Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Niewiele brakowało, by Notre Dame runęła. „Strażacy ryzykowali wszystko”

Udostępnij

Pożar francuskiej katedry Notre Dame z 15 kwietnia mógł być tragiczny w skutkach. Jak wynika z ustaleń podczas śledztwa, gaszący go strażacy wiele ryzykowali. Nie wiedzieli, czy wrócą…

Jak ujawnił „New York Times”, niewiele brakowało, by pożar Notre Dame z 15 kwietnia skończył się zawaleniem katedry. Bez odwagi, a nawet brawury ekip strażaków, którzy przyjechali go gasić, 850-letnie mury świątyni mogły legnąć w gruzach.

 

Notre Dame: niewiele brakowało, by katedra runęła

Ekipa „NYT”, bazując na zapisach z czujników dymu, prześledziła postęp pożaru katedry. Wybuchł on na strychu, gdzie stare drewniane belki podtrzymywały dach. Trwające śledztwo nie wskazało jednoznacznej przyczyny, ale wiek drewna i jego suchość, w połączeniu z faktem, że w Notre Dame miał zostać zamontowany system przeciwpożarowy, pozwala sądzić, że ​​na strychu świątyni mogło rozpętać się prawdziwe piekło. Ostatecznie dach spłonął, podobnie jak iglica. Szczęśliwie większa część skarbca ocalała, podobnie jak ściany i słynne witraże.

Tym, co niepokoiło funkcjonariuszy straży pożarnej, był fakt, że pożar skumulował się w północnej wieży kościoła. Wielkie dzwony podtrzymywały drewniane ramy, gdyby one runęły, mogłoby to spowodować upadek murów katedry.

Straż pożarna przybyła na miejsce po pół godzinie od odnotowania pożaru, dlatego możliwości podejmowania decyzji były mocno ograniczone. Według gazety fakt, że Notre Dame nadal stoi, to jedynie efekt ogromnego ryzyka, jakie w kolejnych godzinach pożaru podejmowali strażacy.

 

„Strażacy wchodzący do Notre Dame nie byli pewni, czy wrócą”

Po upadku iglicy i uznaniu, że pożar na strychu wymknął się spod kontroli, Jean-Claude Gallet, szef paryskiej straży pożarnej, powiedział komendzie policji, że kieruje brygady do opanowania pożaru północnej wieży.

Wtedy stało się jasne, że niektórzy strażacy wchodzący do katedry, nie mogą być pewni, czy z niej w ogóle wrócą – powiedział Ariel Weil, burmistrz IV dzielnicy stolicy Francji, w której znajduje się Notre Dame.

Zasugerowano, by strażacy najpierw weszli do wieży południowej, tam podłączyli dodatkowe węże, dzięki którym ciśnienie wody byłoby większe, a następnie stamtąd udali się do płonącej wieży północnej. „To była strategia wysokiego ryzyka…” – komentują rozmówcy gazety.

Strażacy mieli świadomość niebezpieczeństwa, wchodząc do północnej wieży, tymczasem sytuacja jeszcze się pogorszyła. „Początkowo nie chcieliśmy tam wchodzić, nie byliśmy pewni, czy będziemy mieć drogę ucieczki” – wspominał jeden ze strażaków.

Grupa strażaków z sąsiedniej dzielnicy odmówiła wzięcia udziału w tej akcji, ale inny zespół podjął ryzyko. Strażacy przebili się przez bramę, weszli do północnej wieży, zobaczyli ściany i podłogę w ogniu. Wspięli się po schodach na wysokość dzwonów. Stamtąd mogli gasić płomienie. Jeden z nich omal nie spadł ze schodów, ale wkrótce pożar był już pod kontrolą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail