Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak zmienia się małżeństwo, gdy pojawiają się dzieci?

Udostępnij

Czy faktycznie następuje diametralna zmiana o 180 stopni - mąż przestaje interesować się żoną, a żona nim?

Kiedyś dostaliśmy wiadomość na blogu z pytaniem, czy faktycznie tak jest, że małżeństwo niemalże kończy się wraz z pojawieniem się dzieci. Osoba, która do nas pisała, wcześniej była poinformowana przez wielu znajomych i członków swojej rodziny o tym, jak małżeństwo gaśnie wraz z pojawieniem się dzieci… Miała w sobie wiele obaw i lęków, do tego stopnia, że miała trudność, by zdecydować się na potomstwo.

 

Mały człowiek, wielka zmiana

Nie da się ukryć, że kiedy w domu pojawia mały człowiek, całkowicie od nas zależny, z niedojrzałym układem nerwowym, komunikujący większość swoich potrzeb płaczem, wówczas robi się głośno, żywo i inaczej. Czy jest to zmiana o 180 stopni? Czy rzeczywiście wszystko się kończy?

Niekoniecznie. Jeśli komuś się wszystko skończyło, to była zapewne jego decyzja, za którą stały obawy czy lęki przed podejmowaniem wyzwań. Nie chodzi o to, żeby biwakować z noworodkiem czy lecieć od razu w tropiki. Ale też nie chodzi o inną skrajność – żeby odciąć się od świata.

Na pewno trzeba inaczej ustawić priorytety, ale nie rezygnować ze wszystkiego. Mamy dwójkę dzieci rok po roku, Córeczka ma obecnie trzy lata, synek dwa, a ja nie wyobrażam sobie życia bez nich. A wbrew pozorom, mam poczucie, że wraz z ich pojawieniem się jestem odważniejsza.

 

Ciąża – czas dla nas

Myślę, że Bóg wszystko przemyślał. Czas ciąży trwa ok 9-10 miesięcy, zatem niemalże rok. To szmat czasu, żeby oswoić myśl, że w domu pojawi się mały człowiek. Może trudno w to uwierzyć, ale to też czas budowania więzi z maleństwem, szczególnie na linii mama – dziecko, z racji na wyjątkową bliskość. Pamiętam jak mój mąż powiedział mi, że to, czego mi najbardziej zazdrości, to to, że mogę czuć ruchy dziecka i być z nim tak bardzo blisko…

My mieliśmy rytuał cotygodniowego czytania o tym, jak rozwija się nasze dziecko, jakie nastąpiły zmiany od ostatniego tygodnia. To sprawiało, że nasza relacja mąż – żona i rodzice – dziecko kwitła.

 

Ich troje

Kiedy na świat przychodzi maluszek, reakcje są zapewne różne, ja dzielę się tu głównie naszym osobistym doświadczeniem. Oboje z mężem byliśmy jakby na jakichś środkach. Endorfiny grubo ponad poziomem. Byliśmy zauroczeni i bardzo wdzięczni, wiedzieliśmy, że ta mała dziewczynka, która leży pomiędzy nami, to owoc naszej miłości i ogromny dar.

Wszystko brzmi cukierkowo, ale mój pierwszy poród był bardzo długi, połóg trudny, a największym lekiem na wszystko była właśnie Amelka i radość z tego, że jest z nami.

 

Co się zmieniło?

Oczywiście w domu zrobiło się głośniej, więcej obowiązków, mniej przespanych nocy (na szczęście tendencja wraz z wiekiem dziecka jest wzrostowa i nieprawda, że trwa to już cały czas). Na pewno nie wyjdziemy sobie, kiedy chcemy i gdzie chcemy, ale myślę, że przy dwójce małych dzieci, jesteśmy dosyć aktywni.

Jeśli nie uda nam się wyjść na randkę na miasto, organizujemy sobie ją w domu, kupujemy lody czy włączamy film, albo gotujemy coś dobrego i po prostu jesteśmy razem. Jasne, że bywają wieczory, że pomimo planów „padamy”, ale to nie szkodzi, uczymy się wciąż elastyczności przy dzieciach. Nie da się wszystkiego przewidzieć i zaplanować. Dzięki naszym maluchom uczymy się dużo o sobie.

Ja prawdopodobnie jestem bardzo cierpliwa i już prawie mi skrzydła rosną, jak ciągle to słyszę. Tymczasem wiele razy doświadczyłam, że wcale tak nie jest i macierzyństwo sprowadza mnie na ziemię. Uczę się siebie, poznaję też mojego męża, a on mnie.

 

Czy mniej się kochamy?

Absolutnie nie mniej! Inaczej, dojrzałej, szczerzej i… głębiej. A zatem można śmiało powiedzieć, że więcej.
Kiedy się jest w stanie zakochania czy zauroczenia, boimy się stracić te piękne emocje. One są potrzebne, ale później ustępują miejsca czemuś znacznie ważniejszemu, miłości dojrzałej. Pojawienie się dziecka nie sprawi, że przestajemy się kochać.

Jasne, istnieją pewne zagrożenia, o których wciąż głośno – że jedno z rodziców, a głównie mama, całą uwagę i miłość przelewa na dziecko. Ja miałam taki moment, kiedy Amelka chciała być cały czas ze mną, blisko, na rękach, do tego przy piersi. I kiedy tak długi dzień cała byłam dla kogoś – i ciałem i sercem, po prostu potrzebowałam oddechu, trochę siebie dla siebie. Wtedy mój mąż cierpiał na tym, ale był i jest bardzo cierpliwy w takich momentach. Ważne, że mówi o tym i możemy nawzajem się wspierać.

Za każdą życiową decyzją – o ślubie, dziecku czy nawet nowej pracy idzie jakaś zmiana. Coś musimy oddać, ale też zyskać coś nowego.

Jako mama dwójki dzieci i żona nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być z nami Amelki czy Tobiasza i nie mam takiego poczucia, że wraz z ich pojawieniem się mój mąż kocha mnie mniej. Niczego nie straciłam, za to zyskuję wiele każdego dnia!

Nie dajcie sobie wmówić, że gdy pojawi się dziecko, to kończy się wszystko. Wraz z pojawieniem się nowego życia, wszystko się zaczyna!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail