Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Warto zrozumieć swoją złość

ZŁOŚĆ
STUDIO GRAND WEB | Shutterstock
Udostępnij

W języku angielskim istnieje pojęcie „zarządzanie złością” (anger management). Może dlatego, że często, gdy myślimy o złości, od razu uruchamia się nam przekonanie, że to coś, co potrzeba i wystarczy „kontrolować” (i wtedy chodzi nam o niepożądane wielkie wybuchy gniewu). A tymczasem ze złością nie da się zrobić nic, dopóki się jej nie zrozumie.

Wczesny system ostrzegania

Ze złością można sobie radzić wtedy, kiedy się pojawia, nie zaś wówczas, gdy już przybrała na sile. To jak z dziurą w łódce – jeśli woda wlewa się małą szparką, można się zastanowić, co się stało, skąd wpływa, gdzie znaleźć narzędzia, by naprawić przeciek. Jeśli zaś dochodzi do zderzenia z górą lodową, która rozryje całą burtę, to żadne plasterki już nie pomogą. Z gniewem jest podobnie, chociaż porównałabym go raczej do słodkiej wody ze strumyka, która przychodzi z ważnymi informacjami, niż do morskich fal, które należy trzymać zawsze za burtą.

Wybuchamy zresztą także dlatego, że boimy się złości i nie chcemy jej. Nie umiejąc z nią sobie radzić, wiemy, że gdy puka do drzwi, zwiastuje same kłopoty. Tymczasem złość, gdy się pojawia, prosi o akceptację. „Tak, gniewam się”. To właśnie wtedy, gdy odbieram pierwsze sygnały z ciała – napięcie, dyskomfort, podniesione ciśnienie, ból głowy itd. – jest czas na:

– nazwanie dla siebie i w sobie tego, co czuję;

– zrozumienie, skąd to przyszło (o jakiej potrzebie mówi mi mój gniew?);

– szukanie rozwiązań, które pomogą mi ochłonąć, znaleźć sposób zaopiekowania potrzeb swoich i innych ludzi, zakomunikować swoje pomysły albo decyzje otoczeniu – bez użycia całej językowej aparatury, jaką gniew łatwo podpowiada.

 

Zrozumieć swój gniew

Żeby zrozumieć swój gniew, potrzebujemy co najmniej kilku rzeczy. Spojrzenia na własną historię i znalezienia w niej miejsc, gdy zostaliśmy szczególnie zranieni, ale gniew pozostał zamrożony i nigdy nie dotarł do naszej świadomości. Mogły to być wszelkie sytuacje poniżania, pomijania, ignorowania, przemocy, jakiej doświadczaliśmy jako dzieci – i nie mogliśmy opowiedzieć o tym, jak wielką rodzi w nas złość to, że czujemy, iż nie zasługujemy na miłość. Często dorosła złość nie jest reagowaniem na to, co się dzieje teraz, ale na to, co nam się przypomina, a co nadal jest w nas kumulacją raniących wspomnień z dzieciństwa i dorosłości.

Pomaga też w opiekowaniu się swoją złością, gdy uświadamiamy sobie swoje rozmaite destrukcyjne przekonania na temat tego, co człowiek „musi” i „powinien”, a które sprawiają, że przeżywamy siebie jako osoby, które sobie nie radzą, nie spełniają oczekiwań, są w jakimś sensie gorsze „niż wszyscy”. Taki oskarżyciel, zainstalowany w naszych głowach, trzyma nas w nieustannym napięciu, które trzeba będzie jakoś odreagować na otoczeniu, jeśli nie zacznie się z nim gadać i kwestionować jego słów.

Gniew często ma także swoje źródło w lęku – i bywa reakcją obronną, by nas ocalić przed zagrożeniem. Gdy gniewam się na dzieci, że się gdzieś spóźniamy, mogę się bać, że ktoś pomyśli o mnie, że jestem niezorganizowanym rodzicem. Kiedy żona krzyczy na męża, który się spóźnia – boi się, że jest dla niego kimś nieważnym. Kiedy ojciec złości się na dzieci, że nie słuchają jego „rozkazów”, boi się utraty wpływu i sprawczości (nie mając świadomości, że lepiej wzajemnemu wysłuchaniu służy budowanie więzi i współpracy niż „kazanie komuś coś zrobić”).

Kiedy wściekam się, że ktoś mi coś zniszczył, boję się, że już tego nie odzyskam, nie kupię, nie znajdę, nie będzie mnie stać. Trudniej jest zaopiekować się swoim lękiem niż złością, która go przykrywa. Tych uczuć może być zresztą więcej – wstyd i poczucie winy także powodują w nas złość. Łatwiej jest się wściekać – na siebie samego albo innych – że wystawiliśmy się na pośmiewisko, niż sobie współczuć.

Gdy złość do nas przychodzi, warto ją akceptująco przywitać. A potem zaopiekować się tym, co o mnie mówi. Pooglądać, co się stało, o co mi chodziło, co mi ta sytuacja przypomina. Czego się boję, wstydzę albo za co czuję się winny? Co mogę zrobić, z kim porozmawiać, co powiedzieć i jakie decyzje podjąć, by poczuć się lepiej, by móc pójść dalej? I potrzeba to wszystko zrobić wcześnie, bo im dłużej zwlekamy, tym bardziej złość narasta.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail