Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wyspa mnichów i fanów „Gwiezdnych wojen”? Skellig Michael! [zdjęcia]

WYSPA SKELLIG
fot. Tomasz Grodecki
Udostępnij

Skellig Michael to jedyne miejsce, w którym katoliccy pielgrzymi spotykają na swej drodze fanów… „Gwiezdnych wojen”.

Zakończenie siódmej części kosmicznej sagi odcisnęło piętno na irlandzkiej wyspie. Od teraz to nie tylko kraina mnichów, ale i… Rycerzy Jedi. Każdego roku ponad 15 tysięcy turystów odwiedza ten osobliwy zakątek globu w poszukiwaniu Boga, piękna natury oraz scenerii, które mogliśmy podziwiać jako planetę Anch-To w ostatnich odcinkach galaktycznej epopei.

Nic dziwnego, że to akurat na Skelligu Luke Skywalker urządził swoją kryjówkę. Wyspa ta jest równie piękna, co niebezpieczna. Tajemnicza i nieokiełznana. Jak dowiedziałem się od jednego z żeglarzy, wycieczki bywają odwołane ze względu na nieprzyjazne warunki pogodowe. A te zdarzają się nad wyraz często.

Kliknij w galerię, aby zobaczyć zdjęcia ze Skellig Michael

 

Skellig Michael – kraina mnichów i fanów „Gwiezdnych wojen”

Między VI a XII wiekiem Skellig Michael służył za schronienie dla katolickich pustelników. To właśnie tutaj odcięci od świata zakonnicy oddawali się kontemplacji, szukając Boga i harmonii. By przetrwać, duchowni musieli polować, dbać o zasoby wodne oraz budować kamienne igloo. Niejednokrotnie bronili się przed najazdami wikingów. Wszystko to, aby być bliżej Boga.

Wypłynęliśmy z przystani w Portmagee. Moją wyobraźnią zawładnął widok Luke’a wyciągającego z wody monstrualne ryby, a w nasz kuter raz po raz uderzały masywne fale. Bryza morska była wręcz wyczuwalna na języku. Okulary niemal całe okryły się solą, zaś szyper dzielnie walczył z potęgą oceanu. Po godzinnej żegludze dotarliśmy do celu.

Little Skellig okazał się nie taką małą wysepką, jak wskazywałaby nazwa. Gigantyczne skały są siedliskiem tysięcy morskich mew. Ten zapierający dech w piersiach widok przypomniał mi sceny z Parku Jurajskiego. A przecież był to dopiero początek podróży

 

„Nie spotkałem Luke’a Skywalkera czy Yody, ale poczułem boską potęgę”

Cała przygoda rozpoczyna się od kultowych schodów Jedi. Sześciuset, o ile dobrze pamiętam. Po długiej wspinaczce naszym oczom ukazuje się pradawny klasztor składający się z kaplicy św. Michała Archanioła, oratoriów, mieszkalnych cel, cmentarza oraz kuchni. Na Skelligu nie znajdziecie naturalnego źródła wody pitnej – mnisi wykazali się nie lada kreatywnością, tworząc m.in. mechanizm zbierający deszczówkę. Poza tym wędzili i konserwowali ryby, a także prowadzili własne uprawy. Całkiem nieźle, jak na grupę duchownych.

Obecnie wyspę zamieszkują porgi… tzn. maskonury zwyczajne, które posłużyły za inspirację dla milusińskich ptasząt znanych z Epizodu VIII. Końcówka lipca to ostatni moment na spotkanie owych stworzonek. Chwilę potem wylatują do ciepłych krajów.

Wycieczka na Skellig Michael jest idealną propozycją zarówno dla wierzących, jak i tych, którzy dopiero poszukują Boga. Fauna i flora wyspy, nieskażone ręką człowieka, porażają swoim pięknem niczym pioruny z palców Imperatora. W trakcie wyprawy może nie napotkałem na swojej drodze Luke’a Skywalkera ani mistrza Yody, ale miałem uczucie boskiej potęgi, która dotknęła tego miejsca. Moc jest silna na Skellig Michael.

PS: Miejcie na uwadze, że lokalni operatorzy oferują dwa typy wycieczek – eco i landing. Eco tour polega na okrążeniu Little Skellig oraz Skellig Michael i kosztuje ok. 40 euro. Landing tour z kolei pozwala dodatkowo zwiedzić tę drugą wyspę (koszt oscyluje w okolicach 80-100 euro, ale, uwierzcie mi, naprawdę warto). Jeżeli mielibyście w planach wyprawę na Skellig, zachęcam do rezerwacji miejsca nawet pół roku wcześniej (chyba, że poszczęści się wam jak mojej załodze i odnajdziecie wolny kuter w porcie).

PS2: W hrabstwie Kerry nie odbywają się niedzielne msze popołudniowe.

Czytaj także: Nad morze? Może do Rumunii?

Czytaj także: 12 twarzy i 12 historii z Ziemi Świętej [piękne zdjęcia!]

Czytaj także: Baba Lena, czyli kobieta – petarda. Ma 91 lat i zwiedza świat w pojedynkę

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail