Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jakie myślenie o „radzeniu sobie” hamuje nasz rozwój?

Udostępnij

Czy zdarza wam się czuć tak, jakby wasze życie miało widzów? Którzy siedzą na trybunach z szalikami i biją brawo albo gwiżdżą w dezaprobacie? I sprawdzają, czy sobie radzicie? A może masz poczucie, że taki widz siedzi w twojej głowie. Może też masz całkiem jasną świadomość, że to część ciebie, która tak sprawdza i często mówi ci, że nie. Że sobie nie radzisz.

Radzisz sobie?

Myślę, że ogromnie wiele w naszym życiu i zdolności odczuwania szczęścia znaczy ten termometr, który sprawdza, „czy sobie radzę”. I można każdego dnia walczyć o to, by rtęć była bardziej po stronie dodatniej niż ujemnej, wydatkując na to mnóstwo energii. Odbyłem trudną rozmowę telefoniczną – słupek idzie w górę. Załatwiłam wszystkie rzeczy z listy – i już robi się o kilka stopni cieplej. Stłukłem wazon w hipermarkecie – temperatura spada. Porysowałem auto – znaczy, że na termometrze „radzenia sobie” już okoliczności ujemne. Nakrzyczałam na dzieci – mróz.

Do tego może dołączać się wiara, że tam, poza drzwiami mojego domu czy firmy, żyją ludzie, którzy radzą sobie ze wszystkim świetnie. Mleko nigdy im się nie przypala, wstają rano ze śpiewem na ustach, ich dzieci nie chorują, a oni sami w życiu nie powiedzieli „brzydkiego słowa”. U nich zawsze temperatura jest na plusie, w łagodnej bryzie dwudziestu trzech stopni bez deszczu.

Może jednak nie o temperaturę tu chodzi. Może to urządzenie nie działa, jak trzeba, bo ciągle coś mierzy i poddaje ocenie. I dobrze uosabia kulturę zarabiania punktów i zyskiwania na własną aprobatę, która stale wiąże to, kim jesteśmy, z tym, co robimy.

 

Wartość i godność

A tymczasem – nasza wartość jako ludzi jest niezbywalna i za darmo, zanim cokolwiek zrobimy czy powiemy. Moja godność i wartość wynika z faktu bycia człowiekiem. Podobnie jak godność sąsiada, kasjerki w sklepie czy bliskich mi ludzi. Jako ludzie wierzący mamy dodatkowe powody, by tak uważać. Jesteśmy dziećmi jednego Boga, stworzonymi przez Niego z miłości. A gdybyśmy mieli nadal kłopot z daniem temu wiary, Jego Syn przyszedł na świat i oddał swoje życie, by każdego o tym przekonać. Że jest wartościowy, bo był wart Jego wyznania miłości do ostatniej kropli krwi.

Warto też przyjrzeć się, co tak naprawdę rozumiemy przez słowa: „radzić sobie”. Czy chodzi o to, żeby zawsze coś wychodziło i się udawało? W życie wpisane jest to, że czasem coś nie działa. Że popełniamy błędy. Że nie wiemy albo nie umiemy. Że więcej jest rzeczy do ogarnięcia, niż jesteśmy w stanie ogarnąć. Kolejny mit o „radzeniu sobie” – i uświadomiłam go sobie, słuchając Agnieszki Stein, której jestem niebywale wdzięczna za ogrom dobrej inspiracji w moim życiu – polega na tym, że „trzeba wszystko osiągać samemu”.

 

Jak sobie radzić?

A gdyby spojrzeć na to tak, że „radzić sobie” znaczy wiele zupełnie innych rzeczy? Jak na przykład:

– prosić o pomoc;

– rezygnować, odpuszczać i mówić „nie” temu, co jest nadmiarem;

– płakać, gdy jesteśmy smutni;

– pozwalać sobie na przeżycie swojego smutku i opiekować się sobą w nim;

– zwracać się po empatię do przyjaciół, gdy jest nam trudno;

– przytulać się do innych i przytulać siebie w tym, jak jest, nie odmawiając sobie godności i piękna;

– uczyć się z błędów i nie dowalać sobie za nie;

– nie musieć czegoś robić do końca, gdy odkrywamy, że to nie służy nam ani naszym bliskim;

– przepraszać za to, co się zrobiło źle;

– uczyć się nowych rzeczy, gdy stare nie działają, aż znajdziemy te, które naprawdę wnoszą zmianę;

– wybierać to, co ważniejsze w danym czasie;

– zgadzać się na istnienie kupek gratów do uporządkowania i „szuflad wstydu” z rzeczami do posortowania na kiedyś.

Co byście dodali do tej listy nowego myślenia o radzeniu sobie? To tylko pierwsze rzeczy, jakie przychodzą mi do głowy, a które mogą wnosić do życia realizm i wspierać nasze człowieczeństwo.

Jest także wiele dobrych wiadomości. Każdy ma swoje trudne dni, kłopoty, ciężary i rzeczy, których nie umie lub nie wie. Nie istnieje też ławka z widzami naszego życia. Ludzie, którzy oceniają, nie przestaną tego robić mimo naszych starań. Ci, którzy nas kochają naprawdę, przyjmą nas z bałaganem i rozlanym mlekiem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail