Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Helene Hannemann. Pojechała do Auschwitz, bo chciała być przy mężu i dzieciach

DZIECI W AUSCHWITZ
EAST NEWS
Udostępnij

Mogła zostać w domu, ale postanowiła, że tego nie zrobi. Nie chciała opuszczać swojego męża i piątki dzieci. Wraz z nimi trafiła do obozu Auschwitz. To wtedy rozpoczęła się prawdziwa walka o przetrwanie. 

Wszystko zaczęło się jak w wielu innych przypadkach tamtego czasu. Funkcjonariusze SS wkroczyli do domu Helene. Naziści oświadczyli kobiecie, że jej dzieci muszą się udać wraz z nimi.  „Serce biło mi jak oszalałe (…) Nie chciałam uwierzyć, że tym razem będę musiała przyjąć cierpienie” – przytacza słowa Helene Marco Escobar, autor książki „Kołysanka”, której powstanie inspirowane jest losami kobiety.

Była Niemką, jej mąż – Romem. Druga ustawa Norymberska zakazywała Aryjczykom zawierania małżeństw z osobami niebędącymi Aryjczykami. 

W 1936 roku z rozkazu Himmlera zaostrzono restrykcje skierowane wobec tych, którzy nie byli „czystej krwi”. Rozpoczęły się prześladowania. Dekretem Heinricha Himmlera z 1942 roku wszyscy Romowie, którzy mieszkali na ziemiach okupowanych przez nazistów, mieli zostać umieszczeni w specjalnie stworzonych dla nich obozach pracy. 

Przed tymi tragicznymi wydarzeniami mąż Helene pracował jako wirtuoz skrzypiec. Był muzykiem i przez wiele lat związany był z Filharmonią Berlińską. Po przybyciu do Auschwitz małżonkowie zostali rozdzieleni. Dzieci pozostały z mamą.

 

Przedszkole w obozowych warunkach 

Hannemann trafiła do obozu nr 4 do Rosjanek. Mieszkanie z nimi generowało konflikty i nieporozumienia. Udało się jej uzyskać przeniesienie do budynku, w którym przebywali Romowie. Kobieta rozpoczęła pracę jako pielęgniarka w obozowym szpitalu. Tam współpracowała z polską pielęgniarką Ludwiką, pod czujnym okiem doktora Senktellea. 

Po jakimś czasie Joseph Mengele złożył Helene propozycję, której ona się nie spodziewała. Doktor pragnął, by w obozie zostało zorganizowane… przedszkole. Wszyscy myśleli, że to nieporozumienie. Placówkę trzeba było stworzyć od podstaw. Dla Helene było to wyzwanie, ale i radość. Myślała bowiem, że będzie to miejsce, w którym dzieci będą bezpieczne. Miały tam projektory do bajek, przybory do rysowania, plac zabaw z huśtawkami, dostawały posiłki. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że miejsce, za które będzie odtąd odpowiedzialna, służyć będzie do „przechowywania” dzieci do eksperymentów doktora Mengelego. To on na polecenie Instytutu Badań Antropologicznych i Biologiczno-Rasowych przy Instytucie cesarza Wilhelma w Berlinie-Dahlem rozpoczął swoje badania na ludziach, zwłaszcza na bliźniętach jednojajowych. 

Przedszkole zaczęło działać 25 maja 1943 roku, Helene miała wiele matek do pomocy w prowadzeniu placówki. 

 

Wraz z dziećmi zginęła w komorze gazowej 

Romów osadzono w Auschwitz i traktowano jako obcych, podobnie jak Żydów. Obóz dla tej grupy etnicznej znajdował się pomiędzy obozem męskim a budynkiem zagospodarowanym na szpital, niedaleko komór gazowych nr 2 i 3. Budynki, w których miało powstać przedszkole, czyli nr 27 i 29, były położone najbliżej laboratorium, w którym swoje eksperymenty prowadził Mengele.

 „Kindergarten” był to rodzaj żłobka i przedszkola. Przebywało w nim około 100 dzieci, do lat 6. Helene została dyrektorką tej placówki. Kobieta bardzo przeżywała chwile, gdy niektóre z dzieci były zabierane do eksperymentów i już nigdy nie powracały do swoich matek. Helene traktowała te momenty jak osobiste tragedie. 

Trudna sytuacja zaczęła się zaostrzać. Ostatecznie Zigeunerlager istniał do 2 sierpnia 1944 roku. Kobiety i mężczyzn, którzy pozostali jeszcze w obozie, zapakowano na ciężarówki i wywieziono do komór gazowych. 

Hannemann otrzymała propozycję wyjścia na wolność. Był jednak jeden warunek – musiała pozostawić w Auschwitz swoje dzieci. Kobieta odmówiła. Trafiła więc do komory gazowej wraz z nimi. „Ludzkie istoty są ulotnymi tchnieniami pośród huraganu otaczających nas okoliczności, ale historia Helene przypomina nam, że możemy być panami własnego losu, nawet kiedy dosłownie cały świat jest nam przeciwny”. Miłość do dzieci pokonała jej strach o własny los. To dla niej nie zawahała się postąpić tak, jak jej podyktowało serce. 

Korzystałam z: auschwitz.org; dzieje.pl; marinamaral.com (Faces of Auschwitz); M. Escobar, „Kołysanka”, tłum. P. Zarawska, Białystok 2019.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail