Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy to metalowy krzyż jest winny tragedii na Giewoncie?

Metal cross of Giewont peak, Tatry
Shutterstock/Martyna Pocius
Udostępnij

Po tragicznej w skutkach burzy na Giewoncie, do której doszło 22 sierpnia, w opinii publicznej zaczęły się pojawiać domysły na temat jej przyczyn. Niektórzy upatrują ich w metalowym krzyżu, który na „Śpiącym Rycerzu” stoi od ponad 118 lat.

Jak po każdej tragedii, naturalną reakcją jest próba znalezienia jej przyczyn, wskazania winnych i za nią odpowiedzialnych.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Być może przyczyni się do weryfikacji procedur wstępu na Giewont czy obniżenia progów dla alertów burzowych w górach.

 

Krzyż na Giewoncie

Po wypadku na Giewoncie wśród komentarzy przeczytać można zarzuty, że do śmierci pięciu osób (czterech po polskiej i jednej po słowackiej stronie) i ranienia wielu innych przyczynił się stojący na szczycie metalowy krzyż. Co śmielsi w opiniach i postulatach żądają demontażu tego symbolu.

Krzyż zamontowali parafianie z Zakopanego 19 sierpnia 1901 roku z inicjatywy ówczesnego proboszcza ks. Kazimierza Kaszelewskiego. Miał to być wyraz upamiętnienia 1900. rocznicy narodzin Chrystusa. Instalacja przyciąga nie tylko turystów, ale także i wiernych (co roku 19 sierpnia organizowana jest pielgrzymka na szczyt). Krzyż wpisany jest również do rejestru zabytków.

O dziejach tego chrześcijańskiego symbolu oraz o tym, jak znalazł się na Giewoncie, przeczytać można w artykule Karola Wojteczka – dostępny jest TUTAJ.

 

Taternik: pioruny biją wszędzie

Niebezpiecznie jednak dyskusja na temat krzyża na Giewoncie przestała traktować o faktach, naukowo potwierdzonych zjawiskach, a stała się zaczynem ideologicznych sporów.

Szczęśliwie głos w debacie zabrali w końcu także i eksperci. Swoimi komentarzami, wiedzą i doświadczeniem podzielili się: taternik, ratownik, speleolog i przewodnik górski Apoloniusz Rajwa oraz fizyk i popularyzator nauki dr Tomasz Rożek.

Apoloniusz Rajwa w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” stwierdził:

Wiem, że teraz ludzie będą mówić, że pioruny biją w krzyż, ale to nie jest prawda.

W rozmowie z dziennikarką Magdaleną Dobrzyniak przyznał rzeczywiście, że metalowa konstrukcja sprawia, że są tam częstsze wyładowania, jednak potem skonstatował:

Ale pioruny biją wszędzie. Mam zdjęcie, na którym widać trzy pioruny, które uderzyły w Giewont i tylko jeden trafił w krzyż. Jeden w tym samym czasie uderzył w grań długą Giewontu, a ten trzeci w jego dolne partie.

Zdaniem Apoloniusza Rajwy niebezpieczny jest nie tyle krzyż, co raczej znajdujące się poniżej klamry i łańcuchy. Wszystko dlatego, że ładunek elektryczny „schodzi do nich” po mokrej skale.

Rajwa odniósł się także do nieprawdziwego stwierdzenia, jakie podobno pojawiło się w mediach czy mediach społecznościowych. Chodzi o zdania głoszące, że „większość wypadków śmiertelnych na Giewoncie” było spowodowanych piorunem. Taternik zaprzecza temu i przedstawia statystyki.

Analizując 100-letni okres istnienia krzyża na Giewoncie (od 1901 do 2001) zanotowano 67 wypadków śmiertelnych, spośród których 5 spowodowanych było rażeniem pioruna (choć oczywiście liczba porażeń była większa).

Jak czytamy w „Gościu Niedzielnym”, taternik apeluje do wspinaczy o zdrowy rozsądek.

Nie można przesadzać i ogłaszać, że Giewont jest niebezpieczny, bo stoi tam krzyż  – zaznaczał Rajwa.

Czytaj także: Droga krzyżowa na Giewont. Zdjęcia z niezwykłego nabożeństwa

 

Fizyk: krzyż działa jak piorunochron

Podobnego zdania jest fizyk dr Tomasz Rożek, który zabrał głos w swoich kanałach społecznościowych.

 

O jego wypowiedź w tej samej sprawie poprosiła także redakcja WP Tech. Fizyk oraz popularyzator nauki stwierdził:

Wszystko, co jest metalowe i wszystko, co przewodzi prąd, przyciąga pioruny. W tym sensie, że ładunek łatwiej może przeskoczyć pomiędzy chmurą a ziemią. Nie jest jednak tak, że gdyby krzyż zniknął, to i piorunów by nie było. Albo że skoro jest krzyż, to pioruny się pojawiły.

Zdaniem Tomasza Rożka, istotniejsze jest to, że „krzyż działa jak piorunochron”.

Skoro tam jest, zmniejsza prawdopodobieństwo uderzenia w inne obiekty, w tym w ludzi.

W mediach społecznościowych pojawiły się nawoływania do usunięcia krzyża z Giewontu. Choć mają charakter nieoficjalny oraz prywatny, to są przyczynkiem do dyskusji. Wśród argumentów pojawiają się tezy, że krzyż – z uwagi na swoją strukturę i wymiary – przyciąga pioruny i potęguje zagrożenie.

Dr Tomasz Rożek w rozmowie z WP Tech obala te teorie:

Z naukowego punktu widzenia to kompletna bzdura. Apelowanie „zdejmijmy krzyż z Giewontu” ma czysto ideologiczną podstawę. Nie ma natomiast naukowej. Po prostu gdy burza już jest, to prawdopodobieństwo uderzenia w wystający element jest dużo większe. Tak jak podczas burzy nikt nie trzyma się piorunochronu, tak nikt nie powinien być w bezpośrednim sąsiedztwie krzyża. Tam w ogóle nie powinno być ludzi.

Rożek prowadzi bloga popularyzującego naukę „Nauka. To lubię”. W jednym z postów wymienił kilka zasad, którymi powinniśmy się kierować, gdy planujemy wycieczkę w góry lub gdy burza zastanie nas w górach:

 

Na swoim kanale na YouTubie po tragedii w Tatrach opublikował film, w którym objaśnił, jak powstają wyładowania elektryczne w postaci piorunów oraz co je przyciąga:

Źródło: Gość Niedzielny, WP Tech, Dziennik Łódzki

Czytaj także: Dwie osoby wciąż poszukiwane w Tatrach. Wśród rażonych piorunem kapłan z Dzierżoniowa

Czytaj także: Na Giewont się patrzy, czyli baśń o prawdziwym życiu

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail