Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dlaczego „foch” nie pomaga rozwiązywać problemów?

KOBIETA, FOCH
fizkes | Shutterstock
Udostępnij

Nie jest wcale domeną kobiet. Widziałam w życiu wielu mężczyzn strzelających focha. Formy ma różne i generalnie służy wyrażeniu, że ktoś został doprowadzony do ostateczności. Jak głośne tam-tamy. Grzmot zwiastujący zerwanie relacji. A jednak mimo że tak pełen ekspresji – niemal nigdy nie ma mocy niczego załatwić, a już na pewno wzmocnić wzajemnej więzi.

Ból i bezsilność

Foch to język migowy. Nawet mniej niż to, bo swoim brakiem precyzji bardziej przypomina znak dymny. Gdzieś się pali, widać dym i słychać syreny, ale gdzie dokładnie – to już trudno powiedzieć. Ponieważ foch sygnalizuje jedynie, że „coś się stało”. Świadkowie i adresaci focha przeżywają go często boleśnie. Gdy ktoś w trakcie rozmowy nagle trzaska drzwiami i wychodzi – druga osoba czuje ból i bezsilność. Drzwi zamykają się nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Kontakt zostaje zerwany.

Różne oblicza ma to okazywane z hukiem „mam dość”. Jak wtedy, gdy planujemy wyjazd, ale z powodu zmian czy piętrzących się trudności ktoś ogłasza: „W takim razie ja nigdzie nie jadę”. „Jak dla mnie świąt może już nie być” – powie żona zmęczona przygotowaniami. „Idę spać” – ogłosi mąż, gdy znowu zadzwoni telefon żony i oglądanie filmu, gdy w końcu mają czas razem, przerwie kolejna rozmowa z koleżanką.

 

Co przeżywam?

Fochem z wielką łatwością posługują się dzieci. Nic w tym dziwnego, ich układ nerwowy, który słabo radzi sobie z emocjami, daje im mało dostępu do innych narzędzi sygnalizowania, że nie odpowiada im to, co się dzieje. „Nie będziesz mógł więcej do mnie przyjść” – powiedział synek sąsiadów do naszego Pawełka, gdy ten nie chciał dać mu zabawki. Repertuary dzieci zmieniają się z wiekiem – i od kładzenia się na ziemię i rzucania przedmiotami na ogół przechodzą do mamrotania pod nosem, tak zwanego pyskowania i trzaskania drzwiami. I potrzebują naszej otwartości, pomocy i wsparcia, by zacząć komunikować się w sposób cywilizowany.

Foch wynika z niezdolności opowiedzenia o tym, co u mnie się dzieje. Z różnych powodów. Może nigdy nie nabyłam/nabyłem języka, by o tym mówić, bo kiedyś, gdy był na to czas, nie było miejsca na uczenie się nazywania swoich uczuć i pragnień. Była natomiast presja dopasowania się i siedzenia cicho, gdy coś powodowało wewnętrzny sprzeciw.

Ta niezdolność zakomunikowania „po ludzku” tego, co przeżywam, może też brać się stąd, że nie wiem i nie umiem się w tym połapać. I widzę, że się wściekam, dopiero gdy zaczynam dawać temu upust – na przykład przy pomocy „focha”. To tak, jakby nie istniał system wczesnego wyłapywania sygnałów, że coś mi nie pasuje albo narusza moje granice. Gdy taki wewnętrzny czujnik nie działa, dopiero nagromadzenie frustracji powoduje, że coś komunikujemy. Albo przynajmniej próbujemy.

 

Ty się mną zajmij

Foch to sposób powiedzenia drugiemu: „Teraz ty się zajmij mną, bo ja sam(a) nie potrafię”. Nie potrafię ci powiedzieć, o co mi chodzi. Nie potrafię znaleźć normalnych słów, by przekazać ci, że jest mi trudno albo przykro. Nie potrafię poprosić o uwagę i czas na rozwiązanie tej sytuacji. Ty się mną zajmij, bo ja sam(a) nie umiem w niej o siebie zadbać i właśnie wysyłam ci sygnał, że tak jest. Dlatego dorosły foch przypomina tak bardzo zachowanie małych dzieci, które wzywają nas na pomoc w rozszyfrowaniu ich świata, o którym jeszcze nie umieją opowiadać.

Niestety, niewielu ludzi ma tyle emocjonalnego wyrobienia i empatii, by wołanie o pomoc, stojące za fochem, usłyszeć i zrozumieć. Dlatego łatwiej, gdy jednak mówimy wprost. „Czuję się przytłoczona, gdy robisz tyle rzeczy jednocześnie rozmawiając ze mną, bo to dla mnie ważny temat i bardzo potrzebuję twojej uwagi. Czy możemy usiąść na dziesięć minut?”. „W planie tej wycieczki jest dla mnie zbyt wiele punktów – potrzebuję jasności, z czego mogę zrezygnować, by móc wziąć w niej udział”.

By komunikować swoje granice bez naruszania relacji, potrzeba uczyć się być przy sobie i dostrzegać, co się u mnie dzieje. A potem opowiadać o tym drugiemu językiem, który będzie potrafił zrozumieć. I mieć rozmaite plany B zadbania o potrzeby moje i drugiego, gdy mimo najlepszych chęci obu stron to zrozumienie okaże się niemożliwe.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail