Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Homefront”: jak podczas II wojny światowej walczyli cywile

peuple polonais pendant la seconde guerre
Creative Commons - Bildbestand
Udostępnij

Choć II wojna światowa kojarzy się przede wszystkim z wielkimi bitwami i okropnymi zbrodniami, to walka toczyła się również setki kilometrów od frontów. Oto kilka rzeczy, które towarzyszyły życiu cywilnemu w warunkach ciągłych ograniczeń i nadludzkiej mobilizacji.

1
Brak niemal wszystkiego

Zmobilizowanie milionów ludzi pod broń odbiło się na światowej gospodarce. Społeczeństwa walczących stron musiały utrzymywać armię, która nie produkuje, za to konsumuje. Żeby było tego mało, zmienił się profil produkcji – ludzie, którzy w normalnych warunkach szyliby ubrania albo piekli chleb, teraz musieli składać karabiny i montować czołgi. Ze względu na linie frontów i grasujące po oceanach łodzie podwodne drastycznie ustał handel międzynarodowy. W związku z tym we wszystkich walczących krajach wprowadzono kartki na większość towarów.

Racje były niemal głodowe (w USA i Wielkiej Brytanii) albo dosłownie nie gwarantowały odpowiedniego dożywienia (w okupowanej Polsce, szczególnie w dzielnicach żydowskich). Inna sprawa, że nawet te zdobyte w sklepie produkty były delikatnie mówiąc niezbyt wielkiej jakości: okupacyjna marmolada składała się głównie z buraków, zaś chleb był bryłą twardego jak suchar czarnego ciasta po zjedzeniu którego masowo cierpiano na wzdęcia.

 

2
Kombinowanie

Jak to jednak zwykle bywa, gdy oficjalny system dystrybucji jest niewydolny, obywatele zaczynają organizować sobie życie na własną rękę. Sposoby te możemy podzielić na legalne (a nawet wspierane przez władze) i nielegalne. Do tych pierwszych należą wszystkiego rodzaju samoróbki. Choć w sklepach brakowało mięsa, to wkrótce nawet w miastach pojawiły się kurniki i komórki ze świniami. W Wielkiej Brytanii zakładano tzw. Ogródki Zwycięstwa – przerabiano nawet zabytkowe trawniki na grządki z jarzynami.

Masowo wykorzystywano wszelkie resztki – obierki od ziemniaków szły do świń, z resztek materiałów szyto patchworkowe ubrania i koce. Kreatywność towarzyszyła też tworzeniu substytutów dla niedostępnych produktów. Kawę masowo zastępowano kawą zbożową a nawet taką z palonych żołędzi, zaś w Wielkiej Brytanii wymyślono wegetariańską zapiekankę warzywną, która na cześć ministra aprowizacji nazwana została „Woolton Pie”.

 

3
Propaganda

Utrzymanie wysokich morale w obliczu niedoborów i spadających na głowę bomb nie było proste. W związku z tym powoływano specjalnych urzędników, którzy korzystając z różnych środków mieli rozprzestrzeniać propagandę mobilizującą ludność. Organizowano masę pomysłowych akcji, jak choćby wspomniane „Ogródki Zwycięstwa”. Wykorzystywano też argumenty praktyczne, na przykład że spokojniejsza jazda samochodem jest bezpieczniejsza (w rzeczywistości chodziło oczywiście o oszczędność paliwa).

Co ciekawe, wiele z ówczesnych plakatów propagandowych przeszło do popkultury i w różnych wariantach popularne są do dziś. Jest tak choćby z plakatem „Keep calm and carry on”, przerabianym w niezliczonej ilości memów. Paradoksalnie, tego plakatu nie było widać na ulicach – miał się pojawić w przypadku lądowania Niemców w Wielkiej Brytanii.

 

4
Strach

Życie w czasie II wojny światowej przebiegało pod znakiem wszechobecnego strachu. Łatwo to zrozumieć w kontekście Polski i innych krajów okupowanych, ale także w tych, których nie zajęli Niemcy czy Japończycy.  Permanentnie się czegoś obawiano. Przykładowo, w czasie pierwszych kilku miesięcy wojny na Wyspach Brytyjskich zginęło kilkaset osób. Nie były ofiarami niemieckich bomb, ale wypadków drogowych spowodowanych obowiązkowym zaciemnieniem.

Nawet w USA ludzie nie czuli się bezpiecznie – zachodnie wybrzeże siedziało w napięciu przed japońskim bombardowaniem, na wschodzie zaś obawiano się niemieckich dywersantów, jakie miały wysadzać u wybrzeży łodzie podwodne.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail