Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pochodzi z Indii, mieszka w Dubaju i propaguje kult św. Maksymiliana: ufać Niepokalanej bez limitu

ADORACJA W NIEPOKALANOWIE
fot. Małgorzata Cichoń
Udostępnij

Święty z Polski uczył o tym, by ufać Niepokalanej bez limitu, oddać jej wszelkie inicjatywy, trudności, rezultaty i owoce działań, bo wszystko jest możliwe z jej pomocą. Dla nas, którzy zawierzyliśmy się Maryi, św. Maksymilian jest kimś wielkim.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Amanda Pereira D’souza pochodzi z Indii, a mieszka na co dzień w Dubaju, największym mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To właśnie w tym muzułmańskim kraju poznała świętego z Polski, czytała jego teksty i tak jak on – zawierzyła swe życie Niepokalanej.

Małgorzata Cichoń: Poznałyśmy się w Muzeum św. Maksymiliana w Niepokalanowie, przy fotografii Franciszka Gajowniczka, ojca rodziny, za którego franciszkanin oddał życie. Amando, dobrze znasz tę historię. Skąd u ciebie zainteresowanie polskim świętym?

Amanda Pereira D’souza: Św. Maksymilian jest bardzo dobrze znany wśród tych, którzy są zawierzeni Maryi. Sama poznałam go dzięki mej relacji z Matką Bożą, bo on tak wiele o niej pisał. I znam też historię, jak oddał życie za drugiego człowieka. Słyszałam również o Niepokalanowie, miejscu poświęconym i dedykowanym Maryi, a także o Rycerstwie Niepokalanej.

Czytałaś w Dubaju teksty o. Maksymiliana?

Przeczytałam książkę „Aim higher! Spiritual and Marian reflections of St. Maximilian Kolbe” i modliłam się w oparciu o zawarte w niej refleksje św. Maksymiliana, a także korzystałam z jego 9-dniowej formuły przygotowania do oddania się Maryi i wielokrotnie ten akt później odnawiałam.

Dzięki św. Maksymilianowi dowiedziałam się również o Cudownym Medaliku i miałam szczęście odwiedzić paryskie sanktuarium, w którym Maryja objawiła się św. Katarzynie Labouré. Święty z Polski uczył o tym, by ufać Niepokalanej bez limitu, oddać jej wszelkie inicjatywy, trudności, rezultaty i owoce działań, bo wszystko jest możliwe z jej pomocą.

Dla nas, którzy zawierzyliśmy się Maryi i staramy się czynić wszystko przez nią dla Jezusa – jak radzi św. Ludwik Maria Grignion de Montfort – św. Maksymilian jest kimś wielkim, jest wzorem misji.

Właśnie spełniło się więc twoje marzenie, by odwiedzić miejsca związane ze świętym?

Oczywiście! Wiem, że został zmordowany w Auschwitz, ale kiedy przeczytałam o tym byłym nazistowskim niemieckim obozie, dowiedziałam się, iż niewskazana jest tam wizyta z dziećmi poniżej 14. roku życia. A nasze córki mają 8 i 2 lata.

Sprawdziłam więc, gdzie jest Niepokalanów i okazało się, że to blisko Warszawy, skąd rozpoczynaliśmy nasz tegoroczny urlop. Cieszyłam się, mogąc przyjechać do klasztoru założonego przez o. Maksymiliana i poczuć „ducha” tego świętego. Znalazłam tu wewnętrzny pokój.

Co szczególnie cię poruszyło?

Jeden z franciszkanów zaprowadził nas do celi o. Maksymiliana. To w niej święty został aresztowany. Odwiedzali ją wcześniej i modlili się tu m.in. św. Jan Paweł II czy św. Matka Teresa. Czułam się taka szczęśliwa!

Jesteśmy prawie niczym, a zwiedzamy miejsce, gdzie człowiek stał się świętym, podczas gdy nam samym jest tak ciężko, by zrobić jeden dobry uczynek… Mogliśmy też uczestniczyć w mszy świętej w bazylice w Niepokalanowie, bo liturgia właśnie się rozpoczynała, gdy weszliśmy do kościoła.

Tak samo niezwykła dla mnie jest kaplica w Niepokalanowie z pięknym ołtarzem adoracji – Najświętszy Sakrament umieszczony jest w sercu Maryi, bo ona dała nam Jezusa. Wizyta w Niepokalanowie była wyjątkowym doświadczeniem dla naszej rodziny. Takie wydarzenia pomagają naszej wierze i dają siłę do codziennych zmagań.

Powiedziałaś, że poznałaś św. Maksymiliana dzięki twej relacji z Maryją. Jak to się stało, że weszłaś z nią w tak głęboką więź?

Mniej więcej 8 lat temu przyjaciółka podarowała mi książkę (której właściwie wtedy nie przeczytałam!) autorstwa św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Przyjaciółka powiedziała, że prawie każdy z nas pragnie zostać świętym i wiemy, co jest właściwe, ale z drugiej strony chcemy przeżyć życie po swojemu. Postępując według swego „widzimisię”, nie da się jednak osiągnąć świętości, bo brakuje nam siły i wytrwałości, podlegamy kuszeniu, rozproszeniom, zamartwiamy się i złościmy.

Przyjaciółka powiedziała mi, że najszybszą i najkrótszą drogą do Nieba jest droga przez Maryję. A ja po śmieci nie chcę iść nigdzie indziej jak tylko do Nieba! Wiem, kto mnie stworzył, wiem, że Bóg mnie kocha. I ja Go kocham, ale zdaję sobie sprawę, że sama nie stanę się taką osobą, jaką On chce bym była. „Jeśli zawierzysz się Maryi – tak powiedziała przyjaciółka – to ona ci we wszystkim pomoże. Ona z tobą idzie, pokazuje drogę i prowadzi cię do Jezusa”.

Książkę odłożyłaś na półkę, a kiedy postanowiłaś posłuchać rady przyjaciółki?

W 2013 r. byliśmy wraz z rodziną w Medjugorie. To w tamtym czasie całkowicie powierzyłam się opiece Matki Bożej i wierzę, że odtąd ona kieruje moim życiem. Gdy byliśmy teraz w Niepokalanowie, podeszliśmy do figury Maryi, gdzie często modlił się św. Maksymilian. Przy figurce, którą znałam wcześniej tylko ze zdjęć, leżał różaniec. Mój mąż podniósł go, przypatrzył się mu i okazało się, że to różaniec z medalikiem z Medjugorie.

Pomyślałam, iż to właśnie Maryja zaplanowała nam wizytę w Niepokalanowie: przygotowała ją już wtedy, gdy byliśmy w Medjugorie! I tak to właśnie jest, gdy się jej oddaje życie! Ona jakby układała z niego mozaikę, zbierała różne kawałki, by uczynić całość.

Pragnę dodać, że moja dalsza rodzina jest bardzo „uduchowiona”, dziadkowie mają mocną wiarę, mam w Indiach wujków, którzy są księżmi oraz ciocie, które są zakonnicami. Ale rodzina mojego męża nie jest aż tak wierząca. Dla niego więc znalezienie tego różańca, to był jakby szczególny i osobisty znak. Zauważyłam łzy w jego oczach…

W Dubaju jest więcej osób zawierzonych Maryi?

Takich ludzi jest tam wiele, a ja osobiście należę do grupy „on-line”. Tworzą ją katolicy z niemal z całego świata, bo Dubaj to miasto wielokulturowe: mieszkają w nim m.in. przyjezdni z Indii, Amerykanie, Filipińczycy, Brytyjczycy oraz inni Europejczycy, Afrykańczycy. I jeśli wracają po zakończonych kontraktach do rodzinnych krajów, to wciąż pozostają w łączności, dzięki współczesnym komunikatorom.

Czytamy razem książki, odmawiamy modlitwy. Obecnie studiujemy tekst o godności kobiety – list apostolski św. Jana  Pawła II „Mulieris dignitatem”. Nalezę też do grupy w Jebel Ali w Dubaju, zwanej „Soldiers of the Holy Rosary”. Odmawiamy różaniec w intencjach Ojca Świętego, biskupów, Kościoła i tych, którzy potrzebują naszej modlitwy.

W liczącym ok. 3 miliony mieszkańców mieście katolicy mają tylko dwa kościoły. Jak się czujecie jako mniejszość w muzułmańskim kraju?

Jesteśmy mniejszością, ale czujemy się szanowni i mamy wolność religijną. Ojciec Święty odwiedził stolicę Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, na początku lutego tego roku, a rząd bardzo dobrze przygotował i ułatwił wierzącym udział w Eucharystii z papieżem.

W Dubaju mamy kilka mszy świętych odprawianych w dni powszednie w naszym parafialnym kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, a w kościele pw. Matki Bożej – jest ich jeszcze więcej. W czasie niedzielnych liturgii świątynie są pełne.

Powiedz na koniec, dlaczego twoje nazwisko nie jest typowo indyjskie?

Przyszłam na świat w Indiach, a mąż urodził się już w Dubaju. Nasze rodziny pochodzą z Mangalore, regionu wybrzeża, gdzie przed wiekami przybyli Portugalczycy i zasymilowali się z rdzenną ludnością. Dodam, że na teren półwyspu indyjskiego Ewangelię przyniósł św. Tomasz Apostoł, a w XVI w. misje prowadził św. Franciszek Ksawery, który jest pochowany w indyjskim Goa.

Co ciekawe, św. Franciszek Ksawery był też pierwszym misjonarzem Japonii. W XX w. w jego ślady poszedł św. Maksymilian Maria Kolbe, który w „Kraju Kwitnącej Wiśni” pracował przez 6 lat. To wszystko jeszcze dobitnej świadczy, że nie przez przypadek wasza rodzina odwiedziła Niepokalanów…

Zdecydowanie! Była to wielka Boża łaska!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail