Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy na froncie I wojny światowej walczył… oddział aniołów?

Żołnierze brytyjscy w Mons/Wikipedia
Udostępnij

W dodatku dowodzić miał nimi św. Jerzy!

105 lat temu, latem 1914 roku, nabierał rozpędu pierwszy z dwóch wielkich konfliktów, które wstrząsnęły światem. W drugiej połowie sierpnia nacierający Niemcy zaczęli przełamywać wreszcie niespodziewany opór, jaki na ich drodze do Paryża postawiła mała Belgia. 23 sierpnia, po raz pierwszy w tej wojnie, starli się zaś z Brytyjczykami, którzy w bitwie pod Mons przyszli w sukurs słabnącym belgijskim i francuskim sojusznikom.

Nieco ponad miesiąc później, 29 września, dokładnie w dniu liturgicznego wspomnienia Świętych Archaniołów, w najpopularniejszej podówczas londyńskiej popołudniówce „The Evening News” ukazała się niezwykła relacja. Oddajmy głos autorowi:

[…] żołnierz […] zobaczył przed sobą, przy okopie, długą linię kształtów otoczonych poświatą. Przypominały ludzi, którzy naciągali łuki i, kiedy rozległ się kolejny okrzyk, chmura ich strzał poleciała, śpiewając w powietrzu, w kierunku tłumu Niemców. […] Pozostali brytyjscy żołnierze nie dostrzegają zjaw z łukami, ale widzą, jak Niemcy padają pokotem, a ich atak się załamuje. Natarcie zostaje odparte i zwycięscy Brytyjczycy mogą rozpocząć bezpieczny odwrót. 

Niedługo później brytyjską prasę zalewają kolejne świadectwa żołnierzy, którzy widzieć mieli unoszących się nad okopami już nie łuczników, ale wprost aniołów, nierzadko dowodzonych przez patrona Wielkiej Brytanii (ale też miasta Mons), pogromcę smoka, św. Jerzego. Niemcy zaś obiega plotka o użyciu przez wroga jakiegoś niezwykłej siły gazu bojowego.

W czym „problem”? Ano w tym, że, jak wielokrotnie podkreślał autor, walijski pisarz Arthur Machen, opowieść powyższa została niemal od początku do końca zmyślona. Niemal, gdyż inspiracją do jej napisania rzeczywiście miało być szczególne nabożeństwo brytyjskich żołnierzy do św. Jerzego.

W obliczu konfliktu o bezprecedensowej skali napisana ku pokrzepieniu serc legenda o „aniołkach św. Jerzego” szybko zyskała jednak własne życie, dzięki któremu aż do końca wojny państwa Ententy przypisywały sobie szczególne wsparcie Opatrzności (a fenomen „aniołków” doczekał się nawet opracowania monograficznego). A wszystko to, gdyż, jak głosiło popularne już w trakcie kolejnego światowego starcia motto: W okopach nie ma ateistów.

Zainteresowanych tematem odsyłam tutaj

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail