMY PALMIERO WINTERS
Udostępnij

Amy Palmiero-Winters co kilka miesięcy ściga się w ultramaratonach. Jednym z ostatnich był Marathon de Sables, bieg na dystansie 251 km, którego trasa wiedzie przez Saharę.

Amy straciła nogę w wieku 20 lat, po wypadku motocyklowym. Planowała wtedy iść do wojska, a następnie wstąpić do policji…

W ciągu trzech lat przeszła 20 operacji. Lekarze próbowali uratować jej nogę, podejmowali wiele prób. Niestety, zmiażdżonej do kolana nie udało się ocalić. Po tylu operacjach skurczyła się tak bardzo, że konieczna była amputacja.

Amy nie zrezygnowała jednak z biegania.

 

„Biegaj mniej, ale stań się silniejsza”

Przez jakiś czas kobieta trenowała z protezą przeznaczoną do chodzenia, potem postanowiła ją wymienić na taką, która byłaby dostosowana do uprawiania sportu.

Po pierwszej protezie wdała się infekcja kości. Urządzenie nie było w stanie pochłonąć siły uderzenia podczas treningów.

By biegać, Amy wynajmowała opiekunkę do swoich dzieci. Nieraz pokonanie wyznaczonej trasy zajmowało jej całą noc. Często kończyła o wschodzie słońca i udawała się rano do pracy. Czuła się bezpiecznie, ale była wyczerpana. Postanowiła zmienić ten tryb. Odtąd wyznaje zasadę: „Biegaj mniej, ale stań się silniejsza”.

 

Przygoda z ultramaratonami

W 2009 roku rozpoczęła swoją niezwykłą przygodę z ultramaratonami. Brała udział m.in. w 24-godzinnym biegu Arizona Road Racers Run To The Future, pokonując prawie 210 km.

W 2014 roku została pierwszym człowiekiem po amputacji, który ukończył zawody Ultraman Triathlon. W ciągu trzech dni musiała przepłynąć 10 kilometrów, przejechać na rowerze 145 kilometrów oraz przebiec podwójny dystans maratonu.

Amy może robić to, co kocha, dzięki nowej protezie. Przedmiot, który pozwala jej uprawiać sport, utrudnia jednak bieg. Kiedy pada deszcz i robi się mokro, proteza tonie i wbija się w ziemię.

Po zbyt wielu kilometrach tarcie skóry o plastik powoduje odrywanie się kawałków skóry z tyłu nogi. Powstają wówczas sączące się rany, które długo się goją.

 

Pokonała pustynny maraton

„Staram się myśleć pozytywnie jak tylko mogę, ponieważ ostatnią rzeczą, jakiej chcę, jest utrata nadziei” – mówi runnersworld.com Amy Palmiero-Winters. I dodaje: „Ale bieganie z protezą nie jest łatwe. Mogę sprawić, żeby tak to wyglądało, ale tak nie jest. Bieganie na dwóch nogach jest absolutnie łatwiejsze. Pamiętam, jak to jest”.

Trasa Marathon de Sables (w samym sercu pustyni marokańskiej) nie należy do najłatwiejszych. Dodatkowo kobieta musiała biec z plecakiem wypełnionym jedzeniem, piciem i najpotrzebniejszym sprzętem. Bieg trwał 6 dni. Nocą była niska temperatura, która również dawała się we znaki.

Trzeciego dnia kikut nogi zaczął krwawić i puchnąć. Ostatni etap maratonu Amy pokonała z ogromnym bólem. Wytrwała jednak do końca.

Prawie tydzień była w ciężkich warunkach atmosferycznych, bez stacji pomocy, z małymi racjami żywnościowymi. Miała jednak doping od swoich dzieci. 13-letnia córka dała jej karteczkę z wzruszającym wpisem: „Powodzenia. Kocham Cię. Nie umieraj”. Te słowa dały Amy dużo energii i motywacji.

 

Skąd się wzięła pasja do biegania?

Amy dorastała w Meadville, w Pensylwanii, niedaleko jeziora Eerie. Zaczęła biegać z powodów… finansowych. Od zawsze chciała uprawiać jakiś sport, a jej zdaniem bieganie wcale nie wymagało pieniędzy.

„Jestem tylko człowiekiem, podczas wyścigu jest tyle momentów, że chcę się zatrzymać” – mówi Runner’s World.

Sport daje Amy pewność siebie i zadowolenie. „Kiedy przydarzyło mi się coś złego, poszłam na bieg. To powstrzymywało mnie od ciemności” – zdradza „Timesowi”.

Dla niej wyścig to nie tylko wynik, to coś więcej niż miejsce i czas. „Kiedy upadam, śmieję się, płaczę, wracam i nie przestaję” – czytamy w wypowiedzi dla „The Times”.

Źródła: healthyhappynews.com; runnersworld.com; magazynbieganie.pl; thetimes.co.uk

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail