Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ks. Jerzy: „Jak piorun uderzył, zacząłem rozgrzeszać ludzi”

Zawierzam Maryi/Facebook l Opioła Jerzy/ Wikipedia/ CC BY 2.5
Udostępnij

Ks. Jerzy Kozłowski był na Giewoncie, kiedy w Tatrach rozszalała się burza. „Poczułem ogromny ból, iskry, nie do opisania” – wspomina.

Wikariusz parafii pw. Matki Kościoła w Dzierżoniowie został trzykrotnie porażony piorunem. Jak wspomina w rozmowie z telewizją Polsat, „moje morale upadło wtedy zupełnie. Myślałem, że jestem spalony. Prosiłem Boga, żeby mnie zabrał, ból był tak ogromny. My byliśmy blisko krzyża i przeżyliśmy, a ci co byli dalej, zginęli”.

 

Zrobiłem, co do mnie należało

22 sierpnia, kiedy w Tatrach doszło do burzy tragicznej w skutkach, ks. Jerzy Kozłowski zdobywał Giewont razem z wiernymi.

Kiedy wszedłem na Giewont, byłem pod krzyżem, w oddali było słychać grzmoty. Od razu się zaniepokoiłem bardzo, miałem złe przeczucie. (…) Po 10 minutach, jak zaczęli ludzie schodzić, nagle znalazłem się na ziemi. Ogromny ból przeszył ciało, iskry… Nie do opisania to jest. Straszny ból, rozsadzanie klatki piersiowej, ugniatanie.

Jak piorun uderzył, musiało mną rzucić i uderzyłem się po prostu w skałę. Prawy but został rozerwany. Lewy został, ale noga była niewładna.

W wywiadzie dla telewizji podkreśla także: „Jak piorun uderzył, w takim impulsie wstałem i na głos rozgrzeszyłem ludzi, którzy byli wokół, bo podejrzewałem, że może być źle, że może są jacyś umierający. Zrobiłem to, co do mnie należało”.

Krzyczałem z bólu, bo ból był ogromny. Ale po czasie się ogarnąłem, uspokoiłem i czekałem po prostu na pomoc.

Jego postawę zapamiętała jedna z turystek, która w rozmowie z Polsat News opowiadała: „Pamiętam przerażający krzyk i księdza gdzieś za mną, udzielającego ogólnego rozgrzeszenia”.

Ksiądz Jerzy przebywa obecnie w Szpitalu Powiatowym im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Jak w rozmowie z „Gościem Świdnickim” informuje jego siostra Izabela, „żyje. Ma poranione nogi. Dostał trzy razy piorunem. Jest stabilnie. Na zewnątrz widać dość pokaźne rany: limo, zszyty łuk brwiowy i spuchnięta twarz. Cały jest też posiniaczony, a w łopatce ma dziurę”.

Wikariusz jest przewodnikiem Pieszej Pielgrzymki Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę grupy 2 Ziemi Dzierżoniowskiej. Gdy tylko do pielgrzymów dotarła tragiczna wiadomość, ruszył modlitewny szturm do nieba. W niedzielę poszkodowanego księdza odwiedził abp Marek Jędraszewski.

Źródła: Stacja7, Polsat News, Gość Świdnicki

Czytaj także: Czy to metalowy krzyż jest winny tragedii na Giewoncie?

Czytaj także: Z Wezuwiusza przez Piekiełko aż po Tatry. Jak krzyż stanął na Giewoncie?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail