Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Chcesz żyć spokojnie i szczęśliwie? Podejmij się tego ćwiczenia

OCEAN
Yoann Boyer/Unsplash | CC0
Udostępnij

Wdzięczność trzeba czasami wymuszać na sobie siłą. Wiem, co mówię, skoro piszę ten tekst chwilę po tym, jak osa użądliła mnie w oko.

Zawrotne tempo, w którym żyjemy, sprawia, że rytm dyktują nam dalekosiężne cele. Do działania napędza nas myślenie o przyszłości, a poczucie szczęścia mają dać nam wielkie, przełomowe wydarzenia, które mają nadejść – ale nigdy nie są częścią teraźniejszości. Będziemy szczęśliwi, kiedy już wystarczająco się napracujemy – weźmiemy ślub, zbudujemy dom, wydamy książkę czy awansujemy w firmie – teraz jednak stoimy tylko w przedsionku.

Kiedy tak pędzimy – a nasze życie przypomina bardziej odcinek programu „Azja Express” niż ekskluzywny rejs statkiem po Atlantyku – nie zauważamy tego, co dzieje się pomiędzy startem a metą.

Żeby nauczyć nas spokojnego i radosnego życia (już teraz, a nie w perspektywie kolejnych dwudziestu lat), coraz więcej mędrców doradza, żeby „praktykować wdzięczność”. Jak to jednak zrobić, żeby infantylno-lakoniczne hasło przekuć w praktykę, która rzeczywiście pomoże żyć szczęśliwiej?

 

Jak wprowadzić do życia wdzięczność?

Potrzebne ci będą kartka i długopis oraz kilka wolnych minut każdego dnia. Oczywiście, nie musisz pisać, ale myśli utrwalone na papierze potrafią być o wiele bardziej wyraziste niż te pomyślane i zapomniane.

W całym „praktykowaniu wdzięczności” chodzi głównie o to, żeby się zatrzymać. Niezależnie, co teraz robisz, w jakich tarapatach jesteś, po prostu usiądź, przestań gonić za kolejnym celem i spójrz na swoje życie z szerszej perspektywy. Weź kartkę i zacznij na niej wypisywać, co dobrego teraz masz i za co możesz być wdzięczny.

Na początku możesz się spodziewać oporu. Mogą towarzyszyć ci nie najlepsze emocje w związku z mniej przyjemnymi rzeczami, które cię ostatnio spotkały. Naprawdę – wiem, jakie to czasem trudne. Piszę ten tekst parę godzin po tym, jak osa użądliła mnie w oko – w dodatku sądzę, że niezasłużenie, bo nic nie zrobiłam jej ani jej koleżankom 🙂 Możecie wierzyć lub nie, ale ból po spotkaniu powieki z żądłem jest godzien najgorszych epitetów pod adresem rzeczywistości, a spisywanie listy pozytywnych zdarzeń przypomina pocieszanie niesłyszącego kantatą Bacha.

Mimo to dziennik wdzięczności to coś, co czasem trzeba wymusić na sobie siłą. Bo po pierwsze: w niedalekiej perspektywie przyniesie genialne efekty, a po drugie – najtrudniej jest zacząć. Wygląda to trochę jak sprzątanie zagraconego mieszkania – na początku nic nie zwiastuje sukcesu, ale motywacja przychodzi już przy odkryciu pierwszej, pachnącej świeżością przestrzeni. I z każdą minutą jest coraz lepiej.

Spisujemy wszystko, co przychodzi nam do głowy, nie ma gorszych i lepszych pomysłów. Wszystko jest ważne, wszystko jest warte wymienienia. Nie stawiamy sobie granic w szukaniu powodów do wdzięczności. To mijałoby się z celem tego ćwiczenia. Nawet najgłupsze myśli trzeba zapisać, bo to one będą ciągnąć za sobą kolejne – w ten sposób burza mózgu się rozkręci i nawet nie zauważymy, kiedy powody do wdzięczności będą wylewać się z nas same.

 

Co przeszkadza w dziękowaniu?

W tym ćwiczeniu możesz skakać od szczegółu do ogółu – i odwrotnie. Kolejność i porządek nie mają najmniejszego znaczenia. Dużą wartość ma za to spontaniczność – trzeba notować każdą myśl jak najszybciej, zanim zniknie. Możesz pozwolić sobie na infantylność („jestem wdzięczna, bo ładny pies dał mi się dzisiaj pogłaskać”) czy patos („jestem szczęśliwa, że żyję”). Jedyne, czego nie wolno robić, to się oceniać – wszystko, co chcesz w tej chwili napisać, jest dobre i do czegoś cię doprowadzi.

Kwestionowanie tego, co piszesz w swoim dzienniku, jest bowiem największym wrogiem twojej wdzięczności. To właśnie ono nie pozwala ci na co dzień żyć dobrze z tym, co masz.

Ludzie z tendencją do niezadowolenia z życia bardzo często dopuszczają do głosu swojego wewnętrznego krytyka, który podważa wartość każdej dobrej myśli.

„Jest dobrze? Po co się cieszyć, skoro na pewno zaraz to zepsuję”.

„Jest dobrze? Ale przecież może być lepiej, więc radość oznaczałaby spoczynek na laurach”.

W dzienniku wdzięczności nie ma miejsca na żadne „ale” ani sarkastyczne uwagi w nawiasach. Spisujemy to, co faktycznie i obiektywnie jest dobre i nie dajemy sobie prawa do subiektywnych dygresji.

Kiedy już uda się pokonać opór, wewnętrznego krytyka i dominujące złe emocje, kartki zeszytu zaczną zapełniać się same. Jeśli poświęcisz ćwiczeniu choćby kilka wieczorów, pod każdą datą znajdziesz po kilkanaście (lub nawet kilkadziesiąt) faktów, świadczących o tym, że twoje życie już tu i teraz jest dobre.

Nie jest wprawdzie tym życiem, do którego zapalczywie dążysz (bo nie ma jeszcze męża, fortuny na koncie czy stu tysięcy obserwatorów na Insta), ale fakty mówią same za siebie – naprawdę dużo masz. Konfrontacja z takimi danymi może być szokująca. Prawdopodobnie wstrzymasz oddech i zadasz sobie pytanie: „Czym sobie właściwie na to zasłużyłem?!”.

 

Do czego mi to potrzebne?

Nie musisz się bać, że w efekcie tego ćwiczenia przestaniesz do czegokolwiek dążyć. Przeciwnie: wciąż będzie ci się chcieć – nawet bardziej, bo odkryjesz, ile cudownych rzeczy przyszło bez większego wysiłku! Przestaniesz myśleć, że gonisz za szczęściem, którego nie masz i uświadomisz sobie, że miejsce, w którym jesteś, już jest fantastyczne. I choć nadal będziesz chciał sięgać po więcej, perspektywa, że możesz tego nie uzyskać, nie będzie już tak rozdzierająca.

Nauczysz się też doceniać i przestaniesz korygować bieżący moment z nadzieją, że ten, który nadejdzie, będzie lepszy. Przestaniesz przegapiać drobne wydarzenia, czekając nieustannie na te wielkie.

Jeśli dotychczas mierzyłeś się z lękiem o przyszłość i miałeś talent do katastrofizacji, uświadomisz sobie też, jak niewiele z twoich obaw miało sens. Zauważysz, jak dużo przepaści, w które skakałeś, było wyłożonych puchowymi poduszkami.

Zobaczysz też, jak wyzwalające jest dziękować zamiast prosić. Bo kiedy człowiek prosi, zaczyna uzależniać wszystko od spełnienia życzenia – a kiedy dziękuje, zaczyna wierzyć, że cokolwiek się przytrafi, będzie co najmniej ok.

Czytaj także: Unikaj tych 3 błędów, kiedy rozmawiasz z parą, która nie może zajść w ciążę

Czytaj także: Tych 4 rzeczy nie mów, gdy twoja przyjaciółka jest zniechęcona randkami

Czytaj także: Jak pomagają mi święci. Kilka konkretów

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail