Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Oddała własne oczy chłopcu, który stracił wzrok i słuch. Helena Hoffmann, czyli bł. Maria Dulcissima

MARIA DULCISSIMA HOFFMANN
Udostępnij

Janek miał być kaleką i stracić rozum. Został jednak tłumaczem literatury angielskiej i polskiej.

Helena Hoffmann urodziła się 7 lutego 1910 roku w Zgodzie, dzisiejszej dzielnicy Świętochłowic. Z domu rodzinnego wyniosła głęboka wiarę i przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Zawsze pragnęła być blisko Jezusa i to było celem jej życia. Ukończyła Katolicką Szkołę Powszechną. 

Po śmierci taty to ona pomagała swojej mamie w prowadzeniu domu. Od dziecka była wątła, ale jednocześnie silna duchem. 

Po przyjęciu I Komunii Świętej w 1921 roku, któregoś dnia znalazła medalion z wizerunkiem św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Odtąd to ta święta stała się dla Heleny szczególnie ważna. Nawet podczas bierzmowania przyjęła imię Teresa. 

 

Pinezka podłożona pod obrus

Jeszcze w dzieciństwie Helena była związana ze Zgromadzeniem Sióstr Maryi Niepokalanej. Udzielała się w kościele parafialnym św. Józefa. Ale potrafiła też… płatać psikusy. 

Pewnego dnia słuchała jednego z kazań goszczącego w rodzinnej parafii rekolekcjonisty. Bardzo drażniło ją, gdy kapłan uderzał pięścią w ambonę. Postanowiła coś z tym zrobić. Gdy po raz kolejny duchowny pojawił się w kościele w Zgodzie, Helenka podłożyła mu pod obrus pinezki. Kapłan powiadomił o zaistniałym facie lokalnego proboszcza. Dziewczynka miała odpowiedzieć, że zrobiła to, bo w kościele mieszka Zbawiciel i takie zachowanie ze strony rekolekcjonisty nie było przyzwoite. 

 

Oddana woli Jezusa

Gdy Helena była nastolatką, wstąpiła do Sodalicji Mariańskiej. Coraz częściej myślała o tym, by wybrać życie zakonne. Została przyjęta do zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. W 1929 roku otrzymała habit i przyjęła imię Maria Dulcissima. Niestety, jeszcze przed obłóczynami lekarze zdiagnozowali u niej raka mózgu. Ona jednak prosiła pokornie Jezusa, by to On ostatecznie zdecydował o jej przyszłości, a ona przyjmie Jego wolę. 

W święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w roku 1932, utraciła pamięć i mowę. Zaczęły się u niej problemy z chodzeniem i towarzyszyły jej bardzo silne bóle głowy. Lekarze nie potrafili do końca wytłumaczyć, co jej właściwie dolega.

W Wielki Czwartek roku 1933 doznała paraliżu lewej ręki i częściowego paraliżu języka. Swoje cierpienia ofiarowywała za innych, szczególnie za wszystkich grzeszników. Pogarszał się jej także wzrok. Nie potrafiła się poruszać swobodnie. Doznawała również pokus szatańskich, którym stale się przeciwstawiała.

18 kwietnia 1935 roku złożyła śluby wieczyste. 

 

„Nieszczęście przyjdzie z Berlina”

Przewidziała wybuch II wojny światowej oraz śmierć Piusa XI, która według niej miała być początkiem niepokoju. „Nieszczęście przyjdzie z Berlina” – powtarzała. Tak też się stało. W marcu 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły do Czechosłowacji, a następnie także i do Polski. Miała dar widzenia dusz. 

W Środę Popielcową roku 1936 Dulcissima odczuwała silne bóle głowy oraz skurcze serca. Straciła przytomność, nie mogła swobodnie przełykać. Na jej ciele, na rękach, nogach, stopach pojawiły się stygmaty. Ona jednak gorąco prosiła Chrystusa, by nie były one widoczne na zewnątrz, by mogła je przeżywać wewnętrznie, w ścisłym zjednoczeniu ze Zbawicielem. Bóg wysłuchał jej modlitw.  

12 maja 1936 roku przyjęła swoją ostatnią Komunię Świętą. Zmarła 18 maja, mając jedynie 26 lat.

 

Oddała własne oczy 

Za jej wstawiennictwem wiele osób doznało cudownego uzdrowienia. Pewnego razu wraz z siostrą Lazarią odwiedziła małego chłopca tracącego wzrok. Przeszedł szkarlatynę i wdały się powikłania. Modliła się za niego i położyła ręce na jego głowie. Ofiarowała Bogu swoje oczy, byle tylko dziecko odzyskało wzrok i słuch. I rzeczywiście, Janek Darowski odzyskał utracone zmysły. W tym samym czasie s. Maria Dulcisima przestała widzieć. O tym fakcie na łamach „Gościa Niedzielnego” opowiadała siostra mężczyzny – Łucja Bugdoł. 

Janek miał być kaleką i stracić rozum. Został jednak tłumaczem literatury angielskiej i polskiej. I, jak relacjonuje „Gość”, przez wiele lat był ateistą. Jednak kiedy przebywał w szpitalu, po rozmowie z kapelanem, nawrócił się. Zmarł w 2008 roku. 

Siostrę Marię nazywano „Oblubienicą Krzyża” – taki tytuł wybrała sobie, wstępując do zakonu. Wielokrotnie powtarzała, że „trzeba być otwartym na Boga”. Ona zaufała Bogu do końca, w obliczu cierpienia zdała się na Jego wolę. 

Wielu mieszkańców Brzezia nie rozstaje się z grudką ziemi, która pochodzi z jej grobu. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1999 roku. Zakończenie diecezjalnego etapu procesu beatyfikacyjnego dokonało się w Brzeziu 18 maja 2019 roku. 

Korzystałam z: Grzegorz Fels, Pinezki Helenki. Historia Sługi Bożej Dulcissimy Hoffmann, „Egzorcysta” 11/2013; pch24.pl; katowice.gosc.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail