Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Uratowała 22 702 dzieci. Była mamą dla ich mam

Paola Bonzi/Facebook
Udostępnij

35 lat temu Paola Bonzi poprosiła szpital w Mediolanie o salę, w której mogłaby rozmawiać z kobietami bojącymi się urodzić noszone pod sercem dziecko. Ksiądz udostępnił jej zakrystię przy kaplicy. Tak powstało Centrum Pomocy Życiu, dzięki któremu dotychczas uratowano już dokładnie 22 702 dzieci.

Centrum mieści się w szpitalu na trzecim piętrze. Na drugim znajduje się oddział, na którym dokonuje się aborcji. Wiele kobiet wjeżdżało na trzecie, rezygnując już później z udania się na drugie. Paola zawsze czekała tam, aby im pomóc, wysłuchać, przytulić.

„Nikogo nie osądzała, umiała tylko kochać” – mówiono po jej śmierci, która nastąpiła 9 sierpnia 2019 roku.

 

Dostrzec niewidzialne

W wieku 18 lat zaczęła pracować jako nauczycielka dla niepełnosprawnych dzieci. Kilka lat później, z powodu ciężkiej choroby, straciła wzrok. Być może także dlatego wykazywała niecodzienną wrażliwość na to, co ukryte, niedostrzegane, w tym na nienarodzone dzieci. Kiedy spotykała mamy w ciąży, pytała, czy może pogłaskać je po brzuchu i w ten sposób przywitać się także z ich maleństwem.

Jej druga ciąża, ta, w trakcie której straciła wzrok, miała ogromny wpływ na jej przyszłe życie. Pomimo obecności męża i całej rodziny czuła się samotna, bo nie wiedziała, w jakim stanie urodzi się jej dziecko i czy z powodów zdrowotnych będzie w stanie je wychować. Po latach, w programie telewizyjnym wspominała, że te doświadczenia pomogły jej zrozumieć lęk i poczucie opuszczenia u mam, którym pomaga.

 

Towarzyszyć im jak córkom

Wolontariusze Centrum Pomocy Życiu nie poprzestają na odwiedzeniu kobiety od aborcji, ale często towarzyszą jej w trakcie ciąży i przy wychowywaniu dziecku, organizują wsparcie materialne i psychologiczne.

Paola była mamą dwojga dzieci i babcią czworga wnuków, ale mówiła, że wszystkie kobiety przychodzące do Centrum postrzega jako swoje córki, którym pomaga dostrzec swoją siłę i instynkt macierzyński, zwłaszcza ten jeszcze nieuświadomiony.

Aborcję uważała za dramat nie tylko dla nienarodzonego dziecka, ale także dla jego mamy, często podejmującej tragiczną decyzję pod wpływem strachu. Mówiła, że prawie nigdy nie jest ona wolnym wyborem, bo wynika z poczucia braku innego wyjścia. Towarzyszyła także kobietom po aborcji, płakała razem z nimi i pomagała im odnaleźć nadzieję. Podkreślała, jak ważne jest wysłuchanie drugiego człowieka, zamiast osądzania go.

 

Życie jest Miłością

W swoim ostatnim poście na Facebooku planowała przyszłość Centrum, jednocześnie w jakiś sposób podsumowując jego pracę. Pisała wtedy, że niemożliwym jest najpierw dzielić z kimś historie pełne łez, a potem wrócić do domu i po prostu zamknąć za sobą drzwi. Czuła się bardzo związana ze wszystkimi, którym towarzyszyła. Post zakończyła słowami o tym, że Życie jest Miłością.

Jej choroba przyszła nagle i trwała tylko kilka dni. Jeszcze pod koniec lipca aktywnie pomagała wielu kobietom. We wspomnieniu zamieszczonym na katolickim portalu Avvenire jej przyjaciółka Marina Corradi pisała:

W Mediolanie i poza nim jest 22 702 dzieci, nastolatków, dorosłych już kobiet i mężczyzn, którzy nie wiedzą, że zawdzięczają życie także pewnej pani, która nazywała się Paola i zmarła w piątek. Ich matkom trudno byłoby opowiedzieć im prawdę w rodzaju: wiesz, nie chciałam cię, byłam sama albo byłam biedna, ale w biurze w klinice Mangiagalli spotkałam panią, która dała mi odwagę, aby cię zatrzymać. Takich rzeczy matka nie mówi dziecku. O tych dramatycznych wahaniach się milczy. Ale kobieta pamięta. I nie zapomina.

Po śmierci Paoli Bonzi odezwały się głosy tęsknoty i podziwu z wielu stron sceny politycznej. Przyjaciele pisali o tym, jak na moment zjednoczyła ludzi o różnych poglądach, często zwalczających się wzajemnie. Jeszcze jeden mały cud, do którego się przyczyniła.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail