Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Na zawsze pozostał synem piekarza z małego miasteczka”. Niezwykły film o Pavarottim

LUCIANO PAVAROTTI
EAST NEWS
Udostępnij

Jest rok 1995. W sercu amazońskiej dżungli światowej sławy artysta ubrany w dresowe spodnie daje niecodzienny występ przed garstką przechodniów. A może śpiewa sam dla siebie? Kim jest ten śpiewak słusznej postury, o urzekającym głosie, który – jak mawiał – „otrzymał w darze od Boga”? Wybitny tenor z Modeny to Luciano Pavarotti, bohater dokumentu oscarowego twórcy Rona Howarda.

Syn włoskiego piekarza od dzieciństwa marzył o lepszym życiu, zwłaszcza że muzyczne tradycje w rodzinie (żywe za sprawą ojca, tenora-amatora) były umiejętnie podsycane przez matkę. Niedoszły profesor muzyki zamienił jednak katedrę naukową na scenę operową.

Pavarotti wychowywał się w środowisku, gdzie opera stanowiła popularną rozrywkę i przemawiała do każdego. (…) Jedną z najpiękniejszych i najbardziej paradoksalnych cech Luciano była jego skromność. Był niezwykle dumny ze swoich osiągnięć, wiedział, jaką posiadał moc, jednak równocześnie zachował pokorę wobec muzyki oraz doceniał możliwość dotarcia do ludzi wywodzących się z różnych warstw społecznych – wyjaśnia Ron Howard.

 

Luciano Pavarotti – „tenor zwykłych ludzi”

Tylko on mógł nakłonić lady Dianę, by słuchała go, moknąc w deszczu, tylko on jeździł po świecie z własnym jedzeniem, wiadomo – Włoch! Pavarotti łączył w sobie z jednej strony niemal dziecięcą ufność, a z drugiej strony głęboką duchowość. Nie wypierał się swojej wiary katolickiej i chłopskiego pochodzenia, a posiadał ten nieuchwytny dar, który pozwala osiągnąć granice ludzkich możliwości.

Reżyser Ron Howard spotkał Pavarottiego dawno temu i, jak wielu, uległ jego czarowi. Zaciekawienie szybko przerodziło się w fascynację:

Z jednej strony był to rubaszny, beztroski facet, który cieszył się urokami życia, pozostając równocześnie skromnym. Z drugiej strony był to człowiek, który borykał się z ciemną stroną ogromnej popularności, z niebotycznie wygórowanymi oczekiwaniami i burzliwymi związkami – a temu wszystkiemu towarzyszyło poczucie odpowiedzialności, że powinien znaleźć sposób, aby wykorzystywać swój głos i swoje wpływy dla celów szlachetniejszych i trwalszych niż zwykła sława (…).

Dla mnie szczególnie ważne były wywiady z rodziną(…). To opowieść o wzlotach i upadkach, które wspólnie przeżywali (…). Luciano kochał muzykę. Kochał ludzi. (…) Im więcej się dowiadywałem, tym wyraźniej docierało do mnie, że Pavarotti był doskonałym przykładem kogoś, kto żył z pasją i pełnym poświęceniem dla tego, co kochał – wspomina Howard.

Pavarotti był nazywany „tenorem zwykłych ludzi”. Artysta, który sprzedał ponad 100 milionów płyt, chętnie angażował się w dzieła charytatywne. Dobroczynność – to było drugie hasło jego życia, drugi cel, realizowany w ramach projektu „Pavarotti i przyjaciele”. Może dlatego, że sam przeżył wojnę jako dziecko, tak chętnie gromadził fundusze na cele dobroczynne właśnie na rzecz dzieci.

 

„Pavarotti i przyjaciele”, czyli dobroczynność celem tenora

W latach 1992-2003 Pavarotti realizował projekt w swoim rodzinnym mieście – były to coroczne koncerty dobroczynne, z udziałem najbardziej znanych artystów. Pavarotti zaprzyjaźnił się z Bono z U2, czyli z kolejną ikoną filantropii. Na scenę zaprosił nawet samego Dalajlamę. Dochody z koncertów przeznaczano np. na działalność agencji ONZ zajmującej się uchodźcami czy brytyjskiej agencji działającej na rzecz pomocy dzieciom z krajów ogarniętych wojną.

Czasem przeszkadzała sława, ale wiedział, że może być ona narzędziem do większych celów. Jeden z najbardziej wzruszających momentów miał miejsce w 1991 roku. Wtedy spotkał księżną Dianę i to okazało się punktem zwrotnym w jego życiu. Jeszcze bardziej zaangażował się w filantropię.

Zaczął planować koncert na rzecz dzieci z Bośni w czasie, kiedy trwała tam wojna. Był zdeterminowany, aby zebrać jak najwięcej osób, które mogły coś zrobić. Bono opowiada, jak Pavarotti zaczął wydzwaniać do jego domu w Dublinie, nagabywać gosposię i wywierać na niego presję, aby napisał jakąś piosenkę na ten koncert.

„Bóg cię natchnie” – mówił do Bono, kiedy ten zmagał się z kryzysem twórczym. Krok po kroku udało się zrealizować cel. Spotkanie dwóch artystów przypieczętowało przyjaźń, która przetrwała do końca życia Luciano, zaś efektem współpracy był utwór pod tytułem „Miss Sarajevo”. Projekt „Pavarotti i Przyjaciele” okazał się wielkim sukcesem, a dzięki koncertom zebrano miliony nie tylko dla Bośni, lecz także dla ofiar wojny w Gwatemali, Kosowie, Bejrucie i Iraku. W 1998 roku Pavarotti został mianowany Posłańcem Pokoju ONZ, a w roku 2001 otrzymał Nagrodę Nansena za nadzwyczajne zasługi na polu zbierania funduszy i wolontariatu od Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców.

 

Pavarotti – na zawsze pozostał synem piekarza z małego miasteczka

Chociaż słynął z hojności i egalitaryzmu, jako człowiek był niejednoznaczny i złożony.

Zabierał makaron i ser do Chin. Podróżował z garnkami i patelniami, aby móc samemu sobie gotować. Ewidentnie widać, że chciał żyć prosto, nawet gdy był w trasie koncertowej, nawet kiedy wszystko wokół niego było wspaniałe, lecz chaotyczne. Na zawsze pozostał synem piekarza z małego miasteczka – mówił o nim reżyser.

Pavarotti, ojciec trzech córek z legalnego związku przez wiele lat uchodził za wzór statecznego ojca rodziny. Po latach jednak ten wizerunek został nadszarpnięty związkiem z młodszą o 35 lat Nikolettą. Owoc tego związku, Alice, nie dorastała jednak w ramionach ojca. Pavarotti zmarł, gdy dziewczynka miała zaledwie kilka lat. Druga żona borykała się z problemami zdrowotnymi, a w czasie kiedy poznała Luciano, wykryto u niej stwardnienie rozsiane. To jej jednak zawdzięczamy wiele informacji o popularnym tenorze. Jest ona również dyrektorem Muzeum Pavarottiego w Modenie. „Nicoletta prowadziła coś na kształt wideo-kroniki męża. Co jakiś czas przeprowadzała z nim wywiad” – opowiada Howard.

„Kim chciałbyś być zapamiętany jako tenor?” – pytała Luciano. Tu pada wyczerpująca lista informacji, która świadczy o zawodowym spełnieniu artysty. „Kim chciałbyś zostać zapamiętany jako człowiek?”. Zalega cisza…

Film dokumentalny „Pavarotti” można oglądać w kinach od 2 sierpnia. Serdecznie polecam.

Czytaj także: Bono – nie tylko świetny muzyk, ale też działacz na rzecz pokoju

Czytaj także: Freddie Mercury śpiewa o Jezusie? Tej piosenki Queen nie znasz!

Czytaj także: Pavarotti i Sting wspólnie wykonali hymn eucharystyczny

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail