Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
wtorek 03/08/2021 |
Św. Lidii
home iconStyl życia
line break icon

1 sierpnia’44 urodziła syna. To, że przeżyli, do dziś uważają za cud…

NIEMOWLĘ, POWSTANIE WARSZAWSKIE

Wydawnictwo ZNAK

Agnieszka Huf - 01.08.19

Po wyzwoleniu wrócili do Warszawy. Po prawie roku do domu wrócił także Józek, ciężko ranny w ataku sowietów na ciężarówki z jeńcami wojennymi. Halina przeżyła z Józkiem 64 lata. Oprócz Stasia doczekali się jeszcze dwóch córek, Lidki i Halinki, potem pięciorga wnucząt.

Wody odeszły Halinie rano, chyba koło piątej. Poród był długi i trudny, jak to zwykle bywa z pierwszymi porodami. Koło 13:00 na świecie pojawił się mały Staś. Był 1 sierpnia 1944 roku, ulica Śliska na warszawskim Śródmieściu. Cztery godziny do Godziny „W”…

Przytulił żonę i wybiegł do Powstania

Dwie godziny później Józek – dumny tata – przytulił żonę i wybiegł do Powstania. Nie martwił się za bardzo – przecież wszyscy mówili, że walka potrwa dwa, może trzy dni. Potem wróci i zajmie się rodziną, zabierze ich na wieś. Póki co Halina została pod opieką swojej siostry i ojca. Już pierwszego wieczora dla wszystkich stało się jasne, że „dwa – trzy dni” to mrzonka, spadające na miasto bomby zapowiadały ciężką bitwę. Nie było wyjścia – trzeba było przenieść się do piwnicy. Ciemność, tłok… i pierwsza tragedia: Halina nie miała pokarmu. Potworny stres sprawił, że z jej piersi nie popłynęła ani kropla mleka. Karmiła więc syna kaszą, którą przelewała przez sito i podawała łyżeczką do buzi. Sama w gorączce, osłabiona po porodzie, marzyła tylko o łyku wody. Ale jej zdobycie graniczyło z cudem – krany i studnie były pod niemieckim ostrzałem. Tata ryzykując życie stał godzinami w kolejce, żeby przynieść choć rondelek.

Mijały dni i noce. W przerwach między bombardowaniami siostra Haliny biegała do mieszkania, przynosząc prześcieradła, poszewki, ścierki. Służyły jako jednorazowe pieluszki – nie było jak ich prać, więc brudne trzeba było wyrzucać. Do innych kawałków prześcieradła sypały odrobinę cukru, moczyły pakunek w wodzie i dawały chłopcu do ssania, żeby choć trochę oszukać głód. Halina nie wypuszczała syna z rąk. Za wszelką cenę chciała go ochronić, chociaż wiedziała, że tak naprawdę niewiele może. Śmierć z wycieńczenia albo zasypanie żywcem pod gruzami były tak bardzo realne… Nocami nie spała – budziła się co chwilę, żeby spojrzeć na syna. Staś nie płakał – był wycieńczony, nie miał na to sił. Ale żył, ciągle, mimo wszystkich okropieństw, smrodu, brudu i głodu – żył. Halina też żyła – choć lepiej chyba powiedzieć: wegetowała. Otępiała, obojętna na wszystko, co działo się wokół. Myślała tylko o Stasiu.

Wykończeni

Początkowo mogła liczyć na pomoc sąsiadów – wspierali, robili co mogli, żeby ulżyć młodej matce. Potem jednak każdy myślał już tylko o tym, żeby przeżyć. Ludzkie odruchy poszły w zapomnienie, każdy chciał ratować siebie. Ludzie na przemian przeklinali i modlili się. Byli wykończeni.

Gdy Staś skończył miesiąc, postanowili przedostać się do Józka, walczącego w okolicach Politechniki. Pozostanie w domu nie miało sensu – wypalone mury w każdej chwili mogły runąć. W deszczu i huku spadających bomb czekali na możliwość przejścia przez barykady na Alejach Jerozolimskich. Jakimś cudem udało się – dotarli w odległą część Śródmieścia i odnaleźli męża Haliny. Józkowi udało się umieścić rodzinę w jednym z mieszkań, ale po kilku dniach bombardowanie dosięgło i tę okolicę. I znowu piwnica, ciemność, zimno, głód… Halina zaczęła zazdrościć Józkowi – żołnierze walczący na barykadach mieli chwile wytchnienia, umilali sobie życie – organizowano nawet koncerty dla podniesienia morale. Ona walczyła bez najmniejszej przerwy, ze wszystkich sił walczyła, aby utrzymać Stasia przy życiu.

Kiedy Niemcy zaczęli metodycznie, budynek po budynku, wyburzać kolejne ulice, była przekonana, że to koniec. I wtedy zdarzył się cud. Bomba zrzucona na kamienicę, w której się ukrywała… nie wybuchła. Podobny cud przydarzył się Józkowi – bomba przebiła kilka pięter i zatrzymała się w jego pokoju.

Pod koniec września Halina była u kresu sił. Chwilami żałowała, że zrzucona na ich kamienicę bomba nie wybuchła – gdyby zginęła, nie musiałaby się już męczyć. Kłóciła się z Józkiem, ciągle pełnym zapału i wiary w powodzenie powstania. Kiedy przyszła wiadomość o kapitulacji, młoda mama ucieszyła się, co rozzłościło jej męża. On chciał nadal walczyć, za wszelką cenę. Ona wiedziała, że cena już była zbyt wysoka.

To, że żyją, to cud

Po kapitulacji Józek poszedł z kolegami do obozu jenieckiego. Halina ze Stasiem na ręku dotarła pieszo do Pruszkowa, skąd bydlęcymi wagonami wywieziono ich w okolice Koniecpola. Tam umieszczono ich u okolicznych gospodarzy. Trudy dwóch miesięcy powstania odbiły się na ojcu Haliny, który zmarł kilka dni po przybyciu na wieś. Zrozpaczona Halina została sama – siostrę już wcześniej odłączono. Wiedziała, że bez pomocy nie przetrwa. Przypomniało jej się, że rodzina Józka mieszka pod Grójcem. Wyruszyła – trochę furami, trochę pociągiem. W Grójcu spotkała ciotkę męża. Okazało się, że schroniła się u niej cała rodzina, w tym dziadkowie Stasia. Wreszcie byli bezpieczni…

Po wyzwoleniu wrócili do Warszawy. Po prawie roku do domu wrócił także Józek, ciężko ranny w ataku sowietów na ciężarówki z jeńcami wojennymi. Halina przeżyła z Józkiem 64 lata. Oprócz Stasia doczekali się jeszcze dwóch córek, Lidki i Halinki, potem pięciorga wnucząt. To, że przeżyli, do dziś uważają za cud…

Korzystałam z książki Anny Herbich „Dziewczyny z Powstania” (wyd. Znak 2014) oraz wywiadu z Haliną Wiśniewską, umieszczonego na stronie https://www.1944.pl/


MICHAŁ URBANIAK, JAZZ

Czytaj także:
„Mama wywiozła mnie z Warszawy dzień przed Powstaniem”. Muzyczny hołd Urbaniaka




Czytaj także:
Powstanie Warszawskie skończyło się 2 października?


ŁĄCZY NAS PAMIĘĆ

Czytaj także:
Co jest najważniejsze w życiu? Powstańcy Warszawscy odpowiadają

Tags:
historiapowstanie warszawskie
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
POGRZEB FRANKA
Redakcja
Pożegnali Franka – 7-letniego pielgrzyma. „Szedłeś do Matki...
2
FR MAXIMILIAN KOLBE
Katolicka Agencja Informacyjna
„Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”...
3
BEZDOMNY CESAR
Agencja I.Media
Całe życie był bezdomny, ale pochowano go po królewsku. W Watykan...
4
Mathilde de Robien
Jak podtrzymać ogień miłości? Prosta i skuteczna metoda
5
Arthur Herlin
Biblia, która wyłoniła się spod gruzów World Trade Center
6
DAWCA 5114
Joanna Operacz
Tatuaż z plemnikiem. Historia 36 dzieci poczętych z nasienia jedn...
7
Claudio de Castro
Jak zbawić swoją duszę w ostatniej chwili?
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail