Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Gniew, który chroni przed bólem

GNIEW
Christian Fregnan/Unsplash CC0
Udostępnij

Kiedy uderzymy się niechcący w jakieś wrażliwe miejsce – piszczel, łokieć, mały palec u nogi – zdarza się, że klniemy. Taki paradoks, że boli nas, a jesteśmy wściekli. Podobne doświadczenia mogą mieć ci, którzy próbowali pomagać rannemu zwierzęciu. Może ono pogryźć. Gniew ma taką ważną funkcję, że chce nas ochronić przed bólem. I czasem to dobra strategia, a niekiedy potrzebujemy czegoś zupełnie innego.

Wściekłość, gdy boli

Ta wściekłość, gdy boli, przydaje się, by ochronić siebie i bliskich przed realnym zagrożeniem. Kiedy ktoś nastaje na moje życie – albo życie drugiego człowieka – złość spowoduje mobilizację potrzebną do samoobrony.

W wielu jednak sytuacjach, gdy niczyje życie nie wisi na włosku, gniew podsuwa nam rozmaite strategie bronienia siebie, by ból do nas w ogóle nie dotarł. By czyjeś raniące słowo albo zachowanie zatrzymać w bezpiecznej odległości od siebie. By lecący w stronę naszych wrażliwych miejsc pocisk odrzucić z powrotem do tego, kto go w naszą stronę wystrzelił. A jednak to nie bardzo pomaga, mimo że wydaje się możliwe. Dlatego że ta kula już dawno nas zraniła.

Brené Brown w Darach niedoskonałości wspomina, że gdy zamieściła kiedyś na swoim fanpage’u bardzo zwykłe zdjęcie upamiętniające wyjście z przyjaciółką, otrzymała pełen oburzenia e-mail, że jak ona mogła. Jak mogła takie brzydkie zdjęcie siebie wrzucić do sieci. Autorka w pierwszym odruchu napisała pełną złośliwości retorsję, której jednak nie wysłała. Zamiast tego usiadła i pozwoliła, by te raniące słowa wpadły do jej serca. I zaczęła płakać. Zadzwoniła potem do innej przyjaciółki, by się wyżalić. Jej odpowiedź na hejt nigdy nie ujrzała światła dziennego.

 

Blisko siebie

Nie tak dawno w lipcowych czytaniach powróciła historia Józefa, wrzuconego przez braci do studni, a potem sprzedanego Egipcjanom. Kiedy Józef spotyka ich ponownie – w zupełnie już innym kontekście, bo z powodu klęski głodu przybywają do Egiptu kupić zboże z dworskich spichlerzy – mimo że ma władzę i wpływ, nie podejmuje odwetu. Spotkanie, w którym bracia go nie poznają, kosztuje go ogromnie wiele. Rozmawiają przy nim w języku, który przecież zna, o tym, co mu zgotowali. Księga Rodzaju podaje, że Józef „odszedłszy od nich” – „rozpłakał się”.

Wbrew pozorom ten płacz, który wydarza się, gdy pozwolimy sobie poczuć swój ból, nie jest odwróceniem się od siebie. Nie jest zdradą siebie ani pozwoleniem, by inni sprawiali nam przykrość czy postępowali niegodziwie. Jest dokładnie czymś odwrotnym: to sposób, by stanąć bardzo blisko siebie i przy sobie. Przy tym wrażliwym miejscu, które zostało zranione. „To strasznie przykre”. „To naprawdę boli”. „Jest mi tak ogromnie smutno”. Ma wielki sens w takim momencie naprawdę zająć się sobą, a nie drugim, który nas skrzywdził. Zresztą najczęściej mamy naprawdę niewielki wpływ na to, co inni robią albo myślą i tak zwane „nawrzucanie” komuś ani nas nie uleczy, ani nie sprawi zmiany.

 

Niezaspokojone potrzeby

Ma też wielki sens przyjrzenie się temu, jakie moje potrzeby nie zostały zaspokojone. Jeśli ktoś mnie źle ocenił – jaka stoi za tym ważna potrzeba, że nie chcę, by mnie oceniano? Potrzeba wspólnoty, akceptacji? Jeśli zdradził przyjaciel – potrzeba przynależności, bezpieczeństwa?

Nasza cywilizacja dawno wysłała smutek na banicję. I czyni to nie tylko popkultura, ale także wykrzywione interpretacje chrześcijaństwa, w których człowiek wierzący „jest zawsze radosny”. Te koncepcje też próbują dać patent na nieczucie bólu i odbierają prawo do pełni człowieczeństwa. Tymczasem smutek odkrywa naszą wrażliwość, potrzeby i głębiny naszego jestestwa.

 

Przeżyć ból

Warto spróbować przeżyć swój ból. Zaczekać, zanim zareaguję. Być ze sobą tyle, ile potrzebuję. Poszukać wsparcia kogoś, kto umie empatycznie wysłuchać mojego żalu, gniewu czy zawstydzenia, aż do momentu, gdy ujrzę pełnię stojących za nimi potrzeb. „Chciałem być kochany”. „Chciałam być ważna”. „Chciałem zostać wzięty pod uwagę”.

Nie zawsze oznacza to, że zaniechamy informacji zwrotnej. Zrobimy to wtedy jednak językiem, który łatwiej jest zrozumieć od gniewnej riposty. „Boli mnie to, co czynisz”. „Nie być tak traktowany”. „Nie zgadzam się”. „Proszę cię o…”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail