Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Tobie to dobrze!” – mówią. A bycie szczupłą nie zawsze jest takie fajne…

SZCZUPŁA KOBIETA
aijiro | Shutterstock
Udostępnij

„Gdybym ja miała taką figurę, to jadłabym tylko pizze i lody” – ciągle słyszę takie komentarze na temat swojej wagi. A bycie szczupłą wcale nie jest takie bezproblemowe – opowiada Kasia. Przeczytajcie jej historię.

Zawsze najchudsza

Mam bardzo szczupłego tatę i po nim odziedziczyłam figurę. Odkąd pamiętam, zawsze byłam najchudsza w klasie i na podwórku. Nie przeszkadzało mi to specjalnie, poza tym, że często musiałam wysłuchiwać biadolenia babci (oczywiście babci ze strony mamy), że trzeba mnie dokarmić i „dowitaminizować”. Niestety, babcia wpadła na pomysł, że najlepszym sposobem będzie wmuszanie we mnie gotowanych i posiekanych warzyw z zupy. Do dzisiaj nienawidzę gotowanej marchewki!

Byłam więc sobie całkiem szczęśliwym dzieckiem – raczej chłopczycą niż księżniczką, a pseudonim „Chuda” wcale mi nie przeszkadzał. Dopóki nie poszłam od liceum… Nowa szkoła była w centrum miasta, a nie – jak podstawówka – na osiedlu, na którym wszyscy się znali. Od pierwszego dnia w liceum ludzie patrzyli na mnie jak na anorektyczkę.

Nie pomagało mi to, że jako nastolatka szybko urosłam, więc z kruszynki zmieniłam się w tyczkę. Do tego doszły typowe problemy okresu dojrzewania – niepewność siebie, niezgrabność, skrępowanie, dziwne wrażenie, że mam za długie ręce i za długie nogi. Niektóre koleżanki były wobec mnie wręcz złośliwe – co oczywiście „sprzedawały” mi pod pozorem komplementów i troski. Strasznie żałuję, że wtedy tego nie rozumiałam, ale dziewczyny, które robiły mi najwięcej przykrości, najwyraźniej miały kompleksy na tle własnej wagi – zresztą zupełnie bez sensu.

 

Nieładna, niezgrabna

Wtedy nabrałam przekonania, że jestem nieładna, niezgrabna i nie mogę się podobać. Z kompleksów wyleczył mnie właściwie dopiero zachwyt w oczach chłopaka, z którym zaczęłam się spotykać na studiach. Ponowne polubienie siebie zajęło mi jednak trochę czasu.

Kiedy byłam nastolatką, wiele moich rówieśnic miało obsesję na punkcie liczenia kalorii, więc ja też w pewnym momencie postanowiłam wziąć się za siebie i przybrać na wadze. Objadałam się bananami i orzechami, w czasie obiadu nakładałam sobie na talerz dwa kotlety, a nawet kupowałam odżywki dla sportowców na przyrost masy mięśniowej (dzisiaj wolę nie myśleć, co miały w składzie). Mieszałam odżywki ze śmietaną (!) i piłam to paskudztwo przed posiłkiem. Zrezygnowałam po kilku tygodniach, bo wprawdzie waga czasem drgnęła w górę, ale je ledwo się ruszałam z przejedzenia i fatalnie się czułam. Od tamtej pory nie próbuję diet już „na przytycie”.

Nie chcę powiedzieć, że bycie szczupłą to jakaś trauma. Gdybym miała wybór, wolałabym mieć kilka kilogramów więcej, ale dobrze się czuję w swoim ciele. Chciałam tylko wygłosić apel do narodu i świata, że chudość to wcale nie jest jakaś bajka.

 

Chudość to nie bajka

Po pierwsze: ciągle jest mi zimno. Mała ilość tkanki tłuszczowej robi swoje.

Po drugie: mam problem z kupieniem ubrań. Noszę rozmiar 32-34 i mam 175 cm wzrostu, więc jeśli coś pasuje na mnie w talii i w ramionach, to najczęściej jest za krótkie; a jeśli ma dobrą długość, to jest za szerokie. Albo rybki, albo akwarium! Ubrania najczęściej zamawiam w internecie, dużo odsyłam, przerabiam u krawcowej albo szyję na miarę. A figura patyczaka – wbrew pozorom – wcale nie jest łatwa do ubrania i w niewielu rzeczach wygląda się dobrze.

Po trzecie: mam wrażenie, że wyglądam na starszą, niż jestem. Figura modelki? A może raczej figura wieszaka albo figura alkoholiczki po miesiącu picia? No i ten żałosny biust!

Po czwarte – i najgorsze: ciągłe tłumaczenie się z mojej wagi i wysłuchiwanie „dobrych rad” typu: „Gdybym była taka szczupła, to bym jadła tylko pizzę i lody”. Serio? Gdybyś tak rzeczywiście jadła, to raczej długo byś nie pociągnęła. Co mam na to odpowiedzieć? Przepraszać? Tłumaczyć się? Uśmiecham się i staram się zrozumieć dobre intencje mówiącego, ale czasem czuję się traktowana jak naczynie na cudze frustracje. Ja nie winię nikogo za to, że jestem chuda, i nie poczuwam się do winy za to, że ktoś ma nadwagę. Podejrzewam zresztą, że inni ludzie mogą zrobić ze swoją figurą niewiele więcej, niż ja mogę zrobić ze swoją. Chyba wszyscy powinniśmy więcej lubić samych siebie, a mniej się porównywać z innymi.

Czy są jakieś plusy bycia „szczupakiem”? Ciekawe, ale rzadko o nich myślę. Na pewno plusem jest to, że nie muszę się pilnować z jedzeniem. W wieku prawie 40 lat jestem chyba zdrowsza i sprawniejsza fizycznie niż większość moich rówieśników, którzy zaczęli już mieć problemy z cholesterolem i stawami. No i po 15 latach małżeństwa mąż nadal może nosić mnie na rękach.

Czytaj także: Otyłość – problem ciała czy cierpienie serca?

Czytaj także: Jemy coraz więcej cukru – nasze dzieci też! „Pracujemy” na otyłość…

Czytaj także: Dorosłość. Co to właściwie oznacza i kiedy się zaczyna?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail