Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czego dzieci nie potrzebują robić, aby wyrosnąć na ludzi

DZIECI
Robert Kneschke | Shutterstock
Udostępnij

„Co z niego wyrośnie?”. „Jak powie tak kiedyś do szefa, to wyleci z pracy”. Z powodu lęku o dorosłą przyszłość dzieci rodzice niekiedy podejmują działania, które nie tylko nie zapobiegają w żaden realny sposób czarnym przepowiedniom, ale także wyposażają dzieci głównie w przekonanie, że „coś jest z nimi nie tak” – zamiast pomagać im dorastać.

Przekonanie, że zadaniem rodziców jest tresura dzieci, by „wyrosły na ludzi”, wywodzi się z behawioryzmu – teorii, która sprawiła wiele spustoszenia. Według niej z przychodzącej na świat istoty, z natury złej, egoistycznej i pełnej dzikich impulsów, należało „ułożyć” wartościowego człowieka. Jestem przekonana, że temu pragnieniu kreowania dzieci na minidorosłych, „porządnych ludzi” przyświecała najszczersza troska. Dziś jednak na szczęście wiemy o rozwoju człowieka więcej i możemy inaczej. Czego więc nie muszą robić dzieci, by wyrosnąć na ludzi szczęśliwych, zdolnych do miłości i biorących odpowiedzialność za siebie i innych?

 

1
Nie muszą siedzieć spokojnie

W ich naturze jest ruch, poznawanie świata i eksploracja. Potrzeba ruchu wynika nie tylko z fizjologii – z nieustannego rozwoju układu mięśniowego i nerwowego – ale ruch to także naturalny sposób regulowania emocji i radzenia sobie z nadmiarem bodźców. Dzieci potrzebują się ruszać też po to, by uczyć się nowych kompetencji (od chodzenia zaczynając). Nie istnieje żadne niebezpieczeństwo, że dziecko, które się wierci, nie będzie jako dorosła osoba umiało stać w kolejce albo siedzieć na wywiadówce.

Natomiast gdy w dzieciństwie nauczy się słuchać swojego ciała i regulować napięcie przez ruch i zabawę, istnieje wielka szansa, że nie przesiedzi całego swojego dorosłego życia. Oraz że taki dorosły człowiek będzie dobrze czytać sygnały ciała i wiedzieć, kiedy jest śpiący, kiedy zmęczony, a kiedy smutny. Kiedy potrzebuje spaceru, a kiedy oglądania filmu. Z braku kontaktu z wyłączonym ciałem wynikają bowiem potem duże kłopoty – na niewyspanie można dożywotnio jeść chipsy, a na zmęczenie – oglądać do rana seriale.

 

2
Nie muszą być cicho

Dzieciństwo to czas pytań, wzywania pomocy, zgłaszania sprzeciwu. To czas zupełnie naturalnego wyrażania siebie, swoich potrzeb i granic – ogromnie ważnej umiejętności. Dzieci, które muszą być cały czas cicho i nie przeszkadzać, zabierają w dorosłość przekonanie, że nie mają głosu w żadnej sprawie. I nie protestują, gdy ktoś im sprzedaje zgniłą pomarańczę i gdy narusza ich granice. Milczą także wtedy, gdy inni sypią pomysłami podczas burzy mózgów.

Tym, czego mogą uczyć się dzieci wspierane przez dorosłych, jest takie rozumienie i nazywanie swoich uczuć, potrzeb i granic, by w przyszłości były one i zrozumiałe dla innych, i nie zadawały bólu. Dzieje się to jednak przez modelowanie (czyli z pomocą rodziców, którzy sami potrafią nazywać wewnętrzny świat i czynić go bardziej zrozumiałym), nie zaś przez wykłady i kazania.

 

3
Nie muszą umieć wypełniać dorosłych obowiązków.

Dzieci nie muszą umieć tego, co potrafią dorośli. Nie muszą umieć sprzątać – na pewno potrzebują do tego pomocy dorosłych, której zakres i forma zmienia się z wiekiem dzieci. Gdyby zapytać dorosłych o związki sprzątania w dzieciństwie z ich obecnymi nawykami, pewnie bylibyśmy zdziwieni. Także tym, jak przykra potrafi być pamięć przesady w tej dziedzinie. Podobnie dzieci nie muszą być rozsądne w hipermarkecie (więc lepiej, by się tam nie znajdowały, wystawiane na ilość upragnionych przedmiotów albo by mogły liczyć na pomoc rodziców w przeżyciu wyprawy na zakupy). 

Dzieci nie muszą ładnie siedzieć, ślicznie wyglądać, przepraszać za rzeczy zrobione nieumyślnie, zjadać wszystkiego z talerza i być dla każdego miłym – bo gdy się zastanowić, te przymusy w dorosłości rujnują szanse na autentyczne i dojrzałe życie. A jeśli chcemy dla nich takiego spełnionego życia, raczej przyda im się wzajemne poszanowanie, branie pod uwagę, dostrzeganie, dawanie przestrzeni i wyboru. I zachęcanie do współdziałania poprzez budowanie wzajemnej więzi, włączanie i pokazywanie celu działania.

Dzieci, które są kochane i szanowane, wyrastają dorosłych, którzy potrafią robić to samo.

Czytaj także: Jak rozbroić histerię dziecka za pomocą jednego pytania?

Czytaj także: Co śmiesznego mówią dzieci… podczas mszy!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail