Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
Styl życia

Po wypadku nie umiała pisać ani czytać... Jak zmieniło się jej życie? [wywiad]

WYPADEK ROWEROWY

Kzenon | Shutterstock

Agnieszka Huf - publikacja 30.06.19

Kiedy obudziła się po kilku dniach śpiączki, nie potrafiła pisać ani czytać. O tym, że niemożliwe staje się możliwe, płaczących niewiastach i św. Ricie, która działa z kalendarzem w ręku opowiada Aleksandra Nieć, psycholog i nauczyciel.

Agnieszka Huf: 20 lipca 2016 roku dzieli twoje życie na dwie części. Co było przed?

Aleksandra Nieć: Tak, jak u wszystkich – codzienne życie… Pracowałam w przedszkolu jako psycholog i wychowawca, spędzałam w pracy mnóstwo czasu, ale dawało mi to satysfakcję. W wolnych chwilach sporo jeździliśmy na rowerach – śmialiśmy się z mężem, że poniżej 50 km nawet nie opłaca się wyciągać ich z piwnicy. No i staraliśmy się o dziecko, ale mimo prób leczenia nie udawało się.

A potem przyszedł TEN dzień…

Dzień jak co dzień – praca, sprawy na mieście. Planowaliśmy pojechać rowerami na Ukrainę, więc załatwiałam paszport. Pod wieczór przyjechaliśmy z mężem do moich rodziców – ja na rowerze, on samochodem. Umówiliśmy się, że za kwadrans spotkamy się pod domem i pojedziemy razem na ukochane rowery.

Do domu nie dotarłaś…

Pamiętam, jak Adrian mijał mnie samochodem. Resztę znam tylko z opowiadań. Kiedy dojeżdżałam do taksówki zaparkowanej na postoju, kierowca otworzył drzwi. Uderzyłam w nie z taką siłą, że wyrwałam je z zawiasów, a sama spadłam z roweru i uderzyłam tyłem głowy o asfalt.

Co było dalej?

Dalej było działanie Opatrzności. Okazało się, że obok przechodziła akurat emerytowana lekarka i udzieliła mi pierwszej pomocy. Przede wszystkim kazała się nie ruszać, bo wstałam i chciałam jechać dalej, powtarzałam w kółko, że muszę wsiąść na rower. Ale jednocześnie nie umiałam powiedzieć, jak się nazywam… Dlatego ta lekarka wzywając pomoc, powiedziała, że będzie potrzebny śmigłowiec, bo prawdopodobnie mam uraz mózgu.

Ktoś inny pewnie by uznał, że skoro ruszam się i mówię, to nic mi nie jest… Przyjechała karetka i uśpili mnie, bo ciągle się wyrywałam. Obudziłam się dopiero sześć dni później – wcześniejsze próby wybudzania nie przyniosły efektu. Moim bliskim powiedziano, że nie ma pewności, że przeżyję.

Obudziłaś się i…?

Zobaczyłam, że pokój jest przechylony i zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że ludzie chodzą i nie spadają. Potem, kiedy zauważyłam całą tę aparaturę, to w pierwszej chwili miałam taką myśl „Kurcze, czy ja nie jestem w jakimś programie telewizyjnym, bo to wygląda jak wyświetlacz z Familiady”. Zero logicznego myślenia.

Poznawałaś ludzi?

Tak, Adriana poznałam od razu i natychmiast wyznałam mu miłość. Pamiętałam, jak się nazywam, znałam swój numer telefonu, wydawało się, że nie jest źle.

Kiedy zobaczyłaś, że nie jest tak różowo?

Pielęgniarka zabrała mnie do psychologa na test mini-mental. „Fajnie”, pomyślałam, „to taki prosty test, który się robi osobom starszym”. Znam go, sama przecież jestem psychologiem. Ale na tym teście okazało się, że nie potrafię podać dzisiejszej daty, nie umiem czytać ani pisać. Miałam narysować zegar – okazało się, że w ogóle nie umiem ogarnąć koncepcyjnie tego zegara, nie umiałam trafić w tarczę… Chciałam napisać swoje nazwisko, a wychodziły jakieś bazgroły.

Miałaś 28 lat, skończone dwa kierunki studiów, a nie potrafiłaś się podpisać… Bałaś się?

Nie, wtedy to było raczej takie przybicie – myślałam, że przecież powinnam coś umieć, a nic mi nie wychodzi. Zrozumiałam, co czują moje dzieciaki w przedszkolu, kiedy wymagam od nich czegoś, co moim zdaniem powinny już potrafić, a one nie umieją. Strach przyszedł po wyjściu ze szpitala.

W jakim stanie wróciłaś do domu?

Na szczęście na skutek wypadku nie straciłam wiedzy, pamięci – poznawałam ludzi, pamiętałam to, czego się uczyłam. Ale nie umiałam ogarnąć systemu znaków – litery czy cyfry były dla mnie zupełną abstrakcją. Poza tym miałam problem z równowagą, idąc nie trafiałam w drzwi, nie potrafiłam sięgnąć po szklankę stojącą na stole, miałam wrażenie, że w mojej głowie toczy się osobne życie. No i do tego diagnoza – zespół otępienny.

Co ona oznacza?

Dla mnie wtedy oznaczała przede wszystkim, że nie będę mogła pracować. Zaczęłam się bać, że trafię na rentę, całe życie będę siedzieć w domu. Znajomi przychodzili i mówili – fajnie ci, zostaniesz na rencie, nie będziesz musiała pracować. Ale nie po to kończyłam dwa kierunki studiów, żeby jeszcze przed 30-tką zamknąć się w czterech ścianach!

Taka świadomość to prosta droga do depresji…

Zaczęłam myśleć, że źle się stało, że przeżyłam ten wypadek. Bo skoro teraz nie mogę nic obok siebie zrobić, jestem ciężarem dla innych, światu jestem zupełnie nieprzydatna, to lepiej byłoby, gdybym zginęła. Ale potem zaczęłam walczyć o sprawność.

Co robiłaś?

To, co moje dzieci w przedszkolu – rozwiązywałam łamigłówki dla kilkulatków, próbowałam czytać nagłówki z gazet. Potem doszłam do krzyżówek, a kiedy udało mi się przeczytać książkę, to była wielka radość. Zaparłam się, że wrócę do pracy przed upływem pół roku, choć wydawało się, że to niemożliwe. Ale każdego dnia było odrobinę lepiej.

Udało mi się wyjść z domu, potem przejść dookoła bloku. Kiedy wreszcie opanowałam trasę do kościoła, zaczęłam chodzić codziennie na mszę. Czułam, że wracam do sprawności, ale lekarze twierdzili, że ciągle nie jest dobrze. Więc ja pracowałam jeszcze mocniej, ćwiczyłam z psychologiem i sama w domu. I udowodniłam wszystkim, że niemożliwe jest możliwe: wróciłam do pracy.

Pół roku po wypadku?

Trzy dni wcześniej!

Co przez te pół roku było najtrudniejsze? Strach, niesprawność?

Trudne były spotkania z ludźmi. Bo ja cieszyłam się najdrobniejszymi sukcesami, a znajomi przychodzili i na mój widok zaczynali płakać. W domu co chwilę pojawiały się płaczące niewiasty… Goście skupiali się na sobie i swoich emocjach, dzielili się swoimi przemyśleniami, niepewnością, i tą niepewnością zarażali. To odbierało mi nadzieję, że będzie dobrze.

Dobijały mnie komentarze: dobrze, że w zeszłym roku pojechaliście na fajne wakacje, przynajmniej macie wspomnienia, bo teraz… Więc ja żyłam w przekonaniu, że nic dobrego mnie już nie spotka. A potem ludzie całkiem zniknęli. Pierwszy okres po powrocie ze szpitala to był „miodowy miesiąc”- drzwi się nie zamykały, każdy chciał zobaczyć tą, co leciała śmigłowcem LPR. Ale po paru tygodniach zainteresowanie opadło, a ja zostałam sama na 37 metrach mieszkania, bo Adrian musiał wrócić do pracy.

I wtedy na scenę wkroczyła św. Rita?

Kilka miesięcy po wypadku wróciła myśl o tym, że bardzo chcielibyśmy mieć dziecko. Zaczęłam modlić się właśnie do Rity, chodziłam na nabożeństwa jej poświęcone. Kolejne z tych nabożeństw wypadło w przeddzień pierwszej rocznicy wypadku.

Poszłam do kościoła zdołowana, podeszłam do konfesjonału i zaczęłam opowiadać o wszystkim, co się stało – skarżyłam się, że nie wiem, po co przeżyłam, skoro i tak nie mogę mieć dziecka, że wszystko jest inaczej, niż bym chciała i że moim największym grzechem jest kompletne niezadowolenie z życia.

A ksiądz zamiast głaskać mnie po głowie i litować się, jaka to ja jestem biedna, stwierdził: dzisiaj jest nowy dzień, zapomnij o tym, co było, bo teraz wszystko się zmieni. Krótko i na temat. Po nabożeństwie wróciłam do domu w lepszym nastroju, a po kilku tygodniach okazało się, że jestem w ciąży. Natalka poczęła się prawdopodobnie tej samej nocy. A teraz pod moim sercem mieszka kolejny członek naszej rodziny.

Obraziłaś się na rowery?

Zdecydowanie nie – działam w Gliwickiej Radzie Rowerowej, chciałabym, żeby moje miasto było bardziej przyjazne dla rowerzystów. Namawiamy firmy, żeby budowały parkingi dla rowerów, robimy rajdy rowerowe dla szkół i przedszkoli. Staramy się o budowę kolejnych dróg rowerowych – gdyby na trasie, którą wtedy jechałam, była taka droga, to pewnie nic by się nie stało. Kto wie, może mój wypadek był potrzebny, żeby ktoś inny był bezpieczniejszy?


Acidente SC-418 resgate casal

Czytaj także:
Jego rodzice mieli wypadek. Uratował ich, bo zaufał swojej intuicji


RÓŻANIEC ROWEROWY

Czytaj także:
Przez odmawianie różańca na rowerze prawie spowodował wypadek. Tak wpadł na pomysł


RADOSŁAW PAZURA

Czytaj także:
Radosław Pazura: Bezdomność mogła grozić także mi [wywiad]

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
wypadekzmiana
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail