Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy katolicka sztuka może ocalić wiarę? Wywiad z Elizabeth Lev

FIGURA MARYI
thom masat/Unsplash | CC0
Udostępnij

Czy sztuka sakralna (nadal) nas zachwyca? Jak uniknąć budowania brzydkich kościołów? Czy patrząc na obrazy płonącej katedry Notre Dame można znaleźć nadzieję?

„Potrzebujemy kościołów, po których widać, że twórcom na nich zależało” – mówi Elizabeth Lev. Mieszka w Rzymie, jest historykiem sztuki, wykładowcą na Duquesne University, autorką kilku książek, w tym bestselleru Amazona „How Catholic Art saved the Faith: The Triumph of Beauty and Truth in Counter-Reformation Art”. Rozmawiamy o wspólnotowej pamięci wiary i eksperymencie nowoczesnej sztuki sakralnej, jej zdaniem – nieudanym.

 

Ewa Rejman: Czy kościoły to „po prostu budynki”?

Elizabeth Lev: Słowo „Kościół”, czyli „Ecclesia”, znaczy „ludzie zebrani razem”, w naszym przypadku w imię Chrystusa. Budynek pozostaje rzeczą drugorzędną. Rodzi się jednak pytanie: w którą stronę skierujemy ich myśli, kiedy już się zbiorą, jak przybliżyć im świętość, która ich otacza? Powinniśmy znaleźć miejsce powstałe właśnie w tym celu, takie które będzie pokazywało transcendencję, człowieka stworzonego na obraz Boży i samego Boga. Kościoły stały się więc czymś więcej niż po prostu budynkami. Niektóre z nich można nazwać „wspólnotową pamięcią wiary”.

Co to oznacza?

W miarę jak kościoły się „starzeją”, coraz bardziej przypominają wiarę przeszłości, która trwa w teraźniejszości. Ciekawostką jest fakt, że do XVI stulecia w świątyniach znajdowało się też wiele miejsc pamięci indywidualnej, takich jak spersonalizowane kaplice albo obrazy odnoszące się do konkretnych osób. Później, w okresie kontrreformacji, Kościół zdecydował, że może powodować to zbyt wiele rozproszeń i rozwijano już głównie pamięć wspólnotową.

 

Czy katolicka sztuka może ocalić wiarę?

Skoro rozmawiam z autorką książki „Jak katolicka sztuka ocaliła wiarę”, muszę zadać to pytanie: czy piękno może przyciągać do wiary także obecnie?

Tak. Spójrzmy choćby na długość kolejek do Muzeów Watykańskich, tłumy w Bazylice św. Piotra albo ekscytację, jaką czuł świat w związku z obrazem Salvator Mundi, podobno autorstwa Leonarda da Vinci, sprzedanym za rekordową cenę. Te dzieła sztuki opowiadają uniwersalną historię nawrócenia, poświęcenia, rozwoju.

Benedykt XVI powiedział, że „sztuka i święci są najlepszymi obrońcami wiary”.

Chcemy znajdywać pięknych świadków. Chcemy zachwycać się życiem Matki Teresy z Kalkuty czy Jana Pawła II. Sztuka w renesansie także miała za zadanie zachwycać, pokazywać coś piękniejszego niż codzienność, którą ludzie napotykali wokół siebie. Świat ma większy potencjał piękna niż to, co widzimy, choć obecnie mówi nam się, że piękno jako takie jest subiektywne albo wręcz nie istnieje.

 

Potrzebujemy nowego Michała Anioła, nowego Caravaggia?

Kiedy wchodzę do starych kościołów, zwłaszcza tych rzymskich, blokuję przejście, bo stoję i się zachwycam. W tych wybudowanych niedawno raczej mi się to nie zdarza. Mam wrażenie, że niektóre z nich są po prostu brzydkie.

Myślę, że twórcy kościołów budowanych od drugiej połowy XX wieku czuli ciężar oskarżeń pod adresem renesansu czy baroku, którym zarzuca się przepych, wydawanie pieniędzy na sztukę zamiast na biednych. Postanowili więc przeprowadzić eksperyment, zgodnie z którym nowe kościoły miały wyglądać na ubogie, skupiać się tylko na podstawowej funkcji, czyli być miejscem, w którym ludzie mogą razem się zebrać. Swoją drogą, te świątynie często tylko wyglądają na niedrogie. Myślę, że był to nieudany eksperyment. Tak, Jezus urodził się w stajni i umarł na krzyżu, ale potem zmartwychwstał w pełni chwały i siedzi po prawicy Ojca. Ludzie potrzebują czasami zobaczyć i poczuć także tę chwałę.

Współczesna publika potrzebuje nowego Michała Anioła, nowego Caravaggia?

Na pewno potrzebuje budynków, po których widać, że komuś zależało, kiedy je tworzył. Nie trzeba kopiować Caravaggia, to może być piękna mozaika, która wymagała czasu i włożenia wysiłku w jej powstanie. Co do nowoczesności, muszę przyznać, że jeszcze nie widziałam, żeby ktoś modlił się przed abstrakcyjnym dziełem sztuki.

 

Odbudowa Notre Dame zgodnie z różnorodnym społeczeństwem?

Porozmawiajmy o katedrze Notre Dame. Słowa prezydenta Francji o tym, że powinna być odbudowana w sposób zgodny z nowoczesnym, różnorodnym społeczeństwem wywołały u wielu uzasadnione obawy.

Mam wrażenie, że przebudowywanie kościołów w sposób zgodny z nowoczesnym, różnorodnym społeczeństwem, nie jest niczym nowym. W czasie rewolucji francuskiej Notre Dame zmieniono przecież na świątynię boga-rozumu. Już opublikowano wiele artykułów spekulujących, jak będzie wyglądała odbudowa, także tych zawierających pomysły dobudowania minaretu lub wstawienia szklanego dachu.

Pojawia się wiele obaw, ale widzieliśmy też obrazy dające nadzieję…

Cały świat siedział przyklejony do telewizorów oglądając to, co się działo. Dla milionów ludzi wcześniej Notre Dame była dla tylko popularnym tłem na Instagramie, a nagle wszyscy czuli strach o jej dalszy los. Patrzyli na księdza ryzykującego życiem, aby wynieść z płomieni Najświętszy Sakrament, na ludzi klęczących i modlących się na ulicach. Oni modlili się wspólnie, choć obok szalał pożar. Tak właśnie wygląda Kościół jako Ecclesia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail