Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czyj głos jest ważniejszy: rodzica czy dziecka?

ROZMOWA Z RODZICEM
Evgeny Atamanenko | Shutterstock
Udostępnij

Letnie popołudnie. Zaprzyjaźnione rodziny spotkały się na kawę. Trzy pokolenia miło spędzają czas. Babcia zaczyna wspominać, jak wiele lat temu rzucała palenie. Nagle jej zdziwiona córka wykrzykuję: czyli nie dlatego rzuciłaś, że dzieci tak bardzo cię o to prosiły!?

Rzucanie palenia

Dzieci biegają, a dorośli ciągną międzypokoleniowe pogawędki. Rozmowa schodzi na rzucanie palenia. Kiedyś w trakcie spotkania – zwierza się babcia – zobaczyłam, jak w okropnym grymasie wykrzywiała się mina spotkanej osoby. Zrozumiałam wtedy, jak papierosy okropnie śmierdzą i rzuciłam!

Na te słowa (trochę z uśmiechem, niby z oburzeniem, ale jednak na serio) jej dorosła córka wykrzykuje. „Czyli rzuciłaś dlatego, że śmierdziało, a nie dlatego, że dzieci tak bardzo cię o to prosiły!?”. „Nie – odpowiada mama-babcia i szybko uzupełnia. – Bo w naszych czasach nie przyjmowano się tak bardzo dziećmi, jak wy się dziś przejmujecie. Ale jestem pełna uznania i podziwu, jak wiele serca wasze pokolenie daje swoim dzieciom”.

 

Kto tu rządzi?

Roześmialiśmy się. Zabawna i mądra była puenta tej anegdoty. Czy kiedyś było lepiej czy gorzej? Czyj głos jest ważniejszy: rodzica czy dziecka? Czy są granice przejmowania się dziećmi i czy współcześnie ich nie przekraczamy?

Dzisiejsze rodziny są bardzo różne. W jednych autorytarnie rządzą rodzice, z których zdaniem nie wolno dyskutować. W innych dzieci decydują o wszystkim, a rodzice stają się wykonawcami ich woli.

Intuicyjnie czujemy, że żadna z opcji nie jest dobra. Tylko jak dostrzec granice, których przekroczenie byłoby wejściem w jedną ze skrajności?

 

Ruch wahadłowy

Ludowe przysłowie mówi, że dzieci i ryby głosu nie mają. Potrzebowaliśmy czasu, żeby uprzedmiotowienie dziecka i odebranie mu wszelkich praw uznać za niewłaściwe. A odpowiedni moment w historii sprawił, że wahadło zaczęło oddalać się od jednej skrajności, by za chwilę wpaść w drugą.

Ruch wahadłowy w obrębie różnych przekonań jest czymś naturalnym. Problemem jest określenie złotego środka, w którym żadna skrajność nie dominuje. Rzecz w tym, że każdy ten środek widzi gdzie indziej, a spokojna dyskusja o nim możliwa jest dopiero, gdy spojrzymy na niego z czasowego dystansu. Co zatem obowiązuje dziś: demokracja czy pajdokracja?

 

Demokracja

Demokracja to z greki rządy wszystkich. Uznając, że dziecko co do godności niczym nie różni się od dorosłego, widzimy, że za mało jest w rodzinach demokracji. Za mało jest wysłuchania z szacunkiem, a nie tylko po to, żeby dać się dziecku wygadać. Za mało jest uwzględniania potrzeb i zdania dzieci. Za mało jest oddawania im władzy.

Dobrze jest stopniowo oddawać dzieciom władzę. Najpierw nad tym co jedzą, z czasem nad tym, w co się ubierają, a wreszcie jakie życie i jakie wartości wybierają. Zamiast łudzić się, że bezpieczniej będzie decydować za dzieci, lepiej jest uczyć je odpowiedzialnych wyborów. A wybierać nie da się nauczyć, bez możliwości wybierania. Pod warunkiem, że demokracja nie zamieni się w pajdokrację.

 

Pajdokracja

Pajdokracja to z greki rządy dzieci. One się stają jakby przypadkiem. Miała być rodzinna demokracja, ale wyszła pajdokracja. Miały się liczyć zdanie i potrzeby wszystkich, a liczy się tylko zdanie i potrzeby dzieci. Mimo woli zbyt poważne decyzje spadają na zbyt młode barki. Bo przecież równość co do godności nie oznacza równości co do dojrzałości.

Zadaniem dorosłych jest towarzyszenie dzieciom w ich drodze do dojrzałości. W tym sensie dzieci potrzebują ram odpowiedzialności, na którą już są gotowe. Szacunek do drugiego nie oznacza przytakiwania wszystkiemu. Czasem oznacza pełną szacunku odmowę i stanowcze „nie”. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że sprawa rozgrywa się w konkretnych i pełnych zniuansowania sytuacjach.

 

Rzucać, czy nie?

Rzucać palenie, jeśli dzieci proszą czy nie? Nie używać w domu telefonu, jeśli odwraca uwagę od dzieci, czy nie? Przestawić się na dietę wegetariańską, jeśli to dla dziecka ważne, czy nie? Bycie rodzicem to ciągłe stawanie przed takimi pytaniami.

A przecież dobrze robimy, jeśli dla dobra i szacunku dla drugiej osoby (w tym wypadku dla dzieci) potrafimy z czegoś zrezygnować. Szczególnie gdy lubię to coś, ale to nie buduje naszej relacji. Trzeba jednak uważności, żeby nie zapomnieć o sobie i swoich potrzebach, żeby odróżnić potrzeby od zachcianek.

Rodzice sfrustrowani w imię dobra dzieci to nie jest to, czego dzieciom potrzeba. Demokracja bez miłości – do drugiego i do siebie – jest pusta.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail