Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Twoje dziecko płacze? To wielkie szczęście!

children
Udostępnij

To, że chore dzieci poddawane różnym medycznym czynnościom płakały, było tam czymś normalnym. Z każdej sali co jakiś czas dochodził płacz. Z każdej, z wyjątkiem jednej.

Znowu płacze

Znowu płacze. Znowu jest głodne. Znowu kolka. Znowu nie w humorze. Znowu zginął ulubiony samochodzik. Znowu trzeba się kąpać. Znowu mleko było za gorące.

Trudno doliczyć się sytuacji, kiedy „znowu” musimy znosić płacz dziecka. Czasami w skrajnym zmęczeniu irytuje nas on pięć razy bardziej, czasami mamy ochotę rozpłakać się razem z dzieckiem, czasami wyjść z domu i po prostu tego nie słyszeć. Znowu.

Spojrzenie na płacz mojego dziecka zmieniło się pewnego dnia, kiedy trafiliśmy z synkiem pierwszy raz na szpitalny oddział dziecięcy.

 

Przerażająca cisza

To, że chore dzieci poddawane różnym medycznym czynnościom płakały, było tam czymś normalnym. Z każdej sali co jakiś czas dochodził płacz. Z każdej, z wyjątkiem jednej.

Przechodząc od czasu do czasu do bawialni szpitalnym korytarzem, zauważyć można było szeroko otwarte drzwi. Zawsze otwarte drzwi, zza których nie było słychać nic. W zakratkowanym łóżeczku leżało niemowlę; miało może jakieś trzy miesiące.

Ten sam widok i ta sama głęboka cisza zauważalne były za każdym razem, gdy tamtędy przechodziliśmy. Nikt nigdy przy tym łóżeczku nie czuwał. Od czasu do czasu kręciły się tam pielęgniarki. Wtedy dotarło do mnie, że ono leży tam zupełnie samo. Trudno było mijać tę salę bez szklanych oczu.

 

Wyuczona bezradność

Psychologowie nazywają to zjawisko wyuczoną bezradnością. Człowiek (choć nie tylko, bo zwierzęta również) stale narażany na przykre, stresowe, wręcz traumatyczne sytuacje, w końcu kapituluje i staje się wobec tego stanu bierny.

Mechanizm ten często spotykany jest wśród kobiet doznających w domu przemocy, ale także u porzuconych dzieci, które po pewnym czasie przestają płakać – wiedzą po prostu, że tego płaczu nikt nie ukoi… Mówi się też o nich jako o niemowlętach, które straciły nadzieję. Przeszywające serce wpół.

Do ośrodków preadopcyjnych zaprasza się wolontariuszy, których czasami jedyną pomocą jest przytulanie maluchów. Nie trzeba chyba lepszego potwierdzenie, jak bardzo małe dzieci potrzebują bliskości, aby rozwijać się prawidłowo.

 

Cudowne metody usypiania

Podobnych mechanizmów nie trzeba szukać tylko w skrajnych, patologicznych sytuacjach. Choć coraz częściej mówi się o korzystnym wpływie rodzicielstwa bliskości, w wielu domach wciąż pokutuje moda na usypianie przez wypłakiwanie się dziecka.

Polega ona w wielkim skrócie na tym, że zostawiamy dziecko samo w łóżeczku i pozwalamy na to, aby płakało tak długo, aż się uspokoi. (Zalecane są czasami jakieś ograniczenia czasowe, np. dzisiaj pół godziny, jutro 20 minut, i tak dalej). Podobno z każdym dniem dziecko płacze krócej, aż w końcu pewnego dnia zaczyna zasypiać bez płaczu. Efekt osiągnięty, o skutkach długotrwałego płaczu dziecka można przeczytać wiele.

 

Manipulacja płaczem czy wołanie o bliskość?

„Dziecko musi trochę popłakać”. „Ono tobą manipuluje”. „Zostaw, niech się wypłacze”. „Nie będziesz go wiecznie nosić”. To tylko niektóre dobre rady, którymi obsypywane są młode matki. Płacz dziecka to nie szantaż, to jedynie wołanie: „mamo, potrzebuję cię!”.

W pierwszych miesiącach życia płacz jest jedyną formą informowania rodziców o swoich potrzebach, niezależnie od tego, czy chodzi o fizjologię, czy o potrzeby emocjonalne, chęć bycia blisko i po prostu bycia kochanym.

Kiedy bywa ciężko, kiedy płacz mojego dziecka staje się nie do zniesienia, kiedy kilka minut po usypianiu słyszę go ponownie – lubię myśleć o tym, że kiedyś jeszcze zatęsknię za tymi chwilami, kiedy każdy problem można było rozwiązać przytuleniem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail