Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ileż można czekać? Święty Józefie, czy Ty mnie w ogóle słuchasz? Świadectwo

KOBIETA W GÓRACH
Holly Mandarich/Unsplash | CC0
Udostępnij

„A może Pan Bóg nie chce, bym założyła rodzinę?” – pytała zdenerwowana. Już wie, że jej modlitwa nie była daremna.

Od dzieciństwa marzyła o założeniu rodziny. Wiele lat modliła się o znalezienie dobrego męża. Mimo to jej wybory życiowe, towarzystwo i relacje, jakie zawierała, nie zawsze były słuszne. „Dziś dziękuję Bogu, że mnie uchronił od poważnych błędów i doprowadził do wielkiego dnia, jakim był mój ślub z najodpowiedniejszym człowiekiem. Pan Bóg dobrze wiedział, co dla mnie najlepsze i dał o wiele więcej niż prosiłam” – dzieli się Ewa, młoda żona. I relacjonuje:

„Niemal dwa lata temu, 15 lipca 2017 r. wybrałam się na spotkanie Katolickich Singli połączone z mszą św. w intencji znalezienia dobrego małżonka, a także z przejściem szlakiem przez Groń Jana Pawła II na Leskowiec. Informację o wydarzeniu znalazłam w internecie, było ono przeznaczone dla osób samotnych, poszukujących męża/żony.

Z małą przygodą komunikacyjną dotarłam na ustalone miejsce, gdzie czekała już dość spora grupa. Pogoda nie była sprzyjająca, ale wyruszyliśmy w trasę. Najpierw szłam z jedną dziewczyną, potem sama. W pewnym momencie usłyszałam męski głos: Jak się idzie?. Nie pamiętam już, co odparłam, wiem natomiast, że potem ten chłopak zaczął mnie pytać, czym się zajmuję, i tak dalej, a ja niezbyt chętnie mu odpowiadałam.

 

Józefie, działaj!

Jak się później okazało, z jego perspektywy wyglądało to tak: zaczynając trasę, szedł ze znajomym, potem sam, zaczął więc odmawiać Różaniec, a na koniec westchnął: No, św. Józefie, działaj!. Po czym przyszła mu myśl: Ona idzie obok ciebie. Gdy popatrzył na mnie, zaczął się śmiać, bo myślał, że to jakiś żart. Wziął mnie za dziewczynę z gimnazjum, która ma czas i nie wiadomo, co tu robi…

Również na mnie mój rozmówca w ogóle nie wywarł wrażenia i nawet nie miałam ochoty z nim dłużej iść. Tak wyszło, że oddaliłam się od niego pod pretekstem, że pójdę szybciej. Jak się okazało, gdy doszłam do schroniska, on już tam był. Ze zdziwieniem stwierdziłam: O, doszedłeś wcześniej…

Organizatorka spotkania udzieliła informacji o mszy św. i powiedziała, że jest jeszcze trochę czasu na coś ciepłego w schronisku. Weszliśmy więc do środka i usiedliśmy z Piotrem, bo tak miał na imię ów chłopak, obok siebie. Zamieniliśmy kilka słów i już znaleźliśmy wspólny temat. Później wybraliśmy się na Eucharystię na Groń Jana Pawła II, ale podczas liturgii staliśmy osobno. Gdy nadszedł moment przekazania sobie znaku pokoju, odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętą, znajomą twarz i wyciągniętą do mnie dłoń.

Po mszy św. losowaliśmy karteczki z wybranym fragmentem z Pisma Świętego. On dostał fragment: Uwielbiajmy Pana wszystkie ludy ziemi, cześć Mu świetną oddajcie. Później dyskutowaliśmy o tym, bo zamiast świetną, powinno być świętą. Ja wylosowałam cytat: Kto jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije.

 

Fajnie, że poszedł

Potem był czas na wspólne grillowanie, rozmowy, uwielbienie w śpiewach i tańcach. Mój nowy znajomy sprytnie zdobył ode mnie numer telefonu pod pretekstem, że może kiedyś się przyda, gdy będzie miał jakieś wesele. Wziął wtedy numer też i od innej dziewczyny (do dzisiaj musi się z tego tłumaczyć). Byliśmy obok siebie już prawie cały czas, jednak on musiał wyjść wcześniej.

Gdy odszedł, pomyślałam: Fajnie, że poszedł, to teraz mogę się rozejrzeć za innymi. Jednak wcale tak nie było. Nagle zrobiło się nudno, nie miałam już z kim się pośmiać, porozmawiać. Wracając z Leskowca, myślałam o nowo poznanym chłopaku. Dobrze mi się z nim rozmawiało, ale ogólnie to mi się nie podobał za bardzo…

Następnego dnia zastanawiałam się, czy napisze, czy tylko tak bez powodu wziął ode mnie numer telefonu. Wieczorem przyszedł SMS… od niego. Potem praktycznie już w każdy dzień nie obeszło się bez jakiejś wiadomości, a w końcu doszło do spotkania.

 

Są tacy mężczyźni

Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że gdy odwoził mnie na przystanek po pierwszym spotkaniu (było to kino), zaproponował, byśmy pomodlili się dziesiątką Różańca. Pomyślałam, że to niesamowite, że są jeszcze tacy mężczyźni. Miałam wcześniej chłopaków, ale z żadnym wspólnie się nie modliłam, no chyba, że w kościele na mszy św.

Potem były inne spotkania, m.in. wybraliśmy się do Kalwarii Zebrzydowskiej na Dróżki Pana Jezusa. Zwierzyliśmy się. Jak się okazało, Pan Bóg niesamowicie kierował naszym życiem. Odkryliśmy wiele wspólnych cech i doświadczeń. Żyliśmy oddzielnie, lecz dążyliśmy do wzajemnego spotkania, zwłaszcza poprzez modlitwę. I tutaj trzeba podkreślić skuteczność naszego wspólnego orędownika, św. Józefa, a także nasze szczególne upodobanie w Sercu Pana Jezusa i Sercu Matki Bożej.

Mimo tych wstępnych zwierzeń, nadal nie sądziłam, że to jest ten chłopak. Następnym etapem naszej znajomości był wyjazd w góry, gdzie mój przyszły mąż tak zorganizował nocleg, byśmy spali albo na podłodze w schronisku wśród innych ludzi, albo całkiem osobno. I to było kolejne doświadczenie, które uświadomiło mi, że mam do czynienia ze wspaniałym człowiekiem.

 

Uklęknął przede mną

Kulminacyjnym wydarzeniem rozwijającej się znajomości była piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Nasze rozmowy niedokończone, modlitwa i wysłuchane konferencje przybliżyły nas do siebie. Miałam wrażenie, że każda nauka w drodze była skierowana właśnie do nas. Już w pierwszym dniu marszu do Maryi zrozumiałam, że to jest właśnie ten mój, wymodlony, jedyny, na którego cały czas czekałam.

Po dwóch miesiącach od wzajemnego poznania się, Piotr uklęknął przede mną na kolano, a ja powiedziałam tak. Kilka miesięcy przygotowywaliśmy się do naszego wielkiego dnia. Dla mnie to cud! Czuję niesamowitą wdzięczność do Pana Boga i naszych Patronów. Po długich dyskusjach z mężem obydwoje doszliśmy do wniosku, że chyba całe Niebo zostało zaangażowane, żebyśmy się mogli spotkać.

Znamienne jest na przykład to, że często chodziłam do kościoła św. Floriana w Krakowie, na mszę św. i adorację Najświętszego Sakramentu, a przecież to świątynia, w której przyszły Ojciec Święty był wikarym. Tenże wikary lubił chodzić na Leskowiec, gdzie poznaliśmy się z Piotrkiem. Wcześniej często miałam niedosyt, że nie było mi dane spotkać Jana Pawła II na żywo. Kiedy czekałam na Błoniach w czasie jego pielgrzymki do Polski, to on akurat nie mógł odprawić Eucharystii, bo był chory. To samo o św. Józefie sobie myślałam: ileż się można modlić, skoro ani Jan Paweł II, ani on mnie nie wysłuchują! Chyba nie chcą, żebym założyła rodzinę…

Ale jednak Pan Bóg wiedział, co dla mnie najlepsze i że moja modlitwa nie jest daremna. A do sakramentu małżeństwa musiałam po prostu dojrzeć” – kończy swą historię Ewa.

 

Jestem szczęśliwa

„Co czuje osoba, dzięki której ci małżonkowie mogli się poznać?” – pytam Wiolę Trzaskę, organizatorkę pamiętnego spotkania Katolickich Singli na Leskowcu. „Jestem szczęśliwa razem z nimi! Zaczęłam organizować te wydarzenia przede wszystkim z myślą o takich, żyjących blisko Pana Boga, osobach. Ewa i Piotr to jedno z pierwszych małżeństw zawiązanych przy udziale naszej społeczności. Są już kolejne. W swoim świadectwie Ewa dzieli się, że zaczynała wątpić, czy jest stworzona do bycia żoną. Wydaje mi się jednak, że nasza wierność i ufność w modlitwie to coś, czemu Pan Bóg błogosławi” – mówi Wiola, od niedawna narzeczona Pawła.

Zapytana o radę dla tych, którzy czują nieśmiałość czy opór przed udziałem w dość dużych wydarzeniach (organizowanych w „realu”, gdzie trzeba wyjść z cienia i strefy komfortu) ta drobna brunetka szczerze przyznaje: „Też kiedyś miałam trudność z tym, że jestem samotna. Ciężko było przyjąć prawdę, iż będąc w pewnym wieku, nie ma się jeszcze u boku tej wymarzonej osoby. Wiem już jednak, że zrobienie pierwszego kroku, wyjście do ludzi, którzy przeżywają podobne doświadczenie, daje nadzieję i poczucie, że nie jesteśmy sami. To z kolei okazja, by zawiązać relacje. Otwieramy się i faktycznie dajemy sobie szansę, by poznać kogoś, kto może stać się naszym towarzyszem na całe życie.

Na profilu Katolickich Singli znajdziesz informacje o najbliższych spotkaniach. Może warto wyjść z cienia? 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail