Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak sobie radzić z toksycznym narzekaczem? 5 porad

unsplash.com
Udostępnij

Toksyczne narzekanie to przemoc. To używanie drugiej osoby do osiągnięcia własnego celu bez pytania jej o zgodę. Jeśli masz do siebie szacunek, nie musisz się na to godzić.

W moim poprzednim tekście ustaliliśmy, że słuchanie narzekania szkodzi jak bierne palenie i żeby nie wystawiać się na pewną zgubę, trzeba jak najszybciej wyeliminować kontakt z trucizną. Jak to jednak zrobić, żeby nie zerwać kontaktu z 90% społeczeństwa?

 

1. Rozróżnij, czy masz do czynienia z toksycznym narzekaniem

Nie każda opowieść o problemach, którą usłyszysz od znajomego będzie miała znamiona trucizny, dlatego nie należy uciekać od pierwszej lepszej osoby, która postanowiła ci się zwierzyć. W zdrowych relacjach to normalne, że jesteśmy z innymi nie tylko, kiedy tryskają radością, ale i gdy są w dołku i potrzebują wsparcia.

Osoba zachowująca się zdrowo od toksycznego narzekacza będzie różnić się jednak tym, że jej opowieść będzie zmierzała do rozwiązania. Malkontent zaś (którego jak ognia należy się wystrzegać) to ktoś, kto z narzekania czerpie perwersyjną przyjemność.

Jego narzekanie nie jest bowiem informowaniem o problemie i szukaniem wyjścia. To marudzenie będące celem samym w sobie. Zgrabnie podsumował to zjawisko Bernardo Stamateas w książce „Toksyczni ludzie” (którą akurat nieszczególnie polecam, ale anegdota jest całkiem ładna).

Pewna kobieta mówi: „Ależ chce mi się pić! Ależ chce mi się pić! Ależ chce mi się pić!”. Słyszy ją sąsiadka i podaje jej napój, a wtedy owa kobieta, wypiwszy go, mówi: „Ależ mi się chciało pić” (tłum. Barbara Sławomirska).

Osoba marudząca kompulsywnie wcale nie chce rozwiązać problemu, na który się żali, bo narzekaniem chce osiągnąć inne, ukryte cele. To najczęściej ktoś permanentnie niezadowolony z siebie, który obwiniając świat o swoje niepowodzenia, przynosi sobie chwilową ulgę.

Marudzenie może też pomagać mu usprawiedliwiać własną bierność wobec rzeczywistości. Łatwiej jest bowiem obwiniać świat o niespełnione marzenia niż przyznać samemu przed sobą, że winą jest własny lęk przed podjęciem działania.

Dla nałogowego narzekacza doskonałą pożywką będzie twoje zainteresowanie. Im bardziej zaangażujesz się w doradzanie mu, tym bardziej on będzie starał się cię przekonać, że z jego sytuacji nie ma wyjścia, podając kolejne kontrargumenty.

Nie będzie to równa rozmowa, wymiana poglądów, skojarzeń, podpowiedzi, a raczej przepychanka, w której poczujesz, że im bardziej się starasz, tym szybciej tracisz siły.

W efekcie energia zacznie sączyć się z ciebie jak powietrze z pękniętej dętki, a rozmówca będzie triumfował i narzekał wciąż na to samo.

 

2. Przekieruj rozmowę na konkrety

Dlatego właśnie w dialogu z malkontentem nigdy nie można mu pozwolić na poruszanie sznurkami. To trudne, bo przyjęcie jakiegokolwiek frontu może napędzić go do narzekania jeszcze bardziej.

Jeżeli przyznasz mu rację, utwierdzisz go w przekonaniu o jego nieszczęściu. Jeżeli zaś będziesz starał się mu uzmysłowić, że wyolbrzymia, wywołasz identyczny efekt, bo teraz to on będzie chciał przekonać ciebie, że się mylisz.

Jedyne, co możesz zrobić, to podrzucać konkretne pytania, które zweryfikują, czy narzekacz chce coś zrobić ze swoim kłopotem, czy marudzi dla samego marudzenia. „Co zamierzasz z tym zrobić?”, „Jak to widzisz?”, „Zastanawiałeś się już, jakie masz wyjścia z tej sytuacji?”. Postawiony przed takimi pytaniami będzie musiał zaproponować coś konstruktywnego.

 

3. Zmieniaj temat

Brzmi banalnie, ale to jeden ze skuteczniejszych (a zarazem subtelniejszych) sposobów na malkontenta. Za każdym razem, kiedy czujesz, że zabrnął za daleko, możesz zmienić temat, delikatnie nawiązując jednak do omawianego aktualnie.

Przykład 1: Ktoś narzeka na fatalną pogodę w Polsce. Możesz powiedzieć: „Nie dziwię się, że ciężko ci się do niej przyzwyczaić. Słyszałem, że byłeś na wspaniałych wakacjach na Malediwach. Opowiesz mi coś o tym?”.

Przykład 2: Koleżanka skarży się, że jej mąż jest strasznie zapracowany i zbyt rzadko bywa w domu. Powiedz: „Ale ty chyba też jesteś nieźle zajęta! Opowiesz mi o tych swoich zajęciach tanecznych, na które ostatnio zaczęłaś chodzić?”.

Zmieniając temat, zyskujesz szansę, że kolejny nie będzie aż tak bolesny dla rozmówcy, ale przede wszystkim sugerujesz, że przyjęty ton rozmowy ci nie odpowiada. Ważne zatem, żebyś w kontaktach z narzekaczem umiał przejąć kontrolę nad dialogiem.

 

4. Przebywaj z malkontentem w większej grupie ludzi

Unikanie kontaktu sam na sam z narzekającym jest nieodzownym ratunkiem przed znoszeniem jego zachowania. Mając sprzymierzeńców o wiele łatwiej będzie ci zwrócić uwagę komuś, kto marudzi, zmienić temat lub zignorować jego męczące uwagi. Poza tym też sam narzekający będzie czuł się mniej pewnie w towarzystwie większej ilości osób i nie będzie już tak odważnie psuł innym humoru.

 

5. Stawiaj granice albo uciekaj

Nałogowi malkontenci są różni, ale łączy ich fakt, że po każdej konfrontacji z nimi czujesz się fatalnie. Z rozmowy z jednym możesz wyjść z głębokim poczuciem bezsensu – inny będzie cię przekonywał, że ma dużo gorzej od ciebie, czym całkowicie unieważni twoje uczucia. Jeszcze inny wpędzi cię w poczucie winy, że za mało się dla niego poświęcasz.

Wszystkie dotkliwe skutki kontaktów z takimi osobami przywodzą na myśl jeden krótki wniosek: trzeba trzymać się od nich z daleka. Jednak mamy świadomość, że nie zawsze będzie to możliwe.

Dużo łatwiej jest wycofać się z relacji z kolegą czy z dziewczyną, z którą poszedłeś na tylko jedną randkę. Gorzej jednak kiedy malkontent to osoba, z którą dzielisz chociażby biurko w pracy.

Dlatego trzeba powiedzieć otwarcie: nie ma absolutnie nic złego w uprzejmym, ale stanowczym mówieniu, że czegoś sobie nie życzysz. Jeśli czujesz się źle ze względu na czyjeś zachowanie, jesteś nim obciążony, zmęczony, masz dość, nie radzisz sobie z dyskomfortem – zawsze, ale to zawsze masz prawo o tym powiedzieć. Ponieważ żadna uprzejmość, empatia czy chrześcijańskie miłosierdzie nie determinują cię do bycia pojemnikiem na czyjeś żale.

Toksyczne narzekanie to przemoc. To używanie drugiej osoby do osiągnięcia własnego celu bez pytania jej o zgodę. W dodatku w sposób perfidny, bo często z wykorzystaniem jej poczucia winy czy chęci pomocy – wszak osoba narzekająca stawia siebie w roli ofiary, która ma w życiu najgorzej. Jeśli masz do siebie szacunek, nie musisz się na to godzić.

Dbanie o swoje granice nigdy nie będzie oznaczać, że jesteś złym przyjacielem. Czasami wręcz przeciwnie – może się wręcz okazać, że taki kubeł zimnej wody pomoże narzekaczowi bardziej niż zapewnianie mu komfortu w zatruwaniu życia sobie i innym.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail