Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

To, jak matka traktuje dziecko, zależy także od ciebie

Udostępnij

Znacznie łatwiej jest ocenić kobietę za jej brak cierpliwości lub chwilowy kryzys, trudniej przyznać, że ma się udział w kumulowaniu trudnych dla niej emocji.

Nie zdajemy sobie sprawy, że wpływamy na nastrój matki, która z kolei ostatecznie w kryzysowej sytuacji może zachować spokój lub po prostu zacząć krzyczeć na dziecko.

 

Mając wpływ na mamę, wpływamy na dziecko

Kiedy nie byłam mamą, nie wiedziałam, jak bardzo matki są obserwowane. Nie wiedziałam też, jak bardzo wzrasta wrażliwość kobiety na ocenę i komentarze innych. Możliwe, że zależy to po prostu od ilości komentarzy, jakich codziennie słucha. Nie zdajemy sobie sprawy, że wpływamy na nastrój matki, która z kolei ostatecznie w kryzysowej sytuacji może zachować spokój lub po prostu zacząć krzyczeć na dziecko. Zerknijmy na dwa dni z życia takiej mamy.

 

Chaos komentarzy

Młoda matka otwiera oczy – Bogu dzięki udało jej się wstać jeszcze przed dziećmi. Zdejmuje karteczkę z miniplanem dnia (wszak dobre macierzyństwo to efekt skrupulatnej organizacji) i wizualizuje sobie dzień: tyle ciekawych rzeczy przed nami! (Wizualizacja wpływa na to, że patrzy na wszystko w cieplejszych kolorach, wiadomo). Budzą się maluchy.

Oczywiście dzięki zastosowanej rutynie (w poradnikach pisali, że tak łatwiej) organizacja poranka przebiega nawet sprawnie. Pomijamy w pośpiechu i trudzie wciśnięte spodnie, które dziecko zalewa mamie sokiem, pomijamy te pół śniadania przypadkiem pod stołem, pomijamy 76 kłótni rodzeństwa przy stole, płacze o kolejność mówienia, płacze o kolejność patrzenia, oddychania, dodaj co tam jeszcze chcesz, bo pewnie miało to miejsce. Isty kocioł emocji. Młoda mama jednak wie, że musi dbać o siebie, być fit-hit-eko-wypoczęta, by promieniować spokojem i łagodnością. I nadal jest cierpliwa.

Dała radę być cierpliwą. Przez proces ubierania („skarpetki w kwadraty nie pasują do koszulki, bo na niej mam kółko!!!”), śniadanie (wiesz, co pominęliśmy), wyjście z domu (chcę iść w kaloszach!) była cierpliwa, nawet obracała sporo sytuacji w żart, tłumaczyła, że zamek zapina się tak i tak, i trzeba tu powoli, spokojnie celować, oooo tak. Dała radę. Wyszli z domu. Jedno dziecko przed sobą, drugie za sobą, trzecie na sobie (czwarte w planach rodzeństwa). Jest fajny, luźny dzień. Dobry dzień. Przez cały dzień jednak ładują ją komentarze postronnych osób:

– Ona jest głodna. Nakarmiła ją pani? Bo wkłada rączki do buzi. [ząbkowanie]

– Teraz to te dzieci takie głośne. Kiedyś to znały swoje miejsce. [pani przy placu zabaw]

– Ja patrzę, co też pani robi. Dziecko, takie małe, z gołymi nóżkami? Przeziębi się. [34 st. C]

– Mój Boże! Ma pani kolejne dziecko? Teraz w sumie to dobrze. 500+ dają. [matki milionerki, wiadomo]

Chwilę później mama swoją złość rozbija o głowę dziecka, krzycząc: „Idziesz w końcu czy nie?”. Wracają gromadką, a mama jeszcze przed snem zastanawia się, jak mogła uniknąć tego wybuchu złości.

 

Dobre słowo kosztuje tylko sekundy

Drugi dzień: Początek pomińmy, bo jest taki sam. No może czasem mama nie zdąży się obudzić przed dziećmi i wtedy do opisu należy dodać wyszukane sposoby unoszenia maminych powiek przez małe homo sapiens. Tego dnia ta sama mama czeka w długaśnej kolejce do lekarza. Karmi jedno dziecko, drugiemu wymyśla zagadki, trzecie zajęło się książeczką. Dziś jest jednak zmęczona i dodatkowo zaniepokojona chorobami dzieci. Wie, że musi uważać, by przy jakiejś nawet małej akcji któregoś z dzieci nie wybuchnąć.

„Jest pani super mamą. Aż miło się patrzy” rzuca starsza pani z kolejki. Po wizycie i całym kilkugodzinnym czekaniu w kolejce młoda mama wyszła z uśmiechem i dobrym humorem, mimo bolącej głowy i przeziębionej gromadki. Na koniec dnia zastanawiała się chwilę, jak to możliwe, że dziś dała radę. Zasypiając, uśmiechnęła się jeszcze na wspomnienie pani z przychodni. Miły wyjątek.

Nie zdajemy sobie sprawy, że wpływamy na nastrój matki, która z kolei ostatecznie w kryzysowej sytuacji może zachować spokój lub po prostu zacząć krzyczeć na dziecko. Znacznie łatwiej jest ocenić kobietę za jej brak cierpliwości lub chwilowy kryzys, trudniej przyznać, że ma się udział w kumulowaniu trudnych dla niej emocji. Czasami jednak wystarczy serdeczny uśmiech i dobre słowo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail